Barbara Bursztynowicz przewróciła się na ulicy. "Krew tryskała. [...] Nikt się nie zatrzymał"

Barbara Bursztynowicz
Barbara Bursztynowicz zdradza tajemnice swojej roli w serialu "Szpital św. Anny"
Źródło wideo: Materiały prasowe
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Barbara Bursztynowicz podzieliła się nieprzyjemnym doświadczeniem, które spotkało ją podczas spaceru. Aktorka potknęła się na chodniku i upadła, uderzając głową o chodnik. Rozcięła łuk brwiowy, a rana zaczęła intensywnie krwawić. Choć wokół znajdowali się przechodnie, żaden z nich nie podszedł, by sprawdzić, czy potrzebuje pomocy.

Barbara Bursztynowicz upadła na chodniku. Pomogli jej bliscy

Do zdarzenia doszło podczas spaceru, na który Barbara Bursztynowicz wybrała się z mężem Jackiem i przyjaciółką. W pewnym momencie aktorka straciła równowagę i przewróciła się. Uderzyła czołem o chodnik, rozcinając sobie łuk brwiowy. Na szczęście nie była sama. Jej bliscy natychmiast ruszyli jej na pomoc. Jak wspominała aktorka na InstaStories, sytuacja była jednak bardzo stresująca, a silne emocje nie ułatwiały szybkiego działania.

"Stało się to na ulicy, na chodniku. Potknęłam się i uderzyłam o podłoże czołem. Rozcięłam sobie łuk brwiowy, krew tryskała. Byłam w towarzystwie na szczęście męża i mojej przyjaciółki, którzy próbowali bardzo szybko reagować, ale stres i ogromne zdenerwowanie powodowały, że wszystko się opóźniało" - mówiła aktorka.

Przechodnie mijali aktorkę. Nikt nie zaoferował pomocy

Samo zdarzenie było dla Barbary Bursztynowicz bolesne, jednak jeszcze większe wrażenie zrobiło na niej zachowanie osób, które znajdowały się w pobliżu. Aktorka zwróciła uwagę, że mimo widocznej rany i dużej ilości krwi nikt z przechodniów nie zatrzymał się, by choćby zapytać, czy wszystko w porządku.

"Przechodziło mnóstwo osób obok. Nikt się nie zatrzymał. Żeby choć zapytać, czy może pomóc" - mówiła.

Barbara Bursztynowicz
Barbara Bursztynowicz
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Barbara Bursztynowicz nie uzyskała pomocy po wypadku

Bliscy aktorki starali się na własną rękę znaleźć coś, co mogłoby przynieść jej ulgę i pomóc zatamować krwawienie. Próbowali zdobyć między innymi coś zimnego, co można byłoby przyłożyć do rozciętego łuku brwiowego. W tym celu udali się także do znajdującego się w pobliżu gabinetu stomatologicznego. Liczyli chociaż na lód, jednak - jak relacjonowała Bursztynowicz - również tam nie uzyskali pomocy.

"Poszedł, wrócił po chwili i mówi, nie, my się tym nie zajmujemy" - mówiła aktorka.

Całe zdarzenie pozostawiło w aktorce przede wszystkim poczucie rozczarowania. Nie chodziło jej wyłącznie o brak konkretnej pomocy medycznej, ale o zwykły ludzki odruch. W sytuacji, gdy ktoś przewraca się na ulicy i wyraźnie potrzebuje wsparcia, wystarczyłoby przecież podejść i zapytać, czy wszystko z nim w porządku.

Ostatecznie Barbara Bursztynowicz trafiła do szpitala, który zszył jej łuk brwiowy.

Autorka/Autor: AC