Olga Tokarczuk tłumaczy się ze słów o AI. "Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach"
- Co Olga Tokarczuk powiedziała o sztucznej inteligencji?
- Dlaczego wypowiedź Olgi Tokarczuk o AI wywołała oburzenie?
- Czy Olga Tokarczuk pisze książki z pomocą AI?
- Jak Olga Tokarczuk wyjaśniła swoje słowa po krytyce?
- Jak branża literacka reaguje na sztuczną inteligencję?
- Jak Olga Tokarczuk korzysta ze sztucznej inteligencji?
Co na temat AI powiedziała Olga Tokarczuk?
Burza rozpoczęła się po majowym wystąpieniu Olgi Tokarczuk podczas wydarzenia Impact w Poznaniu. Noblistka opowiadała tam o swoim stosunku do sztucznej inteligencji i nie ukrywała, że korzysta z zaawansowanych modeli językowych. Jak przyznała, używa AI m.in. do researchu, sprawdzania faktów, czy szukania inspiracji dotyczących realiów historycznych.
Przywołała nawet konkretny przykład z pracy nad nową książką, która ma ukazać się jesienią. Zapytała model AI o to, do jakiej muzyki mogliby tańczyć bohaterowie jej powieści na dansingu kilkadziesiąt lat temu. Technologia miała podsunąć kilka propozycji - wraz z zabawną pomyłką w nazwie zespołu "Golec Łorkiestra".
Zaangażowanie autorów z czysto ekonomicznego punktu widzenia, w tym wymiarze długich opowieści jest po prostu trudne do wyobrażenia. Być może pomoże im symbiotyczna przyszłość i współpraca ze sztuczną inteligencją. Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików. Wykupiłam sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne. Z drugiej strony trzeba się przy tym bardzo pilnować. Bo te rozmowy wciągają i można zatracić pierwotny cel korzystania z AI na rzecz np. poznawania, a nawet odkrywania niezwykłych teorii. Trzeba jednak uważać na halucynacje. Gdy przy pisaniu ostatniej powieści, której premiera odbędzie się jesienią tego roku, zapytałam ten zaawansowany model o to, do jakich piosenek mogli tańczyć moi bohaterowie na dansingu kilkadziesiąt lat temu, AI podrzuciła mi kilka tytułów, a na koniec dodała "i jeszcze Golec Łorkiestra", z tym zabawnym błędem w nazwie- powiedziała noblistka.
Największe kontrowersje wzbudził jednak inny fragment wypowiedzi.
Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: "kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?". Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach. Równocześnie mam w sobie dojmujący, bardzo ludzki żal nad epoką, która znika bezpowrotnie. Serce boli, że odchodzi tradycyjna literatura pisana miesiącami w samotności, będąca dziełem życia skrojonym w głowie w pełni świadomego, jednego konkretnego indywiduum. Cholernie żal mi w tym wszystkim Balzaka, Ciorana i niepowtarzalnego Nabokowa, bowiem mimo mojego entuzjazmu nie wierzę, aby jakikolwiek nowoczesny czat kiedykolwiek zdołał przemówić w tak wykwintny sposób- opisała Olga Tokarczuk.
To właśnie słowa: "często rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: 'kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?'" stały się początkiem prawdziwej medialnej lawiny.
Dla wielu czytelników zabrzmiało to, jak przyznanie, że sztuczna inteligencja nie służy już wyłącznie do technicznego wsparcia czy researchu, ale zaczyna uczestniczyć w samym procesie kreatywnym. Dla środowiska literackiego jest to wyjątkowo drażliwy temat. O ile większość osób rozumie dziś wykorzystywanie AI do porządkowania notatek, wyszukiwania źródeł czy organizacji pracy, o tyle proszenie algorytmu o rozwijanie fabuły lub pomysłów narracyjnych zostało odebrane jako przekroczenie pewnej symbolicznej granicy.
Największe oburzenie wywołuje fakt, że mowa o osobie, która dla wielu czytelników jest autorytetem. Laureatka Nagrody Nobla nie jest przecież "jedną z wielu pisarek" - jej słowa mogą legitymizować określone zachowania w branży i wpływać na standardy myślenia o literaturze. Wielu internautów zaczęło otwarcie pytać: jeśli nawet noblistka korzysta z AI przy rozwijaniu pomysłów, to co powstrzyma wydawców przed oczekiwaniem podobnych praktyk od mniej znanych autorów? Czy za kilka lat literatura stanie się produktem wspieranym przez algorytmy, a nie samotną pracą twórcy?
Nie brakowało też głosów rozczarowania ze strony środowisk okołoksiążkowych. Dla wielu osób związanych z literaturą - autorów, redaktorów, grafików czy tłumaczy - kreatywność pozostaje ostatnią przestrzenią, która powinna należeć wyłącznie do człowieka.
To szczególnie czuły temat w czasie, gdy branża już mierzy się z wpływem AI. Niedawno spore emocje wywołała sytuacja wokół Targów Książki w Krakowie, gdzie krytykowano wykorzystanie grafiki wygenerowanej przez sztuczną inteligencję do promocji wydarzenia. Było to kontrowersyjne ze względu na to, że poprzednia edycja Targów skupiała się na wspieraniu indywidualności autorów. Wielu ludzi kultury odebrało to jako sygnał, że kreatywna praca człowieka zaczyna być traktowana jako coś opcjonalnego.
Olga Tokarczuk tłumaczy swoje słowa po lawinie krytyki
Rosnąca fala krytyki sprawiła, że Olga Tokarczuk szybko odniosła się do sprawy w mediach społecznościowych. Pisarka na swoim facebookowym profilu podkreśliła, że jej słowa zostały "niewłaściwie zrozumiane" i stanowczo zaznaczyła, że jej najnowsza książka nie została napisana z pomocą AI.
Uwagi wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane. Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama. Oświadczam krótko i stanowczo: 1. Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach. 2. Żaden z moich tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji – nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy. 3. Czasem inspiruję się snami, ale zanim i to zdanie zostanie osaczone i zagryzione przez ekspertów, spieszę donieść, że są to moje własne sny.- oświadczyła.
Wyjaśniła, że korzysta ze sztucznej inteligencji tak jak wielu ludzi: jako narzędzia przyspieszającego dokumentację, research i weryfikację faktów. Jednocześnie zaznaczyła, że każdą informację dodatkowo sprawdza. To doprecyzowanie częściowo uspokoiło sytuację, choć nie zakończyło dyskusji. Słowa noblistki z poznańskiego wystąpienia na długo pozostaną w pamięci opinii publicznej, a zapewnienia, że autorka nie generuje swoich powieści w AI nie są już wiarygodne nawet jeśli rzeczywiście tak jest.
AI w branżach kreatywnych już istnieje i raczej nie da się go zatrzymać. Pisarze korzystają z narzędzi do researchu, tłumacze wspomagają się algorytmami, redakcje używają systemów analizujących teksty, a wydawnictwa eksperymentują z automatyzacją marketingu. Technologia jest dziś częścią rzeczywistości - podobnie jak kiedyś internet czy cyfrowe biblioteki.
Jednak dla wielu ludzi istnieje zasadnicza różnica między traktowaniem AI jak sekretarza a oddaniem mu części procesu twórczego. Literatura - w przeciwieństwie do tabel, danych czy raportów - opiera się na czymś bardzo ludzkim: emocjach, doświadczeniu, intuicji i wrażliwości autora. Czytelnicy nie sięgają po książki wyłącznie dla fabuły. Szukają spojrzenia konkretnego człowieka na świat. To właśnie dlatego tak wiele osób poczuło zawód.
Nie chodzi wyłącznie o technologię, a o wyobrażenie pisarza siedzącego miesiącami nad tekstem, przepuszczającego przez siebie emocje, doświadczenia i wątpliwości. O przekonanie, że literatura jest czymś głęboko ludzkim.
Paradoksalnie sama Olga Tokarczuk wydaje się mieć podobne obawy. Już podczas wystąpienia na Impact mówiła z pewnym smutkiem o końcu epoki tradycyjnej literatury tworzonej w samotności i przyznała, że "cholernie żal" jej świata Balzaka czy Nabokova. Być może więc jej słowa nie były entuzjastyczną pochwałą AI, lecz próbą oswojenia nieuniknionej zmiany. Pewnym jest, że sztuczna inteligencja zostanie z nami na długo. Nie oznacza to jednak, że czytelnicy bezrefleksyjnie zaakceptują książki współtworzone przez algorytmy. Wręcz przeciwnie - wiele wskazuje na to, że w czasach technologicznego przyspieszenia autentyczność może stać się jeszcze bardziej ceniona.
Choć Olga Tokarczuk zapewnia, że jej powieści nadal powstają wyłącznie jej ręką, niesmak i poczucie rozczarowania u części środowiska prawdopodobnie jeszcze długo nie znikną.