Izabela Dąbrowska i Michalina Brzuska w "interAKCJA. Starcie pokoleń" o blaskach i cieniach aktorstwa. "W tym zawodzie potrzebujesz trochę szczęścia"
Izabela Dąbrowska i Michalina Brzuska w szczerej rozmowie o blaskach i cieniach aktorstwa
Izabela Dąbrowska i Michalina Brzuska były gościniami Małgorzaty Czop w rozmowie z cyklu "interAKCJA. Starcie pokoleń". Aktorki opowiedziały o swoich początkach w zawodzie, podejściu do koordynatorów intymności i zespołach teatralnych, które ulegają zmianie.
Izabela Dąbrowska to polska aktorka teatralna, filmowa, dubbingowa oraz artystka kabaretowa. Występowała w wielu teatrów, m.in. w Teatrze „Lalka” w Warszawie, Teatrze Lalki i Aktora „Miniatura” w Gdańsku oraz Teatrze Dramatycznym. Znana m.in. z roli pani Basi w serialu komediowym "Ucho Prezesa", a także z ról w takich produkcjach jak "Bulionerzy", "Boża podszewka", "Sortownia" czy kabaretowym cyklu "La La Poland". Aktywna aktorka dubbingowa, użyczała głosu w licznych filmach i serialach animowanych (np. "Pora na przygodę!") oraz grach.
Michalina Brzuska to polska aktorka. Studiuje na Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie. Zadebiutowała w serialu platformy HBO Max "Scheda".
Dlaczego wybrały zawód aktorki?
Izabela Dąbrowska i Michalina Brzuska w najnowszym odcinku cyklu "interAKCJA. Starcie pokoleń" opowiedziały o tym, co znaczy dla nich bycie aktorką i co daje im ten zawód. Choć dzielą je dekady doświadczenia, obie artystki zgadzają się, że miłość do teatru i filmu nie jest zwykłym wyborem życiowym, lecz wewnętrzną koniecznością.
Wydaje mi się, że to nie do końca jest wybór, że właśnie jest coś takiego, co po prostu ciągnie w tą stronępowiedziała Michalina Brzuska
Z kolei Izabela Dąbrowska porównała tę pasję do najbardziej ekstremalnych ludzkich dążeń:
To jest jedno z pytań, chyba na które najciężej jest znaleźć odpowiedź. Dlaczego? Dlaczego ludzie idą w góry? Dlaczego pływają? Dlaczego latają w kosmos? Dlaczego występują na scenie? Myślę, że każdy z nas rodzi się z jakąś predyspozycją
Mit wielkiego talentu i brutalna prawda o szczęściu
Wbrew powszechnemu przekonaniu, że wybitny talent zawsze obroni się sam, rzeczywistość bywa znacznie bardziej bezwzględna. Aktorki poruszyły temat nieprzewidywalności branży i braku prostego przełożenia zaangażowania na zawodowy sukces.
Mówi się, że ktoś bardzo utalentowany, to wiadomo, że wcześniej czy później... Ktoś znajdzie. Tak, ten łut szczęścia mu się trafi. Ten łut szczęścia dotyczy niewielu, dlatego też uważa się, że ten zawód jest taki niewdzięcznypowiedziała Izabela Dąbrowska
Pułapka popularności i media społecznościowe
Współczesny świat wymaga od artystów ciągłej obecności w sieci, co stawia przed nimi zupełnie nowe wyzwania. Podczas gdy młodsze pokolenie dostrzega w social mediach narzędzie ułatwiające budowanie wizerunku, starsze pokolenie wybiera całkowity opór wobec cyfrowego szumu.
Ja nie mam Instagrama i już prawdopodobnie go mieć nie będę. Jakoś udaje mi się utrzymać głowę na powierzchni i nie utonąćprzyznała Dąbrowska
Praca na planie i trudna sztuka stawiania granic
Rozmowa dotknęła również zmian, jakie zachodzą w relacjach na linii reżyser–aktor, w tym funkcjonowania nowych ról na planie, takich jak koordynator intymności. Dla młodej aktorki, która niedawno zadebiutowała w produkcji telewizyjnej, wsparcie specjalistów okazało się kluczowe.
Wydaje mi się, że na takie pierwsze zderzenie z czymś takim dość obnażającym, że to jest tego wartepowiedziała Brzuska
Aktorki zgodziły się jednak, że kluczem do przetrwania w zawodzie pozostaje wzajemny szacunek, higiena psychiczna oraz umiejętność zachowania własnej integralności.
Mit wygranego castingu: "Nigdy w życiu nie wygrałam żadnego!"
Dla wielu widzów proces castingowy wydaje się fascynującym wstępem do wielkiego świata filmu. Zupełnie inne zdanie ma na ten temat Izabela Dąbrowska, która nie ukrywa swojej niechęci do przesłuchań – zarówno tych na żywo, jak i w formie popularnych self-tape'ów.
Ja akurat castingów nie lubię. W żadnej, jak powiem, postaci, ani na żywo, ani jako self-tape, bo self-tape'y zajmują strasznie dużo czasupowiedziała Izabela Dąbrowska
Głównym problemem dla aktorki jest sztuczność samej sytuacji castingowej. Praca w sterylnych warunkach, z dala od prawdziwej energii drugiego człowieka, odbiera radość z grania.
Zawsze mam jakieś poczucie takiej sztuczności. Przez to, że najczęściej to są jakieś miejsca, jakieś szare linoleum, jakiś krzyżyk, znudzony kamerzysta, dla którego już jesteś siedemdziesiątą którąś osobą. Proszę, prawy profil, lewy profil. No i tutaj, tutaj pani siada i tam...
Aktorka zwraca też uwagę na trudność nagrywania scen dialogowych w pojedynkę, gdy partnera fizycznie nie ma obok:
Z „self-tape'ami” bywa tak, że nagrywałam takie sceny dialogowe z kimś, kogo nie ma. Ja miałam tę scenę, wiedziałam kto mówi co i co to są za osoby, ale tej drugiej osoby nie było
Choć na jej koncie jest wiele wspaniałych ról, najczęściej zdobywanych z bezpośrednich propozycji od twórców, którzy już wcześniej widzieli ją w akcji, sama aktorka żartobliwie doszukuje się przyczyn swoich niepowodzeń na przesłuchaniach w własnym podejściu:
A z kolei te castingi akurat, rzeczywiście te, których wygrałam, było jakoś bardzo niewiele. Albo ktoś już sobie je wymyślił, widział mnie tam w czymś wcześniej i to jakby nie miało specjalnie dla niego znaczenia. Nigdy nie miałam uczucia, że jakiś casting zagrałam tak, że buty spadły i to musi być moje
Prawda, że mi samej jest tak trudno uwierzyć w te sytuacje, że być może dlatego tych castingów nie wygrywam, bo niedostatecznie wiarygodnie przekazuję te emocje... Trzeba, wiem, że muszę i to robię, ale po prostu z bólem zębów. No i tak, tego żałuję, bo może trzeba to traktować po prostu jak część zawodu i tyle. Ale tak nie umiem na sto procent wejść w taką sytuację właśnie, próbną taką umowę
Pan profesor czy na „ty”? Michalina Brzuska o zacieraniu granic w szkole teatralnej
Wchodzenie w świat profesjonalnego aktorstwa to nie tylko nauka warsztatu, ale też odnalezienie się w specyficznych relacjach z mistrzami. Michalina Brzuska zwróciła uwagę na to, jak w szkołach teatralnych zmieniają się dawne zasady dystansu między pedagogami a studentami.
Z niektórymi wykładowcami przechodzimy na to od razu. I nie wiem, są tego plusy i minusy. Wydaje mi się, że jakoś łatwiejsza jest ta komunikacja, jak się chociaż trochę czuje, że jesteśmy na podobnym poziomie
Nie oznacza to jednak pełnej dowolności. Wybór odpowiedniego tonu często zależy od intuicji, wieku wykładowcy oraz samej dynamiki relacji:
Z niektórymi właśnie wydaje mi się, że lepiej jest mieć ten dystans i mówić sobie na pan, pani profesorze. A z niektórymi właśnie ta bliskość, jakaś taka koleżeńskość też daje jakieś ciekawe efekty