- Kiedy powstał zespół IRA?
- Jak wyglądały początki?
- Dlaczego zawiesili działalność i wyemigrowali?
- Jak wspominają 40 lat kariery?
IRA - trudne początki w latach 80.
Zespół IRA powstał w 1987 roku. Od początku istnienia grają w nim: wokalista Artur Gadowski, basista Piotr Sujka oraz perkusista Wojciech Owczarek. Od 2005 roku jest z nimi także gitarzysta Piotr Konca oraz gitarzysta Sebastian Piekarek.
W najnowszym wywiadzie dla serwisu Plejada, członkowie grupy wspominają swoje początki na polskiej scenie i podsumowują blisko 40. lat grania. Artur Gadowski opowiedział o tym, że zawsze czuł się niepewnie w kwestii sukcesu IRA, nawet gdy osiągnęli szczyt popularności na stałe zapisali się w historii muzyki. Artysta podkreślił, że nigdy nie chciał osiadać na laurach.
"Może wynika to z tego, że mój tata był wykształconym muzykiem, ale nie uprawiał tego zawodu, a moja mama - próbowała robić karierę wokalną, ale jej się to nigdy nie udało. To oni w pewnym sensie przygotowali mnie na to, że sukces jednego dnia jest, a drugiego go nie ma. Że nie warto się nim zachłystywać, bo tak samo szybko, jak można wystrzelić w górę, można spaść na samo dno" - opowiadał.
Początki istnienia grupy były "mocno rock'n'rollowe". Artyści wspominają trasę po były Związku Radziecki, gdzie w sklepach mogli znaleźć jedynie kwas chlebowy i wódkę. Podkreślali, że nie wywoływali skandali, ponieważ zależało im na muzyce, ale nie szczędzili sobie także dobrej zabawy.
"No więc działo się. Byliśmy młodzi i pozwalaliśmy sobie na różne szaleństwa" - dodał Wojciech Owczarek.
Niestety pierwsze sukcesy zespołu nie oznaczały stabilizacji i ogromnych zarobków. Artyści podkreślają, że nastanie lat 90. przyniosło wiele zmian, przez które wcale prawie nie dostawali pieniędzy za swoją ciężką pracę.
"Rynek muzyczny mocno się zmienił i nie miał nic wspólnego z tym, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Lata 90. to już w ogóle było jakieś szaleństwo - zarabiali wszyscy, tylko nie artyści. Do dzisiaj są jakieś dziwne firmy, które sprzedają nasze płyty z tamtych lat, a my nie mamy z tego ani grosza" - wspominają artyści.
Perkusista zespołu przypomniał, że lata 90. to początek pirackich płyt i nielegalnej sprzedaży. Artyści nie byli wówczas w żaden sposób chronieni, przez co zarobki były bardzo niskie. Również stawki za koncerty nie pozwalały na godne utrzymanie się.
"Niewiele zarabialiśmy na naszej muzyce. Stawki za występy z kolei były śmieszne. Na dzisiejsze pieniądze dostawaliśmy jakieś 200 zł na głowę za koncert. Mimo że dużo graliśmy, nie sposób było coś sobie z tego odłożyć. Starczało nam na przeżycie i tyle" - dodał Wojciech Owczarek.
Emigracja do Stanów Zjednoczonych
Zespół w pewnym momencie zdecydował się na emigrację do Stanów Zjednoczonych. Piotr Sujka, Wojciech Owczarek i Artur Gadowski pracowali fizycznie, a graniem zajmowali się tylko wieczorami. Łapali różne prace na budowie czy wykończeniu wnętrz. Perkusista miał także okazję pracować jako pomocnik szklarza.
"Gdy czujesz, że masz pusty żołądek i nie masz czego do garnka włożyć, nie myślisz o ego. Ja miałem już wtedy trójkę dzieci. Nie chciałem, żeby chodziły głodne. A sam nie miałem za co żyć. Szukałem więc wyjścia z tej tragicznej sytuacji. Pojawiła się możliwość wyjazdu z chłopakami do Stanów za chlebem, więc nie zastanawiałem się długo, tylko z niej skorzystałem" - wspominał Artur Gadowski.
Po kilku miesiącach artyści wrócili. Nie zakładali, że zostaną w Stanach Zjednoczonych na zawsze. W trakcie pobytu za granicą wciąż tworzyli nowe piosenki, grali też stare kompozycje. W 2001 roku postanowili wrócić na scenę.