- Co wydarzyło się w 65. odcinku "Szpitala św. Anny"?
- "Szpital św. Anny". Gdzie i kiedy oglądać?
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 65. odcinku u Zosi?
Zosię, jak co rano, obudziło grymaszenie Kalinki. Pognała do łóżeczka, ale zobaczyła, że jej tam nie ma. Okazało się, że Filip wstał wcześniej i przez godzinę oglądali ptaki. Oboje doszli do wniosku, że nie wyobrażają sobie, żeby nie było jej już z nimi. Udali się do ośrodka adopcyjnego, by przekazać, że chcieliby zostać rodziną adopcyjną dla Kalinki. Poinformowali, że oczywiście - zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i odpowiedzialności wynikającej z tej decyzji, ale nadal - chcą stworzyć dom, w którym Kalinka zawsze będzie czuła się kochana i bezpieczna. Pracownica socjalna przyznała, że nie widzi dla niej lepszego domu niż Zosi i Filipa.
Po wizycie w ośrodku adopcyjnym Zosia zadzwoniła do przyjaciółek, aby je poinformować o swojej decyzji. Kaja, Kaśka i Zyta szalenie się ucieszyły. Od razu pogratulowały Zosi nowej przygody w życiu, jaką jest macierzyństwo.
Zosia przyjęła pacjentkę na oddziale, której matka zmarła na zatorowość płucną. Kobieta, podobnie jak matka, miała opuchliznę na nodze. Lekarka zleciła serię badań. Na korytarzu wymieniła kilka zdań z jej partnerem, który wyraził zaniepokojenie jej trybem życia: imprezy, podróże, dużo pracy, mało snu. Siedzący tryb życia sprzyja rozwojowi zakrzepicy.
Zosia odebrała wyniki badań, które sprawiły, że odrzuciła prawdopodobieństwo tego schorzenia. Wiedziała już, co dolega kobiecie, ale musiała się upewnić. Zapytała o późną kolację, a kiedy pacjentka potwierdziła, że faktycznie była wieczorem w restauracji z koleżanką, okazało się, że to był ostry epizod refluksu.
Zosia skończyła dyżur. Zadzwoniła do Filipa, że chciałaby pojechać na rodzinne zakupy, żeby nabyć trochę nowych rzeczy dla Kalinki. Mąż lekarki od razu się zgodził. Ba! Przyznał, że sam miał taki pomysł. Kiedy wychodziła z gabinetu, spotkała ojca Kalinki, który wyznał, że przemyślał sprawę i chce walczyć o dziecko, bo "dojrzał do bycia ojcem". Nie chciał jednak wchodzić z Konecką na wojenną ścieżkę. Poinformował, że ostateczna decyzja, co dalej, należy do nich.
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 65. odcinku u Wojtka?
Wojtka nawiedził dyrektor Wroński. Poprosił, by zajrzał do Łukasza, bo nie odbiera telefonów i nie otworzył drzwi, gdy zjawił się przed nimi. Ich rozmowę przerwało pilne wezwanie do kobiety w ciąży, ale Wojtek obiecał, że się tym zajmie.
Wojtek i zespół ratowników dotarli na miejsce, ale nikt nie był w stanie otworzyć im drzwi. Kiedy weszli do domu przez drzwi balkonowe, zobaczyli młodą dziewczynę na podłodze. Krzyczała, że rodzi i że bardzo źle się czuje. Kiedy rozpięli jej bluzę, wypadła spod niej masa gotówki. Dziewczyna wyznała, że to nie jest jej dom, ale mimo wszystko - musiała w nim urodzić. Rozpoczęła się druga faza porodu, więc nie mogli ryzykować narodzin w karetce. Nie mogliby zabezpieczyć i matki, i dziecka.
Wojtek w międzyczasie zaczął gorzej się czuć. Wróciły skurcze prawej dłoni. Zrobił się nerwowy. Na szczęście nie wpłynęło to na jego pracę. Przyjął poród. Urodził się chłopiec. Noworodek nie płakał. Ratownicy ratowali jego życie. Wojtek musiał ręcznie wyjąć łożysko, ale niestety próba skończyła się klęską. Życie obojga było zagrożone. Konieczny był natychmiastowy transport do szpitala.
Wojtka stan pogarszał się z minuty na minutę. Zaczął oblewać go pot. Zwrócili na to uwagę nawet jego współpracownicy. Ale nie chciał o tym rozmawiać. Kiedy odjeżdżali, na posesję przyjechało małżeństwo - właściciele domu. Wojtek nakrzyczał na nich, kiedy dopytywali o stan zdrowia dziecka i matki. W karetce matka dziecka prosiła, aby nie oddawać dziecka kobiecie, która pytała o jej stan zdrowia.
Na korytarzu podczas rozmowy Wojtka z Darią Bursztyn wybuchła awantura pomiędzy pacjentką a właścicielką domu, w którym rodziła. Okazało się, że kobieta nie jest jej siostrą i żąda od niej, by ta oddała im dziecko. W przeciwnym razie zgłosi kradzież i doprowadzi do zamknięcia jej w więzieniu.
Daria wykonywała badanie USG. Wojtek przyszedł sprawdzić stan pacjentki. Kobieta poprosiła ich, by jej pomogli. Bała się, że ci ludzie odbiorą jej dziecko. Wyznała, że poznała ich przypadkiem, kiedy nie miała gdzie się podziać. Następnie zaproponowali jej pieniądze w zamian za dziecko. Miała długi, więc się zgodziła. Plan był taki, że wpisze tego mężczyznę jako ojca dziecka, a następnie zrzeknie się do niego praw, by on mógł wychowywać je ze swoją partnerką. Chciała od nich uciec, więc ich okradła. Wojtek poinformował, że o całej sytuacji musi powiadomić policję.
Wojtek w międzyczasie cały czas próbował się dodzwonić do Łukasza, ale bezskutecznie, więc przyjechał do mieszkania Łukasza. Zastał kuzyna w kompletnej rozsypce. Młody Wroński siedział na podłodze, przeglądał rodzinne zdjęcia i upijał się. Fiedor starał się go ogarnąć, ale z trudem przerzucił jego ciało na kanapę.
Wojtek po wizycie u Łukasza pojechał do Asi. Odwiedził ją nie bez przyczyny. Poprosił ją, by pozwoliła mu zobaczyć się z dziećmi. Argumentował to, że jest w strasznym stanie i choć był dla niej fatalnym partnerem, a on sam nadal nie wybaczył mu tego, co zrobił Kai, był dobrym ojcem.
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 65. odcinku u Zyty?
Zyta miała gościa na oddziale. Przyjechała do niej córka Kaśki, Wandzia, która musiała napisać wypracowanie do szkoły o osobie z rodziny, którą najbardziej podziwia. Wandzia przypatrywała się pracy Zyty i Bończyka. Poprosiła ich, by zachowywali się naturalnie, jakby jej nie było z nimi. Wtedy profesorka Orłowicz wyciągnęła puszkę spod biurka i powiedziała Bończykowi, że pomoże mu z prezentacją, jeśli ten zasili jej zbiórkę na schronisko. Bończyk wrzucił "pięć dych", ale po chwili musiał dorzucić drugie tyle, gdy Wandzia zmierzyła go oceniającym wzrokiem i powiedziała wprost, że jest skąpy oraz że nie wiedziała, że lekarze tak mało zarabiają.
Wandzia przeczytała Zycie wypracowanie, które o niej napisała. Trudno było się nie wzruszyć. Ciocia Zyta zabrała ją na frytki w nagrodę za jej ciężką pracę.
Autorka/Autor: AG
Źródło zdjęcia głównego: x-news