Manuela z "Big Brothera" uniknęła śmierci w World Trade Center. "Miałam być na dachu jednego z budynków"
- Czy Maneula Michalak mogła być jedną z ofiar zamachu terrorystycznego na World Trade Center
- Czy uczestniczka pierwszej edycji programu "Big Brother" cudem uniknęła śmierci
- Co Manuela Michalak miała robić 11 września na dachu World Trade Center
- Czym Manuela Michalak zajęła się po udziale w "Big Brother"
Manuela Michalak z "Big Brothera" uniknęła śmierci w World Trade Center
Terroryści Al–Kaidy porwali cztery samoloty, z których dwa uderzyły w budynki World Trade Center w Nowym Jorku, a trzeci w gmach Pentagonu w Waszyngtonie. Czwarty samolot rozbił się w Pensylwanii. W wyniku zamachu zginęło blisko trzy tysiące osób — większość wskutek pożaru i zawalenia się WTC. Było wśród nich sześcioro Polaków.
Manuela Michalak - uczestniczka 1. edycji programu "Big Brother", we wrześniu 2001 roku planowała podróż do Nowego Jorku. Do wyjazdu nie doszło z powodu problemów związanych m.in. z uzyskaniem paszportu. Celem podróży było wykonanie sesji zdjęciowej.
"11 września, czyli w dniu, kiedy były zaplanowane zdjęcia, tak jak zwykle włączyłam telewizor. Na wszystkich kanałach transmitowano atak na World Trade Center i pokazywano, jak runęły dwie wieże. Nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Przecież dokładnie wtedy, kiedy wydarzyła się ta tragedia, ja miałam być na dachu jednego z budynków" - wyznała później w wywiadzie dla "Dzień Dobry TVN".
Czym Manuela Michalak zajęła się po udziale w "Big Brother"?
Manuela Michalak prowadzi własny salon fryzjerski, pracuje z dziećmi i realizuje projekty telewizyjne, wykorzystując także swoje wykształcenie psychologiczne.
Na początku 2026 roku ogłosiliśmy, że przebywała na planie programu "99 - Gra o wszystko", gdzie miała okazję spotkać się z Gulczasem. Wystąpiła m.in. w "Ostrym cięciu". Co zdradziła o swoim zawodowym i prywatnym życiu?
- Poza pracą w strefie beauty, jestem psychologiem, wiadomo, że przyjmuję w gabinecie, ale również jestem pracownikiem szkoły i wspomagam dzieci z różnego typu zaburzeniami, które utrudniają im naukę, a ja sprawiam, że ta nauka idzie mi jak z płatka. To jest poważny zawód i uważam, że to, że mam takie podejście do życia, bardzo mi pomaga w kultywowaniu tego zawodu. Ale dlaczego kultywowaniu? Bo ja wręcz jestem fanką swojego zawodu, bo bardzo kocham moją pracę. Uwielbiam to, jak dzieci, z którymi pracuję, robią progres, jak widzę uśmiech na buzi rodziców, jak dziecko, które miało problem z jakimiś rzeczami, nagle to znika i tego problemu nie ma. To są takie sytuacje, w których naprawdę człowiek wie, że żyje i wie, dlaczego żyje - powiedziała w rozmowie dla TTV.