Iza ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" przeżywa trudne chwile. Straciła bliską osobę. "Wciąż próbuję się pozbierać"
Iza ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia" podsumowała 2025 rok
Izabela Juszczak dała się poznać widzom jako uczestniczka 5. edycji "Ślubu od pierwszego wejrzenia". W programie została połączona z Kamilem Węgrzynem, z którym zawarła związek małżeński. Choć początkowo oboje dawali sobie szansę, eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i para ostatecznie zdecydowała się na rozwód.
Po zakończeniu udziału w show Izabela postawiła na rozwój osobisty i zawodowy. Skupiła się na prowadzeniu własnego salonu fryzjerskiego, a w mediach społecznościowych chętnie pokazuje efekty metamorfoz - także tych, które przeprowadza u innych uczestniczek "Ślubu od pierwszego wejrzenia".
Iza ze "Ślubu od pierwszego wejrzenia 5" straciła bliską osobę
Iza jest aktywna w mediach społecznościowych, gdzie obserwuje ją pokaźne grono fanów, dlatego też po ostatnim wpisie uczestniczki internauci wyrazili zaniepokojenie. Iza podsumowała 2025 r. w dość smutnym wpisie.
"To był rok, który zabrał mi więcej, niż byłam gotowa unieść — i nauczył mnie żyć z pękniętym sercem. Długo, mnie tu nie było. Nie dlatego, że zapomniałam. Po prostu życie bardzo się skomplikowało. Momentami aż za bardzo. To był trudny rok. Ciężki. Nierówny. Pełen walki. I wiem, że dla wielu z nas taki był — ale ja momentami naprawdę ledwo stałam na nogach. Zdrowie… To ono zaczęło się sypać jako pierwsze. Ciało zaczęło mówić „dość”, a ja musiałam nauczyć się słuchać — nawet wtedy, gdy wcale nie chciałam. Były dni pełne lęku, bezsilności i zmęczenia, takiego, którego nie da się odespać. Były noce z myślami, które nie dawały zasnąć. Były chwile, gdy bałam się o siebie. I są nadal. Wciąż się zmagam. Czasem po cichu, czasem bardzo głośno w środku. Wciąż próbuję się pozbierać — i prawda jest taka, że łatwo nie jest. Są dni, w których jedynym sukcesem jest to, że po prostu przetrwałam" - czytamy.
W dalszej części wpisu Iza wyznała, że w 2025 r. musiała zmierzyć się ze stratą bliskiej osoby.
"A jednak… zanim wszystko pękło jeszcze bardziej, pojawiły się momenty, które dały mi oddech. Zaczęłam grać na perkusji — spełniając jedno z moich marzeń. To było coś więcej niż muzyka. To był krzyk, ulga, emocje wyrzucane z ciała. Chwila, w której znów czułam, że żyję. A potem… straciłam bliską mi osobę. I to jest moment, w którym słowa przestają być wystarczające. Bo śmierć kogoś bliskiego nie jest jednym wydarzeniem. To proces. To tysiąc momentów dziennie, w których orientujesz się, że już nic nie jest takie samo. Ten ból nie krzyczy. On siedzi cicho w środku. W codziennych drobiazgach. W myślach, które wracają znienacka. W pustce, której nie da się zapełnić. Uczę się żyć bez tej osoby. Uczę się oddychać inaczej. Uczę się, że tęsknota może boleć fizycznie. I że żałoba nie ma terminu ważności. Ten rok nauczył mnie, że największą siłą bywa delikatność. Że czasem ogromną odwagą jest po prostu wstać kolejnego dnia. I iść dalej — bardzo powoli, z pękniętym sercem, ale wciąż żywym…" - napisała.