- Co wydarzyło się w 44. odcinku "Szpitala św. Anny"?
- Marta i Tomek ze "Szpitala św. Anny" przypieczętowali związek
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 44. odcinku u Zosi?
Zosia wróciła do pracy po urlopie poślubnym. Koleżanki chciały zobaczyć obrączkę i znać wszystkie szczegóły. Dr Konecka opowiedziała o koparce i zawale Wrońskiego.
"Tak że tak" - zakończyła klasycznie Zosia.
Pacjenta z dusznościami przejęła Zosia. Dr Konecka również wpadła pacjentowi w oko. Kiedy próbowała go osłuchać, mężczyzna zapewniał, że jego serce bije tak przez nią, bo przypomina jego dawną sympatię. Mężczyzna w trakcie badania przyznał, że od około dwóch tygodni boryka się z kaszlem, który uznał za infekcyjny.
Niedługo później stan pacjenta pogorszył się. Mężczyzna znów nie mógł złapać oddechu. Dr Konecka zleciła kolejne badania i uspokoiła pacjenta, którego oddech znów stał się miarowy. W międzyczasie pielęgniarka w imieniu doktora Rogowskiego wezwała ją do sali konferencyjnej. Po co?
"To pilne" - odpowiedziała koleżanka.
Kiedy Zosia dotarła do sali, okazało się, że Mirek wraz z całym zespołem chcieli złożyć jej najlepsze życzenia ślubne i wręczyć kwiaty i voucher do SPA. Konecka nie kryła wzruszenia.
"Jesteście najlepsi na świecie" - powiedziała przez łzy.
Przyszły wyniki kolejnych badań. RTG wykazało zmiany drobnoguzkowe. Podejrzenie padło na gruźlicę.
"Przenoszę go do izolatki" - powiedziała i zleciła kolejne badania diagnostyczne.
Jeśli diagnoza sie potwierdzi - konieczne bedzie zawiadomienie sanepidu.
Okazało się jednak, że... to nie gruźlica. Badania wykazały zapalenie płuc i mykobakterioza. Mógł zarazić się prątkami z zakażonej wody.
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 44. odcinku u Marty?
Marta i Tomek ruszyli do pacjenta z dusznościami. W karetce atmosfera była napięta. Lekarz udawał, że wszystko w porządku, a jego dziwne zachowanie wynika z... pełni i niewyspania. Zespół ratowników dotarł na basen, na którym doszło do wypadku: pacjent zemdlał i uderzył głową o posadzkę. Okazało się, że potrzebuje szerszej diagnostyki w szpitalu. Zabrali go do św. Anny.
W karetce mężczyzna zaczął majaczyć i - można rzec klasycznie już - podrywać Martę.
"Gdybym wiedział, że szpital zatrudnia takie piękne ratowniczki..." - mówił.
Na SOR-ze podeszła do Marty kobieta, która pytała o pacjenta po wypadku na basenie. Przedstawiała się jako jego dziewczyna. Co ciekawe - była to inna kobieta niż dziewczyna mężczyzny, z którą widzieli go kilka godzin wcześniej ratownicy.
Kiedy Zosia przewoziła pacjenta na izolatkę... obie kobiety zauważyły swojego ukochanego. I obie były tak samo zdziwione, widząc siebie nawzajem.
"Zrobił z nas idiotki" - mówiły.
Marta opowiedziała tę historię Tomkowi. Była przekonana, ze choć trochę go rozbawi. Tak się jednak nie stało. Wtedy postanowiła go przycisnąć.
"Powiesz wreszcie, o co chodzi?" - zapytała.
Tomek w końcu przyznał, że usłyszał od rodziców Marty, że nie akceptują ich związku i nie chcą, by byli dalej razem.
"Nie jestem w stanie się z tym pogodzić, ale muszę jakoś z tym żyć. Pytanie jest inne, czy ty chcesz dalej ze mną być? Bo ja mogę walczyć z całym światem. Z samym sobą. Tylko muszę wiedzieć, że nie patrzysz na mnie jak na syna faceta, który zrujnował życie twojej rodzinie" - powiedział.
Marta ze łzami w oczach próbowała przetrawić to, co usłyszała od Tomka. Nie umiała mu odpowiedzieć.
"Muszę to przemyśleć" - powiedziała ze smutkiem.
Przed szpitalem, już po dyżurze, spotkała Zośkę. Wyznała jej, że chyba rozstała się z Tomkiem i zdradziła powód. Zosia opowiedziała jej swoją historię - że gdyby słuchała rodziców, nie byłaby dziś żoną świetnego faceta, bo nie znosili Filipa.
Słowa Zosi dały Marcie do myślenia. Niedługo później zjawiła się przed drzwiami Tomka, by wyznać mu, że jest w nim szalenie zakochana i chce być z nim bez względu na wszystko. Jaworski oszalał ze szczęścia i para oddała się miłosnym uniesieniom, by przypieczętować związek.
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 44. odcinku u Zyty?
Zyta spotkała się z Kaśką przed szpitalem.
"Jesteś najlepszą matką, jaką znam" - zaczęła.
Wyjaśniła, że chodzi o syna Bilewicza, którego zostawiła matka. Świat mu się zawalił i nikt nie wie, jak z nim rozmawiać.
"Myśli, że to jest jego wina" - kontynuowała.
Kaśka zmartwiła się. Bała się, że tym razem jej doświadczenie w macierzyństwie może nie wystarczyć. Ale - jak się okazało - i tym razem znalazła sposób. Zyta miała rację.
"Szpital św. Anny". Co wydarzyło się w 44. odcinku u Maćka?
Bilewicz badał mężczyznę, który skarżył się na koszmarny ból brzucha. Mężczyzna zwierzył się, że w ostatnim czasie nie pił alkoholu i zaczął ćwiczyć. To dla syna postanowił wziąć się za siebie. W międzyczasie zadzwoniła do niego mama. Okazało się, że Olek znów nie poszedł do szkoły. Nie chciał też nic zjeść.
Maciek postanowił zabrać go na drugie śniadanie do barku. Statek kosmiczny z frytkami wylądował tuż przed chłopcem, ale nawet to nie sprawiło, że apetyt powrócił.
Zyta rozmawiała w tym czasie z matką doktora Bilewicza. Kobieta zwierzyła się, że z Olkiem jest coraz trudniej, a jej syn - mimo starań - nie zastąpi mu matki. Po stracie jednej z najważniejszych osób w swoim życiu chłopiec ma trudność z odnalezieniem się w nowej sytuacji. Boli go jej decyzja i nie rozumie jej.
Do pacjenta Maćka przyjechała w odwiedziny rodziny. Syn mężczyzny poinformował go, że w weekend wyjeżdża w góry z mamą i jej nowym partnerem, mimo że najbliższy weekend powinien spędzić z ojcem.
Dr Bilewicz otrzymał wyniki. Niestety, nie były dobre. Przyczyną bólu brzucha były jelita. Doszło do przepukliny. Fragment jelita w niej utknął, a treść pokarmowa przedostała się do jamy brzusznej. Konieczna była natychmiastowa operacja, która na szczęście się udała.
Maciek po rozmowie z pacjentem przechadzał się korytarzem. Kaśka go złapała i zaproponowała, by wpadł z synem do nich do domu. Jej dzieci są w podobnym wieku - może Olkowi dzięki zabawie choć na chwilę udałoby się zapomnieć o problemach dzięki temu. Bilewicz przyznał, że to świetny pomysł. Spotkali się niedługo później.
Dzieci przysiadły na kanapie, ale początkowo spędzały czas w ciszy. Maciek martwił się, że "ktoś mu dziecko podmienił". Nie poznawał swojego synka, który dotąd był wesołym i radosnym dzieckiem. Kaśka poprosiła, żeby dał im chwilę. I zaproponowała ciasto. Zanim zdążyła nakryć do stołu, dzieci już budowały bazę.
"Są mądrzejsze niż nam się wydaje" - powiedziała.
Autorka/Autor: AG