Joanna Racewicz wzięła "ślub sama ze sobą". Wyjaśniła symbolikę ceremonii. "Nie wszyscy muszą to rozumieć"

Joanna Racewicz
Joanna Racewicz o tym, jak radzić sobie z hejtem
Źródło zdj. gł.: MWMEDIA
Joanna Racewicz zaskoczyła internautów, publikując nagranie z wyjątkowej ceremonii, którą nazwała "ślubem ze sobą". W programie "Dzień Dobry Wakacje" dziennikarka wyjaśniła, że wydarzenie nie było tradycyjnym ślubem ani deklaracją odrzucenia małżeństwa, lecz symbolem ważnej osobistej przemiany. "To nie jest zakon ani celibat" - podkreśliła.
Z ARTYKUŁU DOWIESZ SIĘ:
  • Kiedy Joanna Racewicz zdecydowała się na symboliczny "ślub ze sobą"?
  • Na czym polega ceremonia "ślubu sama ze sobą"?
  • Dlaczego Joanna Racewicz zdecydowała się na "ślub sama ze sobą"?
  • Co na słowa krytyków odpowiedziała Joanna Racewicz?

Joanna Racewicz "poślubiła" samą siebie. Na czym polegał symboliczny gest?

Joanna Racewicz wzbudziła ogromne zainteresowanie internautów, gdy na początku lipca 2026 roku pokazała w mediach społecznościowych nagranie z ceremonii, którą określiła jako "ślub ze sobą". Dziennikarka wystąpiła w białej kreacji z bukietem kwiatów i opowiedziała o wydarzeniu jako o bardzo osobistym doświadczeniu. Nie chodziło jednak o klasyczny ślub, ale o symboliczny rytuał związany z świadomym wyborem siebie.

Samoślub nie ma skutków prawnych i nie oznacza zawarcia związku w rozumieniu prawa. Idea opiera się na symbolicznym zobowiązaniu wobec samego siebie - akceptacji własnej historii i potrzeb. Dla części osób jest to sposób na podkreślenie wewnętrznej przemiany albo zakończenia pewnego etapu życia.

Symboliczny Ślub ze Sobą. Moja najpiękniejsza ceremonia. Moment, w którym pierwszy raz od lat możesz powiedzieć: "Wybieram siebie". Ta chwila zostawia spokój. Czułość. Łagodność. Poczucie bezpieczeństwa. Obietnice, że będziesz po swojej stronie
- napisała w treści instagramowego posta.

Dziennikarka tłumaczyła także, że jej ceremonia była zwieńczeniem drogi powrotu do siebie po latach skupiania się na oczekiwaniach innych ludzi.

Joanna Racewicz odpowiada na słowa krytyków. Nie rezygnuje z miłości damsko-męskiej

Nie wszyscy internauci zrozumieli przesłanie Joanny Racewicz. Po publikacji nagrania pojawiły się zarówno słowa wsparcia, jak i krytyczne komentarze. Dziennikarka postanowiła więc doprecyzować, że jej gest nie był próbą zastąpienia tradycyjnego małżeństwa ani manifestem przeciwko komukolwiek.

Rozumiem, że biała suknia i słowo 'ślub' dla wielu osób są zarezerwowane dla tradycyjnej ceremonii, związku kobiety i mężczyzny. Absolutnie to szanuję i nie chciałam tego naruszać. Ja też byłam żoną - wiem, co znaczy obrączka, przysięga. Wiem, co to znaczy dotrzymać jej do ostatniego tchnienia. Nie chciałam rzucać nikomu wyzwania ani robić manifestu. To jest obietnica złożona samej sobie
- powiedziała w programie "Dzień Dobry Wakacje".

Prezenterka zaznaczyła, że taka forma symbolicznej ceremonii nie jest rozwiązaniem dla każdego i nie oczekuje, że wszyscy będą ją rozumieć.

Nie wszyscy muszą to rozumieć. To był dla mnie symbol. Ludzie od pokoleń używają symboli, żeby pokazać coś, co jest ważniejsze i większe niż słowo. Zapalamy znicze, dajemy kwiaty
- dodała.

Racewicz podkreśliła, że powiedzenie sobie "tak" nie oznacza rezygnacji z miłości, bliskości czy związków.

To nie jest zakon ani celibat. Uważam, że tylko ktoś, kto kocha sam siebie i jest pogodzony ze sobą, jest w stanie dać prawdziwe uczucie drugiemu człowiekowi. Nie chce się przeglądać na siłę w jego oczach, ale wie, że jego wartość jest tutaj, w sercu. To o tym jest ta cała ceremonia
- podsumowała.

CZYTAJ TEŻ: Po dwóch miesiącach wydarzył się prawdziwy cud. Małgorzata Potocka nie mogła w to uwierzyć

Autorka/Autor: Aleksandra Piwowarczyk