Artur Barciś zdzierał azbest w USA, by dotrzymać obietnicy żonie. "Byłem miesiąc po ślubie"

Artur Barciś i Beata Barciś
Artur Barciś pracował fizycznie przy azbeście. "Pamiętam, jak płakałem sam w kotłowni"
Źródło zdj. gł.: MWMEDIA
Artur Barciś, który jesienią 2026 roku przygotowuje się do hucznych obchodów swoich 70. urodzin od czterech dekad tworzy jedno z najbardziej zgranych i najtrwalszych małżeństw w polskim show-biznesie. Wraz z żoną, uznaną montażystką Beatą Barciś, udowadniają, że prawdziwe uczucie potrafi przetrwać największe życiowe wichury. Para opowiedziała o kulisach swoich ekspresowych zaręczyn, skrajnie trudnej pracy aktora na emigracji oraz chwilach, gdy wspólnie stawiali czoła chorobie i walce o życie syna.
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak Artur Barciś poznał swoją żonę Beatę?
  • Czym zajmuje się zawodowo żona Artura Barcisia, Beata Barciś?
  • Gdzie Artur Barciś oświadczył się Beacie Barciś?
  • Jaką ciężką pracę wykonywał Artur Barciś w Nowym Jorku?
  • Ile lat są małżeństwem Beata Barciś i Artur Barciś?

Artur Barciś i Beata Barciś są razem od 40. lat

Historia miłości tej wyjątkowej pary rozpoczęła się na tle szarego, ponurego PRL-u, w 1983 roku, gdy Artur Barciś miał 28 lat i rozwijał swoją karierę aktorską, a 22-letnia Beata Barciś (wówczas stawiająca pierwsze kroki asystentka montażysty) studiowała w łódzkiej filmówce. Ich pierwsze oficjalne randki obrosły już legendą - na spektakl "Krakowiacy i górale" w Teatrze Narodowym spóźniła się 40 minut, bo nie wiedziała, w co się ubrać, a sam pokaz okazał się artystyczną katastrofą. Mimo to, po romantycznym spacerze w parku Saskim, między młodymi ludźmi natychmiast narodziła się chemia. W wywiadzie udzielonym Beacie Nowickiej w 2023 roku dla "Vivy!" opisali kulisy swojego związku.

Artur Barciś zakochał się dosłownie w ułamku sekundy, wykazując się przy tym niespotykaną spontanicznością. Swojej przyszłej wybrance oświadczył się... podczas wspólnej jazdy autobusem.

Zakochałem się w ułamku sekundy. To było olśnienie. Beba myślała, że się wygłupiam, bo od razu się oświadczyłem. Przysiadłem się do niej w autobusie i zapytałem, czy zostanie moją żoną
- zdradził w wywiadzie.

Choć Beata Barciś początkowo myślała, że to żart, szybko dała się porwać tej wizji, przepytując partnera o fundamenty ich przyszłego życia. "A w podróż poślubną zabiorę cię do Hiszpanii" - obiecał wówczas aktor, choć nie miał wtedy ani własnego mieszkania, ani samochodu.

Aby dotrzymać złożonej obietnicy i zapewnić ukochanej poczucie stabilizacji, Artur Barciś zdecydował się na potężne poświęcenie. Rok po ślubie, w 1987 roku, wyjechał na sześć tygodni do Nowego Jorku, gdzie podjął się wycieńczającej, fizycznej harówki przy usuwaniu toksycznego materiału budowlanego.

W Nowym Jorku zrywałem azbest w absolutnie skrajnych warunkach. To była wycieńczająca harówka w gigantycznych temperaturach, pod sufitem. Tylko dlatego zostałem zatrudniony, że mieściłem się w rurach, do których inni nie mogli wejść. Pamiętam, jak w specjalnym kombinezonie ryczałem głośno, bo wiedziałem, że nikogo nie ma i nikt mnie nie słyszał. Byłem miesiąc po ślubie, tęskniłem straszliwie za Bebą, a jednocześnie tak dużo zarabiałem za godzinę pracy, że wiedziałem, że muszę wytrzymać
- wspomniał po latach Artur Barciś

Dzięki ciężko zarobionym na emigracji pieniądzom małżeństwu udało się wykupić mieszkanie po babci oraz nabyć legendarnego, pomarańczowego Fiata 126p. To właśnie tym dwuletnim "maluchem" Beata Barciś i Artur Barciś wyruszyli w swoją upragnioną, pełną przygód podróż poślubną do hiszpańskiej willi nad Morzem Śródziemnym.

Artur Barciś i Beata Barciś
Artur Barciś i Beata Barciś
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Artur Barciś i jego żona przeżywali trudne chwile

Przez blisko 40 lat wspólnego życia los nie szczędził im jednak trudnych momentów. Pierwsza wielka próba nadeszła, gdy ich syn Franciszek miał zaledwie dwa latka - po nagłym ataku drgawek w piaskownicy trafił do szpitala z podejrzeniem śmiertelnego zapalenia opon mózgowych. Przez dwie godziny przerażeni rodzice siedzieli na kanapie, trzymając się za ręce i płacząc w oczekiwaniu na diagnozę, która na szczęście okazała się jedynie ostrym zapaleniem gardła.

Pojechaliśmy do szpitala, gdzie usłyszeliśmy od lekarki, że muszą zrobić punkcję, bo bardzo możliwe, że to jest zapalenie opon mózgowych i należy się liczyć ze zgonem. Kazała wrócić do domu i zadzwonić za dwie godziny. Siedzieliśmy te dwie godziny na kanapie, trzymaliśmy się za ręce i płakaliśmy. Po godzinie Beba mówiła: "Zadzwoń już. Zadzwoń tam". Ja odmawiałem. Bałem się, że usłyszę coś strasznego. No i w końcu zadzwoniłem. Okazało się, że dziecko ma zapalenie gardła.
- opisał Artur Barciś.

Drugi dramatyczny kryzys przyniósł wybuch pandemii, podczas której Artur Barciś otarł się o śmierć. Aktor zmagał się z potężnym zakażeniem koronawirusem i ciężkim zapaleniem płuc. Z powodu rygorystycznych obostrzeń musiał przechodzić chorobę w całkowitej izolacji, leżąc samotnie w domu z 40-stopniową gorączką. Beata Barciś, zmuszona zamieszkać u syna, nie opuszczała jednak męża na krok w sensie emocjonalnym - stale monitorowała jego stan przez telefon i regularnie podrzucała ciepłe posiłki pod drzwi zamkniętego domu.

Wtedy jeszcze lekarze nie znali dobrze tego wirusa. Mieszkałam u syna, przywoziłam Arturowi zupy pod drzwi. Cały czas rozmawialiśmy przez telefon
- wspomniała.

Dziś, patrząc na przeżyte dekady, Beata Barciś i Artur Barciś zgodnie przyznają, że fundamentem ich szczęścia są zbieżne poglądy, wzajemne zaufanie oraz umiejętność pójścia na kompromis. Jak sami żartobliwie podsumowują: "W naszym małżeństwie Beba jest słusznym aniołem, a ja kolorowym ptakiem".

Artur Barciś i Beata Barciś
Artur Barciś i Beata Barciś
Źródło zdjęcia: MWMEDIA
Artur Barciś i Beata Barciś
Artur Barciś i Beata Barciś
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Czytaj też: Bonnie Tyler nigdy nie spełniła marzenia o macierzyństwie. Los napisał dla niej inny scenariusz

Autorka/Autor: MO