- Skąd wziął się pseudonim "Mandaryna"?
- Jak jako nastolatka ubierała się Mandaryna?
- Jak wyglądało dzieciństwo Mandaryny?
- Kto był wzorem kobiecości dla dorastającej Mandaryny?
Skąd wziął się pseudonim artystyczny "Mandaryna"? Wokalistka ujawniła prawdę
Dziś trudno wyobrazić sobie Martę Wiśniewską bez pseudonimu "Mandaryna". Okazuje się jednak, że nie był to wymyślony na potrzeby kariery artystycznej przydomek. Jego historia zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej i była związana z panieńskim nazwiskiem artystki. Marta nosiła wówczas nazwisko Mandrykiewicz, które bywało trudne do wymówienia przez dzieci. W efekcie wymyśliły dla niej przezwisko "Mandaryna".
Od mojego panieńskiego nazwiska Mandrykiewicz. Dzieci w podstawówce nie potrafiły go wymówić, więc wymyśliły mi przezwisko - Mandaryna. I Mandaryna została ze mną na całe życie. Często się zdarza, że przedstawiam się z rozpędu: "Dzień dobry, Mandaryna z tej strony", zapominając, że dzwonię do urzędu- wyznała w wywiadzie dla magazynu VIVA.
Mama jest dla niej wzorem kobiecości. Mandaryna eksperymentowała ze stylem ubioru
Co ciekawe, w okresie nastoletnim Manadryna nie przypominała stereotypowego obrazu gwiazdy, która w przyszłości będzie kojarzona z kobiecym, scenicznym wizerunkiem. Wręcz przeciwnie - Marta w okresie dorastania była zdecydowanie bardziej "chłopczycą". Miała bardzo krótkie włosy, nosiła ciężkie glany, szerokie spodnie i obszerne koszule w kratę. Jednocześnie od najmłodszych lat miała w sobie dużą potrzebę zabawy - eksperymentując z kolorowymi sukienkami, kapeluszami czy rękawiczkami.
Gdy zaczynałam tańczyć hip-hop, byłam grunge'owa. Bardziej chłopczyca niż dziewczyna. Miałam bardzo krótkie włosy, nosiłam duże buty, bardzo szerokie spodnie i wielkie koszule w kratę przewiązane w pasie. Typ sportowy. Podobała mi się piłka nożna. Na ścianach w pokoju wisiały plakaty Jennifer Lopez, Madonny i Michaela Jacksona, bardzo kolorowych ptaków. Miałam w sobie młodzieńczą radość, która towarzyszy mi do dziś. Uwielbiałam spędzać czas z przyjaciółmi. Nie mieliśmy wiele, ale byliśmy pełni zapału. Głowy nam eksplodowały od marzeń. Dojrzewając, w wieku 18, 19 czy 20 lat, zaczęłam uważniej przyglądać się moim koleżankom, które były bardziej kobiece, i też zapragnęłam taka być. Pogodziłam się z sukienkami- dodała.
Ważnym punktem odniesienia była dla niej przede wszystkim mama. Marta Wiśniewska nie ukrywa, że od najmłodszych lat obserwowała jej sposób ubierania się i dbania o wygląd. Nawet zwykła wizyta w osiedlowym sklepie była okazją, by założyć coś odpowiedniego i zrobić delikatny makijaż. Dla artystki taki obraz kobiecości pozostał ważny do dziś.
Mama jest dla mnie kwintesencją kobiecości i elegancji. Gdy pracowała zawodowo, a była nauczycielką, codziennie szła do szkoły wyszykowana, każdy element garderoby był przemyślany. Bardzo mi się to podobało. Ale pamiętam też czasy, kiedy jako mała dziewczynka jeździłam na wakacje do mojej babci i tam z dwoma kuzynkami nurkowałyśmy w jej szafie, wyciągając kolorowe sukienki, kapelusze, rękawiczki i buty. Przebierałyśmy się, śpiewałyśmy, wygłaszałyśmy monologi. Robiłyśmy kabaret. Z jednej strony kochałam moje ciężkie glany i sprane spodnie. Z drugiej, tworząc performance z ciuchów babci, byłam księżniczką, aktorką. Kimś zupełnie innym. To mi zostało do dziś. Lubię łamać schematy, traktować scenę jak plac zabaw.- podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Mandaryna szczerze o dzieciach i powrocie do Michała Wiśniewskiego. Pytała je o zdanie?