Piotr Głowacki i Ignacy Liss w "interAKCJA. Starcie pokoleń" o scenach przemocy, fizyczności i walce z algorytmami. "Dla mugoli to może być trudne do przyjęcia" [WYWIAD]
- Kim jest Piotr Głowacki?
- Kim jest Ignacy Liss?
- Jak zmienia się postrzeganie aktorstwa?
- Czy są projekty, które przyjmuje się dla pieniędzy?
- Jaką teorię o graniu trudnych scen ma Piotr Głowacki?
Piotr Głowacki i Ignacy Liss obnażają realia zawodu
Piotr Głowacki i Ignacy Liss byli gośćmi podcastu "interAKCJA. Starcie pokoleń". Aktorzy opowiedzieli Małgorzacie Czop jak z ich perspektywy zmienia się branża i podejście do pracy na planie czy teatrze. Podzielili się swoim doświadczeniem pracy przy różnych projektach i opinią na temat komercji i systemu mistrzowskiego.
Piotr Głowacki to znany polski aktor filmowy, teatralny i dubbingowy . Absolwent krakowskiej PWST , zyskał uznanie dzięki wyrazistym kreacjom w takich produkcjach jak Bogowie (rola Mariana Zembali) czy Mistrz (Tadeusz Pietrzykowski). Na swoim koncie ma ponad 100 ról.
Ignacy Jan Liss to polski aktor filmowy, serialowy i teatralny . Absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie, rozpoznawalność zdobył dzięki głównym rolom w takich produkcjach jak Otwórz oczy czy Znachor). Obecnie widzowie HBO Max mogą go oglądać w serialu Proud.
Piotr Głowacki i Ignacy Liss o tym, jak zmienia się postrzeganie aktrostwa
Zawód aktora przechodzi potężną transformację, napędzaną przez technologię i nowe media. To, co kiedyś wiązało się z określonym statusem społecznym i zaufaniem publicznym, dziś bywa redefiniowane przez zasięgi w sieci. Ignacy Liss zauważa, że współczesność rozmywa tradycyjne granice:
- Kiedyś aktor to była osoba, której społeczeństwo w pewien sposób ufa. To był jakiś status. (...) Dzisiaj aktorem może być każdy, kto zagrał w filmie. I nie mówię o tym, czy mi się to podoba, czy nie. (...) Mówię tylko, że tak jest.
Piotr Głowacki idzie krok dalej, analizując internetową rzeczywistość pod kątem psychologii tłumu i zwracając uwagę na niebezpieczną dominację algorytmów, które wymuszają kontrowersję. W tym kontekście rozróżnia on świadomych artystów od tzw. "kontenciarzy":
- Jeden jest więźniem algorytmu, a drugi jest tym, kto na algorytmie płynie. Kto niesie swoją myśl, korzystając z konieczności komunikowania się przez coś, co jest zarządzane. (...) Ludzie, którzy zarabiają na tym najwięcej, najczęściej płyną po prostu z algorytmem, to znaczy są sługami algorytmu, to znaczy podają rzeczy, które mają za cel kontrowersje...
Piotr Głowacki i Ignacy Liss o komercyjnych projektach. Czy wzięli w nich udział dla pieniędzy?
W świecie, w którym sztuka wysoka nieustannie przenika się z popkulturą, aktorzy coraz częściej stają przed dylematem: gdzie kończy się artystyczna misja, a zaczyna komercja? Obaj goście Małgorzaty Czop mają na swoim koncie udział w głośnych, czysto rozrywkowych projektach – Ignacy Liss pojawił się w show „LOL: Kto się śmieje ostatni”, a Piotr Głowacki w „Azja Express”. Liss nie ukrywa, że początkowa motywacja była prozaiczna, jednak samo doświadczenie okazało się wartościowe.
Dla mnie to był taki... pobudka była pewnie w większości finansowa. To znaczy, że dostajesz taką propozycję i masz do zarobienia kupę szmalu i wiesz, że w takim zawodzie to są po prostu decyzje, które rzeczywiście... no, ktoś cię może za to ocenić... (...) Nie do końca jesteśmy w stanie ocenić, czy dany program telewizyjny może nas tylko i wyłącznie wyeksploatować i zrobić z nas gębę, czy przy okazji dać nam pewnego rodzaju doświadczenie, które jest naprawdę fajnepowiedział Ignacy Liss
Z kolei Piotr Głowacki podchodzi do tematu finansów bez zbędnego idealizmu, odczarowując mit, że praca w reality show różni się pod tym względem od pracy na deskach teatru.
Ja zarabiam pieniądze na wszystkim. Znaczy to jest mój zawód. Nie ma... w ogóle dostaję... czy ktoś popłacze się na moim dramatycznym arcydziele, czy ktoś będzie się śmiał w teatrze z mojego najbardziej wykwintnego gagu, czy ktoś będzie przeżywał emocje podczas reality show, to ja za każdą z tych rzeczy dostałem te same pieniądzedodał Piotr Głowacki
Piotr Głowacki i Ignacy Liss o wychodzeniu z roli i radzeniu sobie ze stresem
Aktorstwo to jednak przede wszystkim praca na żywym organizmie. Choć umysł wie, że grana sytuacja jest fikcją, ludzkie ciało rejestruje realny stres i napięcia. Ignacy Liss przyznaje, że intensywne dni zdjęciowe potrafią mocno eksploatować psychofizycznie.
- Na poziomie intelektualnym możesz wiedzieć, że coś udajesz i kłamiesz. Ale ciało o tym nie wie. I ciało te napięcia, które ma w sobie... i one zbierają podczas eksploatowania siebie w tym zawodzie. Ono zachowuje te napięcia. I bardzo ważne jest to, żeby pamiętać o tym. Nie zostawiać tego. I jakoś szukać tego rozluźnienia, tego odelżenia.
W odnalezieniu równowagi na planie, zwłaszcza przy trudnych emocjonalnie scenach, kluczowe staje się partnerstwo oraz zaufanie. Głowacki zauważa, że to właśnie umiejętność błyskawicznego skracania dystansu i budowania bezpiecznej przestrzeni odróżnia profesjonalistów od amatorów. Podsumowując istotę pracy z drugim człowiekiem, starszy z aktorów konstatuje.
Albo sobie ufamy, alb nie. To jest tak... wiesz, to jest zero-jedynkowo. Znaczy, albo sobie ufamy i teraz w umowie z widzem również. (...) Jedną z umiejętności, tą, która odróżnia aktorów od nieaktorów, jest umiejętność bardzo szybkiego wytwarzania przestrzeni zaufania.dodał Głowacki
Szokująca filozofia Piotra Głowackiego. Radość po scenie gwałtu?
Wokół psychicznych kosztów uprawiania aktorstwa narosło wiele mitów, jednak słowa Piotra Głowackiego rzucają na tę kwestię zupełnie nowe, dla wielu osób szokujące światło. Pytany o to, jak znaleźć w sobie wolę i siłę do grania scen drastycznych – związanych ze śmiercią, morderstwem czy brutalną przemocą – aktor przedstawił swoją teorię opartą na "energetycznym centrum" i absolutnej radości z tworzenia.
Cały czas robię wszystko, żeby się cieszyć i po scenie gwałtu ostrym narzędziem, która jest konieczna do tego, żeby wszystkim nam było lepiej i nam, robiącym to i widzom potem, bo to musi być celem, to na koniec takiej sceny powinniśmy wybuchnąć śmiechem. (...) Bo powinniśmy się ucieszyć, że wyszło. Wiesz, w momencie, kiedy skończymy, pada mamy to i wszyscy mówią wow, zajebiścieopowiedział Głowacki
Na tę drapieżną deklarację natychmiast, z dużym rozbawieniem i dystansem, zareagował Ignacy Liss, punktując specyfikę aktorskiego rzemiosła:
- No powiem Ci, że brzmi naprawdę jak wariat. Dla mugoli to może być trudne do przyjęcia.