Mąż Ireny Santor stracił w Powstaniu Warszawskim młodszego brata. "Jaśko nie ma swojego grobu"
12-letni Jaś Santor zginął w eksplozji czołgu-pułapki
Irena Santor od lat jest jedną z największych legend polskiej estrady. Choć sama pochodzi z Solca Kujawskiego, z Warszawą związała nie tylko swoją karierę, ale również życie prywatne. Jej mąż, Stanisław Santor, był cenionym skrzypkiem i koncertmistrzem Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. To właśnie dzięki niemu poznała dramatyczne losy jego rodziny z czasów II wojny światowej.
"Ja o Powstaniu Warszawskim dowiedziałam się wszystkiego dopiero w czasie mojego małżeństwa. W rodzinnym Solcu Kujawskim pod Bydgoszczą nikt nie mówił, nikt nie wiedział o powstaniu" – wspominała w rozmowie z "Faktem". 13 sierpnia 1944 roku na warszawskiej Starówce doszło do jednej z największych tragedii Powstania Warszawskiego. Niemiecki pojazd wypełniony materiałami wybuchowymi został przejęty przez powstańców, jednak chwilę później eksplodował. Siła wybuchu zabiła setki osób znajdujących się w pobliżu.
Wśród nich był 12-letni Jan Santor.
"Wtedy zginął brat mojego męża. Jaś Santor miał tylko 12 lat, zginął na wysadzonym przez Niemców czołgu u zbiegu ulic Długiej i Podwala" – opowiadała Irena Santor.
Świadkiem tragedii była starsza siostra chłopca, Mirosława Santor. Podczas Powstania Warszawskiego pełniła funkcję łączniczki Armii Krajowej i posługiwała się pseudonimem "Mira".
"Ona zdążyła tylko krzyknąć: "Jaś, mama cię woła, wracaj do domu"... Sama nie zginęła, bo siła wybuchu odrzuciła ją" – relacjonowała artystka.
"Jaśko nie ma swojego grobu"
Rodzina nigdy nie mogła godnie pochować chłopca. Jego ciała nie udało się odnaleźć.
"Jaśko nie ma swojego grobu, ma tylko napis na grobie w kwaterze powstańców na Woli" – mówiła piosenkarka.
Choć od tamtych wydarzeń minęły już 82 lata, pamięć o tragedii pozostaje żywa. Irena Santor wielokrotnie podkreślała, że mieszkając w Warszawie, każdego dnia przypomina sobie o dramatycznej historii miasta i jego mieszkańców.
"Każde wyjście z domu przypomina mi o tym, co spotkało stolicę i jej mieszkańców, ślady tej tragedii widzę na każdej ulicy" – wyznała w rozmowie z "Faktem".