Ignacy Liss o influencerach. "Żeby nazwać się aktorem, trzeba coś reprezentować!" [TYLKO U NAS]
Gdzie kończy się internet, a zaczyna aktorstwo? Liss stawia granicę
Małgorzata Czop w "interAKCJA. Starcie pokoleń" zapytała swoich gości o to, czy influencerzy tworzący filmiki do sieci również kreują fikcję i "grają" przed swoimi widzami, oraz gdzie leży granica między byciem celebrytą a aktorem. Na te pytania odpowiedział Ignacy Liss.
Młody aktor wyznał, o czym marzy w kontekście obecnego rynku filmowego i brutalnie zweryfikował ambicje internetowych gwiazd.
Gdybym miał powiedzieć, o czym marzę, to marzyłbym o tym, żebyśmy w końcu zaczęli to rozróżniać. Żeby móc nazwać się aktorem, trzeba coś ze sobą reprezentować! Chociażby właśnie tę elementarną wiedzę o tym, czym w ogóle jest aktorstwo. Trzeba mieć konkretny wachlarz umiejętności, który pozwala ci być na żywo, być tu i teraz z drugim człowiekiem przed kamerą i mieć pełną świadomość tego, co właściwie robiszpowiedział aktor
Ignacy Liss o tym, czy w aktorstwie wystarczy sam talent
Aktor z młodego pokolenia zauważył, że wielu celebrytów myli naturalność i swobodę przed obiektywem smartfona z prawdziwym, wyuczonym warsztatem dramatycznym. Choć nie odmawia niektórym z nich wrodzonych predyspozycji, to podkreśla, że bez ciężkiej pracy i edukacji są oni jedynie amatorami:
To, że ktoś potrafi naturalnie zachowywać się i reagować, wcale nie oznacza, że wie, jak to robi. Taka osoba ma w sobie po prostu pewnego rodzaju talent, ale ten talent trzeba jeszcze oszlifować. Tymczasem jest cała masa influencerów, którzy uważają, że są już gotowymi aktorami i mogą bez problemu grać w filmachpowiedział Liss
Na koniec Liss dodał dyplomatycznie, że choć „nie ma problemu” z samymi próbami sił tiktokerów na planach zdjęciowych, to dla dobra polskiej kinematografii najwyższy czas na jasne rozgraniczenie tych dwóch skrajnie różnych światów.