Adrian Szymaniak ze "ŚOPW" choruje na glejaka IV stopnia
Adrian Szymaniak z 3. edycji programu "Ślub od pierwszego wejrzenia" walczy z bardzo agresywnym nowotworem mózgu – glejakiem IV stopnia. Diagnozę usłyszał w lipcu 2025 roku i od tamtej pory jego codzienność całkowicie się zmieniła. Choroba wymusiła szybkie i intensywne leczenie oraz podporządkowanie życia kolejnym etapom terapii.
Od momentu rozpoznania Adrian Szymaniak przeszedł już dwie operacje, a także radioterapię i chemioterapię. Niestety, mimo wcześniejszego usunięcia guza, w jego miejscu pojawiła się nowa zmiana. Kilka miesięcy temu wraz z żoną Anita Szydłowską zdecydowali się uruchomić internetową zbiórkę, by zdobyć środki na dalsze, nierefundowane leczenie. Dzięki wsparciu wielu osób w styczniu 2026 roku były uczestnik eksperymentu rozpoczął terapię TT Fields Optune, której celem jest hamowanie podziału komórek nowotworowych.
Koszt tej nowoczesnej metody leczenia jest bardzo wysoki - miesięczna terapia to wydatek rzędu 120 tysięcy złotych, przy czym na start konieczne jest opłacenie dwóch miesięcy z góry. Zalecany czas stosowania urządzenia to około dwa lata. Adrian Szymaniak pozostaje pod stałą opieką lekarzy i regularnie pojawia się w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Ostatnio wykonano mu badania krwi, a specjaliści zdecydowali o przedłużeniu chemioterapii na kolejne pół roku.
Adrian Szymaniak ze "ŚOPW" szczerze o chorobie nowotworowej
Adrian Szymaniak co jakiś czas daje znać internautom, jak się obecnie czuje i jakie robi postępy. Tym razem jednak mąż Anity Szydłowskiej postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami na temat choroby i tego, jak stereotypowo patrzymy na osobę zmagające się z nowotworami.
"Nie każdą chorobę widać. Być może jesteś chory. Być może ktoś z twojej rodziny albo bliskiego otoczenia zmaga się z ciężką chorobą, z nowotworem. Możliwe, że dziś minąłeś kilka takich osób – i nawet o tym nie wiesz. Bo przecież trzeba funkcjonować, uśmiechać się, żyć. Wiele osób żyje z diagnozą przez lata. Walczy po cichu albo całkiem głośno. Czasem nie mają wyboru - leczenie nie jest refundowane mimo lat odprowadzania składek. Muszą prosić o pomoc, jak ja, choć to wcale nie jest łatwe. Dzielę się swoją historią, bo nie mam innych możliwości, ale też dlatego, że wierzę, że może dać komuś nadzieję. Zamiast codziennego smutku i żalu wybieram wdzięczność za każdy dzień. Zamiast pogrążać się w bezsilności, wybieram walkę i plany na przyszłość. To one są dla mnie mostami do niej. Mam marzenia. Nie zamykam się w czterech ścianach. Swoim doświadczeniem dzielę się z innymi – w rozmowach, spotkaniach, relacjach, umiem żartować sam z siebie. Diagnoza to nie wyrok - dopóki sami nie uznamy jej za wyrok. Psychika jest jednym z najważniejszych komponentów w walce z chorobą" - zaczął swój wpis Adrian Szymaniak.
Były uczestnik "Ślubu od pierwszego wejrzenia" podkreślił, by nie załamywać się i szukać pomocy u specjalistów. Podkreślił, że chociaż medycyna jest na bardzo zaawansowanym poziomie, to nie wszyscy lekarze mają dostateczny poziom wiedzy i przede wszystkim nie każdy z nich potrafi właściwie wysłuchać.
"Warto patrzeć szerzej. Gdybyś dziś zobaczył mnie na spacerze z rodziną, prawdopodobnie nie powiedziałbyś, że zmagam się z jednym z najgorszych nowotworów. Dlatego nie oceniajmy, nie zakładajmy. Jednego dnia mam mnóstwo sił, innego - nie mam ich wcale. Tak wygląda choroba. To nie tylko leżenie w łóżku, to też śmiech i radość, czasem nawet z dużo mniejszych rzeczy niż dawniej. Normalizujmy to. Nie dajmy sobie wmówić, jak 'powinna' wyglądać osoba chora. Trzymam kciuki za każdego. Niech uśmiech jak najczęściej gości na waszych twarzach" - podkreślił Adrian Szymaniak.
Autorka/Autor: AP