Dariusz Kamys o obietnicy danej Joannie Kołaczkowskiej. "Mieliśmy to wyjaśnione"

Dariusz Kamys, Joanna Kołaczkowska
Joanna Kołaczkowska o swojej roli w Misji!
Źródło zdj. gł.: KAPiF, MWMEDIA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Odejście Joanny Kołaczkowskiej wstrząsnęło nie tylko polską sceną kabaretową, ale przede wszystkim jej najbliższymi współpracownikami. Dariusz Kamys zdobył się na bolesne, ale i pełne ciepła podsumowanie minionego roku. Artysta opowiedział o mroku, jaki go ogarnął po śmierci artystki, niezwykłej dżentelmeńskiej umowie zawartej jeszcze za jej życia oraz o tym, dlaczego Joanny Kołaczkowskiej nigdy i nikim nie da się na scenie zastąpić.
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Co Dariusz Kamys powiedział o Joannie Kołaczkowskiej?
  • Jakie były ustalenia członków kabaretu hrAbi na wypadek śmierci któregoś z nich?
  • Jak kabaret hrAbi upamiętnia zmarłą Joannę Kołaczkowską?
  • Dlaczego kabaret hrAbi zmienił pisownię swojej nazwy na "hrAbi"?
  • Kim dla Dariusza Kamysa była Joanna Kołaczkowska w życiu prywatnym?
  • Jak powstał nowy program kabaretu hrAbi "Być facetem" bez udziału Aśki Kołaczkowskiej?
  • W jaki sposób Joanna Kołaczkowska trafiła do świata kabaretu?
  • Czy do kabaretu hrAbi dołączył ktoś na miejsce zmarłej Joanny Kołaczkowskiej?

Joanna Kołaczkowska była niezastąpiona

Śmierć Joanny Kołaczkowskiej wymusiła na pozostałych członkach grupy hrAbi fundamentalne pytania o przyszłość. Jak ujawnił Dariusz Kamys w rozmowie z Agnieszką Litorowicz-Siegert na łamach "Twojego Stylu", jeszcze przed chorobą artystka często prowokowała trudne dyskusje o ostateczności. Zespół ustalił wówczas twardą zasadę: ci, którzy zostają, grają dalej, a rodzinie osoby zmarłej przez rok wypłacana jest pełna gaża, jakby wciąż była obecna w składzie. Dzisiaj te obietnice są bezwzględnie dotrzymywane. Dariusz Kamys kategorycznie odrzucił też pomysł zastąpienia Joanny Kołaczkowskiej inną aktorką, podkreślając, że w polskiej rozrywce nie było twórczyni o podobnym geście, wszechstronności i wyczuciu widza, a nowa osoba nie udźwignęłaby tak ogromnego ciężaru porównań.

Zanim Asia zachorowała, często rozmawialiśmy na poważne tematy, ona je wywoływała. Co by było, gdyby któreś z nas odeszło? I dochodziliśmy do wniosku, że ci, którzy zostają, pracują dalej. Kabaret to nasze życie. Mieliśmy to wyjaśnione. I ustalone, że osobie, która odeszła, przez rok płacimy gażę, jakby dalej była z nami. Wspomagając rodzinę. Tak jest. Przyrzeczenia zawsze traktowaliśmy serio
- powiedział.

Zespół postanowił iść dalej w męskim składzie, przygotowując program "Być facetem", a w proces pisania włączył się legendarny Władek Sikora. Pamięć o artystce pozostaje jednak żywa na każdym kroku - nazwa kabaretu zmieniła pisownię na "hrAbi" z akcentowaną literą "A", na scenę podczas występów przynoszona jest symboliczna róża, a w planach jest m.in. organizacja corocznego festiwalu jej imienia, powstanie murali oraz filmu dokumentalnego.

Jej nie da się zastąpić. Moim zdaniem w polskiej rozrywce nie było artystki równie wszechstronnej i utalentowanej. Umiejącej tak docierać do ludzi. To był fenomen. Wielu traktowało ją jak kogoś bliskiego, wręcz członka rodziny. Do tej pory ludzie piszą do mnie, że tęsknią. Myślę, że osoba, która miałaby występować zamiast Asi, tego by nie udźwignęła
- wytłumaczył.
Dariusz Kamys, Joanna Kołaczkowska
Dariusz Kamys, Joanna Kołaczkowska
Źródło zdjęcia: KAPiF, MWMEDIA

Dariusz Kamys przyznał, że brakuje mu Joanny Kołaczkowskiej

W wywiadzie dla "Twojego Stylu" Dariusz Kamys kreował portret Joanny Kołaczkowskiej jako absolutnego fenomenu scenicznego, a zarazem osoby pozbawionej jakichkolwiek cech gwiazdorstwa. Przypomniał, że potrafiła z prostej, z pozoru bezsensownej idei stworzyć wielki przebój, taki jak utwór "Andrzeju!", kierując się nieprawdopodobnym instynktem. Prywatnie była cicha, skromna i stroniła od głośnych imprez, przekładając nad nie spokój i filiżankę ulubionej herbaty. Dariusz Kamys, dla którego Joanna Kołaczkowska była także szwagierką, wspomniał, jak ogromnym wsparciem była dla jego pasji malarskiej - to właśnie ona jako pierwsza kupiła od niego obraz.

Po żonie była drugą kobietą, z którą spędzałem najwięcej czasu. Brakuje mi naszych rozmów w samochodach, garderobie… Jej śmiechu. Życzliwości. Aśka pierwsza kupiła ode mnie obraz. Wiadomo - szwagierka, koleżanka z pracy, ale szanowałem ją także jako artystkę. Fakt, że to, co robię, jej się podoba, był dla mnie nobilitujący i dawał wiatr w żagle
- wyjawił Dariusz Kamys.

Niezwykle poruszającym akcentem rozmowy była deklaracja Dariusza Kamysa dotycząca odczuwania obecności zmarłej przyjaciółki na scenie. Przedstawiciel kabaretu wyznał, że po najtrudniejszym okresie w swoim życiu, gdy z rozpaczy nie potrafił malować i zamiast portretu zmarłej stworzył mroczną postać Jokera, powoli odzyskuje spokój. Czuje wręcz metafizyczną opiekę ze strony Asi, mając wrażenie, że po jej odejściu spłynął na niego ułamek jej niezwykłego, scenicznego opanowania i mocy.

Jestem przekonany, że to, co robimy, cieszy ją. Gdy była ciężko chora, martwiła się, co z nami będzie. Myślę, że już się nie martwi. A poza tym - trochę pojadę metafizyką - mam wrażenie, że ułamek jej talentu scenicznego spłynął na mnie. Jakby obdarowała mnie cząstką swojej mocy. Bo wychodzę na scenę i czuję spokój, a na spokojnie robi się rzeczy dobre, nieprzypadkowe
- podsumował.
Joanna Kołaczkowska i Dariusz Kamys
Joanna Kołaczkowska i Dariusz Kamys
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Czytaj też: Edyta Herbuś i Piotr Bukowiecki o dojrzałej miłości. "Jedno nie jest uwieszone na drugim" [TYLKO U NAS]

Autorka/Autor: MO