Reżyser Jerzy Antczak powiedział, że "Bóg dał jej wszystko". Elżbieta Starostecka wybrała dom zamiast blasku fleszy
- Kim jest Elżbieta Starostecka?
- Jakie wykształcenie ma Elżbieta Starostecka?
- Czy Elżbieta Starostecka ma męża?
- Czy Elżbieta Starostecka ma dzieci?
- Gdzie mieszka Elżbieta Starostecka?
- W jakich produkcjach zagrała Elżbieta Starostecka?
- Dlaczego Elżbieta Starostecka zrezygnowała z kariery zawodowej?
Elżbieta Starostecka nie wierzyła w swój talent aktorski. "Poczułam się kompletnie bez szans"
Elżbieta Starostecka urodziła się 6 października 1943 roku w niewielkiej wsi Rogi w województwie łódzkim. W kolejnych latach wraz z rodziną przeniosła swoje życie na Śląsk. W Gliwicach ukończyła V Liceum Ogólnokształcące im. Andrzeja Struga. Od zawsze była osobą nieśmiałą i wycofaną, przez co nie wyobrażała sobie kariery scenicznej. Przełom nastąpił podczas występów w konkursach recytatorskich.
Jako dziecko nawet nie śmiałam marzyć o tym, żeby wykonywać zawód przeznaczony wedle powszechnych pojęć dla osób przebojowych i pewnych siebie, ale jako nastolatka zaczęłam startować w konkursach recytatorskich i podczas jednego z nich spotkałam człowieka, który podszedł do mnie i zapytał, czy nie chciałabym w przyszłości zdawać do szkoły aktorskiej- mówiła w wywiadzie dla Onetu.
Aktorka złożyła dokumenty do łódzkiej Filmówki, a przed komisją zaprezentowała "Ptasie radio" Juliana Tuwima, monolog Infantki z "Cyda" Corneille'a oraz fragment opowiadania "Ikar" autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza. Już od początku wątpiła w swoje szanse.
Przyjechałam z rodzinnych Gliwic z grubo splecionym warkoczem, w białej bluzce i granatowej spódniczce, więc kiedy zobaczyłam na korytarzu wspaniałe, elokwentne i eleganckie dziewczyny, poczułam się kompletnie bez szans- dodała.
Mimo obaw, Elżbieta Starostecka w 1965 roku ukończyła z wyróżnieniem Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Dyplom uzyskała sześć lat później, w 1971 roku.
Stanęli na ślubnym kobiercu niemal sześć dekad temu. Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz tworzą zgrane małżeństwo
Studenckie lata w łódzkiej PWSTiF stały się okazją do poznania przyszłego męża. Włodzimierz Korcz został zaaranżowany w rolę pianisty w kabarecie, w którym grała Elżbieta Starostecka.
Studiowaliśmy w tym samym budynku. Wydział aktorski był na parterze. Konserwatorium na pierwszym piętrze. Potrzebowali pianisty do kabaretu. Przesłuchali mnie i przy okazji usłyszałem, że jest u nich piękna dziewczyna, której, jak powiedział kolega, "niczego nie brak". Poszedłem na próbę, popatrzyłem na Elżbietę i pomyślałem, że rzeczywiście ładna- wyznał muzyk dla "Vivy!".
Młodziutki kompozytor codziennie odprowadzał ją do domu, nosił torbę z książkami, a ich rozmowy wydawały się niekończące. Choć mieli zaledwie 21 lat, wiedzieli, że spędzą ze sobą całe życie.
Rozmawialiśmy o wszystkim - o życiu, o sztuce, teatrze, muzyce, o naszych rodzinach, o sobie. […] Mówiliśmy do siebie bez przerwy, jakby chcąc zatkać lukę, kiedy się jeszcze nie znaliśmy- dodał.
W 1966 roku, para stanęła na ślubnym kobiercu. Na ceremonię jechali tramwajem, ponieważ nie udało im się złapać taksówki.
Poszliśmy na przystanek, podjechał tramwaj z otwartymi drzwiami. Ludzi było tyle, że nie dawało się wejść. A gdybyśmy nie weszli, nie zdążylibyśmy na ślub. Dopchnąłem Elżbietę w tłum, sam trzymałem się poręczy. Na schodku znalazłem miejsce na jedną nogę. Druga elegancko wisiała w powietrzu- wyznał kompozytor.
Po ślubie, Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz przenieśli swoją codzienność do Warszawy. W 1971 roku na świat przyszedł ich syn Kamil, a w 1982 roku córka Anna Maria.
Dziś małżonkowie nie wyobrażają sobie życia w samotności. Idą ze sobą ramię w ramię - już od niemal sześciu dekad.
Nie wiem, czy małżeństwo doskonałe istnieje. Ale jeśli przyjmiemy, że w to wchodzą i kłótnie, i spory, i potem cudowne pogodzenia się, to nasze jest doskonałe- powiedziała aktorka.
Choć oboje mają dość silne charaktery, zawsze mogą liczyć na swoją pomoc. Nie rywalizują ze sobą, a wsparcie jest ich nieodłącznym elementem.
Mąż jest silną osobowością, ja też mam swój charakterek, czasem trudno nam zrezygnować ze swoich racji. Mamy artystyczne zawody i przeżywamy związane z tym frustracje, ale nauczyliśmy się sobie z tym radzić i nawzajem się wspierać- dodała.
Mówiono, że ma talent, urodę i ciepły charakter. Elżbieta Starostecka wstrzymywała się od odegrania roli Stefanii Rudeckiej
Kariera zawodowa Elżbiety Starosteckiej rozpoczęła się w połowie lat 60. Zadebiutowała 30 października 1965 roku na deskach Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu w sztuce "Henryk VI na łowach". Od 1966-1972 roku pracowała w Teatrze Nowym w Łodzi. W kolejnych latach pojawiała się w Teatrze Rozmaitości w Warszawie, Teatrze Ateneum oraz Teatrze Telewizji.
Jej filmowy debiut nastąpił w 1964 roku w obrazie Wandy Jakubowskiej pt. "Koniec naszego świat". W pierwszych latach często grała role drugoplanowe, m.in. w filmach "Lalka" Wojciecha Jerzego Hasa czy "Piekło i niebo" Stanisława Różewicza. Przełomem okazała się rola w filmie "Rzeczpospolita babska Hieronima Przybyła" oraz aranż w serialu telewizyjnym "Czarne chmury". W 1975 roku zagrała w produkcji Jerzego Antczaka "Noce i dnie" oraz w serialu - telewizyjną wersją filmu.
Największą rozpoznawalność przyniosła jej jednak rola Stefanii Rudeckiej w filmie "Trędowata" w reż. Jerzego Hoffmana (1976 r.). Co ciekawe, początkowo aktorka nie chciała podjąć się odgrywanej roli.
Otrzymałam propozycję przyjazdu na zdjęcia próbne, ale żeby tego uniknąć, zdecydowałam się na operację zatok. Zdjęcia więc odbyły się beze mnie, ale kiedy wróciłam ze szpitala do domu, dostałam wiadomość, żeby natychmiast przyjechać na dodatkową sesję zdjęciową. Powiedziałam, że jestem spuchnięta i że to nie ma najmniejszego sensu, ale kierownik produkcji stwierdził, że nic nie szkodzi i wysłał po mnie samochód. Sfotografowali mnie z tą krzywą twarzą, kazali powiedzieć parę zdań i zostałam Stefcią Rudecką- mówiła dla portalu Onet.
Rola Stefanii Rudeckiej przyniosła aktorce nagrodę Złotego Grona na Lubuskim Lecie Filmowym. Reżyser Jerzy Antczak nie krył podziwu nad jej zdolnościami i urokiem osobistym.
Bóg dał jej wszystko. Przede wszystkim urodę, talent i ciepły charakter- cytuje jego słowa portal viva.pl.
Po sukcesie filmu gwiazda na moment skierowała się w stronę muzyki. Nagrała kilka piosenek, między innymi "Za rok, może dwa", z którą wystąpiła na KFPP w Opolu w 1978 roku. Nagrała także płytę "Kolędy" w aranżacji Włodzimierza Korcza.
Śpiewanie nigdy nie było moim głównym zajęciem. Zdarzało mi się śpiewać w spektaklach, jeśli tego wymagała rola, przy okazji. Przede wszystkim jednak - jestem aktorką- cytuje jej słowa portal Viva.
Życie rodzinne zawsze było dla niej priorytetem. Elżbieta Starostecka nie wahała się zostawić pracy
W latach 80., po narodzinach córki, Elżbieta Starostecka wycofała się z życia publicznego. Wraz z mężem zdecydowali się na budowę domu na warszawskim Żoliborzu - przestrzeni chroniącej przed zgiełkiem show-biznesu.
Nie mieliśmy ani grosza, tymczasem Ela oświadczyła, że musimy mieć domek z ogródkiem. Dla mnie to była kompletna utopia, ale ona walczyła z administracją, szukała po całej Polsce cementu, wapna i w niedługim czasie doprowadziła do tego, że się wprowadziliśmy- cytuje słowa kompozytora portal Fakt.
Aktorka od zawsze ceniła sobie spokój i nie wyobrażała sobie pozostawić rodzinę, by tylko przyjmować kolejne propozycje ekranowe.
Wolę spokojne życie niż sławę. Nie chcę wzbudzać zainteresowania. Nigdy nie chciałam być gwiazdą, bo to nie dla mnie. Nie chcę, by było mnie za dużo, a telewizja i tak cały czas powtarza "Trędowatą" i "Noce i dnie". Schlebia mi jednak to, że ludzie się mną interesują, to bardzo miłe- wyznała w wywiadzie dla Faktu.
Choć dziś Elżbieta Starostecka nieczęsto pojawia się w mediach, nie zrezygnowała z całkowitej kariery. W 1993 roku wystąpiła epizodycznie w filmie "Przypadek Pekosińskiego". W latach 2012-2014 pojawiła się w serialu "Lekarze". W 2023 roku wcieliła się w rolę Eleonory w filmie "Uwierz w Mikołaja".
82-latka nie zamyka się na propozycje filmowe - jednak stawia jeden warunek. Scenariusz musi zawierać pewien morał.
Z przyjemnością zagrałabym, ale dla mnie warunkiem jest dobry, ciekawy materiał, w którym mogłabym porzeźbić, coś ważnego widzom przekazać. Fascynuje mnie wchodzenie w skomplikowane osobowości. Natomiast tak, żeby tylko być i pokazywać się? W ogóle mnie to nie interesuje- podsumowała w wywiadzie dla "Vivy!".
"Twórcy. Legendy. Ludzie" to autorski cykl Aleksandry Piwowarczyk na tvn.pl, który przybliża sylwetki największych ikon XX wieku - artystów, muzyków, aktorów i reżyserów, którzy na zawsze zmienili oblicze kultury. Jak wyglądała ich droga do wielkiej kariery? Z jakimi problemami mierzyli się w codziennym życiu?
CZYTAJ TEŻ: Zalia wyraża siebie poprzez muzykę i modę. Jej stylizacje wpisują się w najnowsze trendy