"Mój tato odszedł rano, a ja wieczorem grałem". Mateusz Damięcki poruszająco o śmierci ojca [TYLKO U NAS]
- Jak wyglądał dzień Mateusz Damięckiego w dniu śmierci ojca?
- Jak aktor dał radę pracować w trudnym dniu?
Mateusz Damięcki o dramatycznych kulisach spektaklu po śmierci ojca
Mateusz Damięcki był gościem cyklu "interAKCJA. Starcie pokoleń" . W rozmowie z Małgorzatą Czop opowiedział o trudnych doświadczeniach aktorskich i umiejętności rozdzielania trudnych emocji prywatnych podczas pracy.
Zawód aktora bywa bezwzględny, a kurtyna – zgodnie ze starą zasadą – niemal zawsze musi pójść w górę. Mateusz Damięcki udowodnił, że potrafi wznieść się na wyżyny profesjonalizmu w najtrudniejszym momencie swojego prywatnego życia. W rozmowie z Małgorzatą Czop wspominał wieczór po poranku, w którym dowiedział się o śmierci ukochanego taty, Macieja Damięckiego.
Aktor zdecydował, że nie odwoła swojego występu w Teatrze 6. Piętro. Gdy pojawił się w pracy, w korytarzu zastał sparaliżowane strachem koleżanki z obsady – Polę Gonciarz oraz Olę Popławską.
Pamiętam do dzisiaj, jak wszedłem do garderoby i moje koleżanki Pola Gonciarz i Ola Popławska stały w korytarzu, przerażone. (...) Przerażone i mówią: 'Mat, co robimy?'. Uściskały mnie, ucałowały. Ja się trzymałem, one gorzejopowiadał Mateusz Damięcki
Prawdziwym wyzwaniem okazał się jednak sam scenariusz sztuki, który tego wieczoru brzmiał dla Damięckiego niemal makabrycznie. Grana przez niego postać musiała bowiem mierzyć się na scenie dokładnie z tym samym dramatem, który aktor przeżywał w rzeczywistości.
W jednej ze scen Pola Gonciarz miała zapytać jego bohatera, z kim wtedy był. Odpowiedź zapisana w tekście brzmiała: „Z moim starym, martwym tatą”. Przerażona aktorka tuż przed wyjściem przed publiczność błagała Damięckiego, by pominąć ten fragment.
„I Pola do mnie mówi: 'Ja nie zadam ci tego pytania'. Ja mówię: 'Musisz je zadać, bo jak go nie zadasz i będziemy próbowali to ominąć, to nam się posypie cały spektakl, nie będziemy wiedzieli co mówimy'” – relacjonował Mateusz Damięcki.
Jak Mateusz Damięcki wspomina ten dzień?
Choć dla postronnych widzów granie w tak potwornym momencie mogło wydawać się ponad ludzkie siły, Mateusz Damięcki patrzy na tamto doświadczenie z perspektywy czasu jak na formę ratunku. Przyznał, że paradoksalnie to on musiał podnosić na duchu resztę przerażonej ekipy, która bała się o jego stan psychiczny na scenie.
W związku z tym ten zawód ma też jakieś walory terapeutyczne. Ten spektakl mnie uratował, słuchajcie. Z nimi było gorzejpodsumował aktor