- Kim jest Lidia Sadowa?
- Kim jest Maja Wolska?
- Czy w branży filmowej nadal obowiązuje hierarchia?
- Czy Lidia Sadowa i Maja Wolska brały udział w fuksówce?
- Czym dla Lidii Sadowy i Mai Wolskiej jest sukces?
- Jak wygląda realizacja self-tape'a?
Zobacz wywiad na górze strony.
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Kim są Lidia Sadowa i Maja Wolska?
Lidia Sadowa i Maja Wolska były gościnami kolejnej rozmowy Małgorzaty Czop z cyklu "interAKCJA. Starcie pokoleń". Aktorki opowiedziały o trudnych castingach, zwariowanych self-tape'ach i zmianie nastawienia do mistrzów oraz hierarchii w zawodzie. Zobaczcie całą rozmowę.
Lidia Sadowa to aktorka teatralna, filmowa i dubbingowa. Absolwentka warszawskiej Akademii Teatralnej, przez lata związana z Teatrem Polskim w Warszawie. Szerszej widowni znana z ról w takich produkcjach jak "Ranczo", "Na Wspólnej" czy "Barwy szczęścia". Widzowie HBO Max ostatnio mogli oglądać ją w serialu "Przesmyk". Jej głos stał się ikoną polskiego dubbingu, m.in. dzięki roli Elsy w filmie "Kraina lodu".
Maja Wolska to aktorka młodego pokolenia, absolwentka AST w Krakowie. Zdobyła serca widzów TVN rolą Brygidy w serialu "Na Wspólnej". Zagrała w takich produkcjach jak "Bunt!", "Pod powierzchnią", "Wesele", "Pewnego razu na krajowej jedynce", "Dom dobry". Można było oglądać ją w brytyjskiej produkcji "Tatuażysta z Auschwitz".
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Lidia Sadowa i Maja Wolska o wspólnej pracy
Ich pierwsze spotkanie na planie "Na Wspólnej" było dość specyficzne – obie grały kobiety w zaawansowanej ciąży. "Spotkałyśmy się z wielkimi brzuchami i pamiętam taki filmik, który nagrałyśmy, jak biegniemy do siebie i odbijamy się brzuchami" – wspominała z uśmiechem Maja Wolska. Dodała że od samego początku nie czuła żadnej bariery wynikającej z wieku czy doświadczenia starszej koleżanki: "Czułam raczej, że spotkałam koleżankę, a nie panią Sadową. Nie czuję się traktowana jako ktoś młodszy albo mniej doświadczony".
W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu szkoły teatralnej i dawnych metod "hartowania" młodych aktorów. Lidia Sadowa szczerze przyznała, że dopiero z perspektywy czasu widzi, w jak toksycznym systemie funkcjonowała.
Uświadomiłam sobie, że ta przemoc była tak jakby wdrukowana trochę. Dopiero po latach zrozumiałam: matko kochana, właściwie w czym człowiek tkwił. Przyjmowało się ją naturalnie, nikt się nad tym nie zastanawiał. Dziś myślę: „matko kochana, w czym człowiek tkwił”. Gdyby pewne sytuacje z planu czy szkoły miały miejsce w szpitalu, wszyscy pukaliby się w głowę i sprawa trafiłaby do sądu. (...) Nie pozwoliłabym się już ciągać za włosy w szkole, krzyczeć do siebie różnych przekleństwpowiedziała Lidia Sadowa
Aktorka podkreśliła, że jest wdzięczna młodszemu pokoleniu za to, że odważniej stawia granice i zmienia ten świat.
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Lidia Sadowa i Maja Wolska o mistrzach i hierarchii
Pojawił się również wątek słynnego "wychylenia wahadła" w stronę poprawności i bezpieczeństwa na planie. Lidia Sadowa zauważyła, że choć skrajności bywają trudne, są konieczne, by wypracować nowy standard.
"To wahadło musi odbić bardzo mocno, no bo tam nie było fajnie, z tamtej strony. Szczerze już chyba wolę, żeby było czasami przesadnie, bo musimy się nauczyć tego złotego środka" – tłumaczyła. Maja Wolska wtórowała jej, zaznaczając, że kluczem jest komunikacja: "Jeżeli ty przekroczysz moją granicę, to ja mogę ci to zakomunikować i to wcale nie musi oznaczać wielkiego konfliktu i oskarżeń. Możemy o tym porozmawiać jak dorośli ludzie".
Obie aktorki zgodnie uznały, że instytucja „mistrza” w starym, krakowskim czy warszawskim stylu, odchodzi do lamusa
Pod tym względem zawsze byłam „rebel”. Nigdy nie miałam mistrzów. Oczywiście, miałam szczęście grać z wielkimi nazwiskami i mam do nich ogromny szacunek, są dla mnie wzorem. Ale nigdy nie patrzyłam na nich bałwochwalczo. Szybko zrozumiałam, że nawet najlepsza rada mistrza nie zadziała, jeśli będę próbowała go bezmyślnie naśladować. Moje ciało wygląda inaczej, mam inną energię. Coś, co u wielkiego aktora jest wstrząsające, u mnie mogłoby wyjść żałośniepowiedziała Sadowa
Ja jestem po Krakowie, gdzie instytucja mistrza jest wciąż bardzo silna. Ale zaczęłam to sobie redefiniować. Im bardziej ktoś jest „normalny” i traktuje cię po partnersku, niezależnie od Twojego stażu, tym bardziej jest dla mnie mistrzem. Nie wybaczam już toksycznych zachowań tylko dlatego, że ktoś ma wielkie nazwisko. Wszyscy jesteśmy profesjonalistami i obowiązują nas zasady wzajemnego szacunkudodała Maja Wolska
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Lidia Sadowa i Maja Wolska o stawianiu granic
Sporo ostatnio nie tylko w środowisku aktorskim mówi się o umiejętności stawiania granic i pilnowania strefy swojego komfortu. Maja Wolska przyznała, że "wszyscy mamy do czynienia z tym starym systemem i my też przekraczamy granice, nie jesteśmy tylko ofiarami. Jeśli przekroczysz granicę, to jest w porządku, powiedz po prostu: "Słuchaj, przepraszam".
Sadowa dodała, że nadal uczy się stawiać te granice i idzie jej coraz lepiej. "Najtrudniej czasami postawić granicę w sytuacjach, kiedy ktoś jest na przykład miły".
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Lidia Sadowa i Maja Wolska o sukcesie
Aktorki opowiedziały też o tym, jak postrzegają sukces w tym zawodzie.
Dla mnie przede wszystkim możliwość utrzymania się z niego od początku do końca. A poza tym satysfakcja wynikająca z tego, że tej pracy jest na tyle dużo, że czujesz się spełniona. Sukces można rozpatrywać na wielu płaszczyznach – nagród albo ilości pracy. Ten zawód jest związany z zazdrością i trzeba nauczyć się nią radzić. . Nie mamy wpływu na to, kiedy emocje przychodzą, ale mamy wpływ na to, co z nimi robimy. Dla mnie najtrudniejszą rzeczą do poradzenia sobie.powiedziała Maja Wolska
Uważam, że Instagram to zło. Jak człowiek tam zagląda, to ma poczucie, że tylko ja nic nie robię. (..) Kiedyś ludzie zrobili jeden film i byli znani. (...) Gdyby sukces dawał absolutne szczęście, to ci w Stanach powinni być przeszczęśliwi – bogatsi i bardziej znani już być nie mogą. A skoro leczą się na depresję i ćpają, to chyba nie o to chodzi. Ja na pewno mam teraz większą bezczelność w myśleniu o tym, czego chcę, przy jednoczesnej pokorze. Mam odwagę prosić: chcę mieć fajne, duże role, ciekawe spotkaniapowiedziała Lidia Sadowa
"interAKCJA. Starcie pokoleń". Lidia Sadowa i Maja Wolska o castingach
Aktorki podzieliły się też złymi doświadczeniami związanymi z castingami.
Miałam taki, gdzie pani reżyser powiedziała, że właściwie to boli ją kręgosłup, po czym położyła się tyłem do mnie i tak grałam – do jej pleców. Pomyślałam sobie wtedy: „Dobra, okej, czaję, że mnie nie chcesz, ale można to zrobić z minimalnym szacunkiem”. W korporacjach, nawet jak mają już kogoś ustawionego na stanowisko, to rozmowa musi mieć pewne zasady, a u nas bywa czasem „wolna amerykanka”. Na szczęście jest też mnóstwo wspaniałych reżyserów castingu, którzy mają kreatywne podejście i po spotkaniu z nimi człowiek czuje, że fajnie popracował.Lidia Sadowa
Najgorsze są sytuacje, gdy przychodzisz i masz wrażenie, że ten ktoś w ogóle cię tam nie chce. Osoba po drugiej stronie jest zupełnie niezainteresowana tym, co robisz – siedzi w telefonie albo ty grasz, a ona sobie z kimś rozmawia.Maja Wolska
Jedną ze zmian, które zaszły w branży filmowej jest przeniesienie castingów do rzeczywistości wirtualnej. Spora część poszukiwań aktorów do różnych projektów opiera się na przesłanych self-tape'ach. Większość aktorów mówi, że nie należy to do ulubionej formy castingu.
Kiedyś to był dla mnie koszmar – sześć godzin nagrywania, bo światło złe, bo pies wszedł, bo kot, bo dzieci. Mąż podrzucał mi tekst i to było najgorsze, bo mówił: „Tam nie zrobiłaś tak, jak trzeba”, a ja na to: „Nie instruuj mnie!”. Po takiej katordze miałam ochotę sobie strzelić w łeb. Teraz kładę na to mniejszy nacisk, nie katuję siebie ani męża i wychodzi to lepiej. Ostatnio zrobiłam nagranie w dwóch dublach – w pierwszym wszedł kot, więc zrobiłam drugi, mówiąc sobie, że muszę kończyć, bo zaraz zamawiam makaron. Nie robię tego na odwal, ale bez tej ogromnej presji.powiedziała Lidia Sadowa
Dla mnie cała organizacja self-tape’u była bardzo stresująca – szukanie czasu, światła i kogoś, kto podałby tekst. Teraz mam ten komfort, że mój agent jest aktorem. Po prostu idę do niego, on ma sprzęt, lampy i to nagrywamy. To jest wspaniałe, bo przez lata męczyłam się z tym, że w zimie o 15:00 robi się ciemno, a rano człowiek po przebudzeniu jest zapuchnięty i źle wygląda. Teraz umawiamy się na konkretny czas i to daje mi ogromny komfort pracy.Maja Wolska
Całą rozmowę zobaczysz na górze strony.
Autorka/Autor: Małgorzata Czop