Katarzyna Chrzanowska otarła się o śmierć. "Mówili moim córkom, że muszą przygotować się na najgorsze"
- Kim jest Katarzyna Chrzanowska?
- Jaki serial dał popularność Katarzynie Chrzanowskiej?
- Na co przed laty zachorowała Katarzyna Chrzanowska?
- Dlaczego lekarze wprowadzili ją w śpiączkę farmakologiczną?
- Ile czasu spędziła w śpiączce farmakologicznej?
- Jak dziś czuje się Katarzyna Chrzanowska?
Katarzyna Chrzanowska przeszła przez prawdziwe piekło. Choroby niemal odebrały jej życie
Katarzyna Chrzanowska od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek telewizyjnych. Największą popularność przyniosła jej tytułowa rola w serialu "Adam i Ewa", gdzie partnerował jej Waldemar Goszcz. Gdy wydawało się, że przed artystką otwierają się kolejne zawodowe możliwości, jej życie naznaczyły dramatyczne wydarzenia. Najpierw w 2002 roku podczas nurkowania zginął jej mąż Piotr Niemkiewicz, a rok później w wypadku samochodowym zmarł serialowy partner aktorki. Po tych tragediach Chrzanowska wyjechała do Hiszpanii, gdzie próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Tam kilka lat temu usłyszała również diagnozę nowotworu...
Zdiagnozowano u mnie raka. Miałam w sobie jednak jakąś nieprawdopodobną siłę i wiedziałam, że wyjdę z tego cało. W trakcie chemioterapii i immunoterapii cały czas prowadziłam mój mały hotelik, opiekowałam się też zwierzętami, które przygarniałam ze schroniska - w pewnym momencie miałam aż 15 psów. Mimo choroby wiodłam cudne życie. Przed wybuchem pandemii dowiedziałam się, że udało mi się pokonać raka- ujawniła w rozmowie z serwisem Plejada.
Najtrudniejszy rozdział miał jednak dopiero nadejść. W czasie pandemii aktorka ciężko zachorowała na COVID-19. Początkowo wierzyła, że organizm sam poradzi sobie z infekcją, jednak jej stan gwałtownie się pogarszał. Lekarze rozpoznali obustronne covidowe zapalenie płuc.
Czułam się dobrze, ale mój organizm był wycieńczony przez chemię. W związku z tym, gdy zaczęła się pandemia, starałam się nie wychodzić z domu, by się niczym nie zarazić. Ni stąd, ni zowąd zachorowałam jednak na zapalenie płuc. Leżałam w domu i byłam w kontakcie telefonicznym z córkami. Słyszały, że jestem coraz słabsza, więc zaproponowały, że wezwą karetkę. Nie zgodziłam się na to. One jednak mnie nie posłuchały i zadzwoniły na pogotowie. Uratowały mi tym życie. Lekarka, która przyjechała, zbadała mnie i natychmiast wysłała na prześwietlenie płuc. Pojechałam więc do szpitala, ale już z niego nie wyszłam- dodała.
Spędziła trzy miesiące w śpiączce farmakologicznej. Katarzyna Chrzanowska musiała uczyć się życia od nowa
Jedyną szansą na uratowanie życia aktorki okazało się wprowadzenie jej w śpiączkę farmakologiczną. Decyzję pomogły jej podjąć córki, które błagały matkę, by zgodziła się na leczenie.
Mój system odpornościowy był osłabiony po chemioterapii. Było ze mną coraz gorzej. Zaczęto namawiać mnie na intubację. Nie chciałam się na to zgodzić. Bałam się, że już nigdy się nie wybudzę. Bardzo się przed tym broniłam. Kiedy mój stan był już krytyczny, moja córka huknęła: "Mamo, masz to zrobić dla nas!". I jakoś mnie tym otrzeźwiła. Zawołałam lekarkę i wyraziłam zgodę na intubację- powiedziała.
Katarzyna Chrzanowska spędziła trzy miesiące w śpiączce farmakologicznej.
Aż trzy miesiące. Mój stan był cały czas tak poważny, że lekarze nie mogli mnie wcześniej wybudzić. Mówili moim córkom, że muszą przygotować się na najgorsze. One były zrozpaczone. Bały się, że umrę i zostaną same, bez ani jednego rodzica. Spotkały się ze znajomymi z kościelnej wspólnoty, do której należały, wszyscy złapali się za ręce i zaczęli modlić się o moje zdrowie. To było w piątek, a w poniedziałek zostałam wybudzona. Wszyscy lekarze twierdzą, że medycznie w żaden sposób nie da się tego wyjaśnić - że to był ewidentnie cud- wyznała.
Samo wybudzenie ze śpiączki nie oznaczało końca dramatu. Organizm aktorki był skrajnie wyczerpany, a wielotygodniowe unieruchomienie sprawiło, że podstawowe czynności stały się ogromnym wyzwaniem. Gwiazda musiała od nowa uczyć się chodzić, mówić, samodzielnie oddychać i odzyskiwać sprawność. Proces dochodzenia do pełnej sprawności trwał dwa lata i wymagał ogromnej determinacji.
Przez jakiś czas w ogóle nie mogłam się odezwać. Komunikowałam się ze światem, pisząc to, co chciałam powiedzieć, w dużym notesie. Niestety, wszyscy mieli kłopot z rozczytaniem tego. Wydawało mi się, że wyraźnie piszę, a to były jakieś bazgroły. Z chodzeniem też miałam problem. Byłam osłabiona i każdy ruch wiązał się z ogromnym wysiłkiem z mojej strony. [...] Moja lewa ręka jeszcze do niedawna nie była w pełni sprawna. Fizjoterapia mi prawie w ogóle nie pomagała. Zaczęłam jednak sama ćwiczyć i wszystko wróciło do normy [...] Cieszę się, że zdarzył się cud i przeżyłam- podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Mijają dwa lata od śmierci Bogumiły Wander. Mąż nie odwiedzi jej grobu