- Egzorcyzmy w brytyjskiej rodzinie królewskiej
- Królowa Matka i Elżbieta II dokonały egzorcyzmu?
Nawiedzona posiadłość królewska? Biograf wspomina o egzorcyzmach
Według pamiętników biografa królewskiego Kennetha Rose'a, domowników posiadłości zaniepokoiła aura panująca w jednym z pomieszczeń, w którym przed laty przebywał król Jerzy VI. Szeptano, że personel nie chce tam pracować. Niektórzy twierdzili, że czują obecność i ... niepokój. To skłoniło królową i jej matkę, by poprosić lokalnego duchownego o przeprowadzenie kameralnej liturgii.
Ten gest, jak wyjaśnił duchowny obecny podczas ceremonii, nie miał odstraszyć złego ducha, lecz "przywrócić spokój". Wspomniano też, że modlitwa mogła być poświęcona duszy byłego monarchy. Atmosfera była delikatna, refleksyjna — taki drobny rytuał w wielki sposób pomagający wszystkim.
"To nie był konwencjonalny egzorcyzm. Nie było dramatycznego wypędzania demonów, jak to się widzi w filmach. Mówiono, że w pokoju przebywa niespokojny duch i że proboszcz miał pobłogosławić to miejsce" - wyjawił biograf.
Sandringham najbardziej nawiedzoną posiadłością brytyjskiej rodziny królewskiej?
Choć Sandringham kojarzy się głównie z corocznymi świętami spędzanymi przez rodzinę królewską, rezydencja ta od lat owiana jest także opowieściami o zjawiskach, których nie da się łatwo wyjaśnić. I nie są to jedynie lokalne legendy — mowa o relacjach ludzi, którzy pracowali tam na co dzień.
Autor książek o zjawiskach nadprzyrodzonych, John West, w jednej ze swoich publikacji opisał przypadki poruszających się samoczynnie kartek świątecznych, migających świateł oraz kroków słyszanych w pustych korytarzach. Jego zdaniem nie były to pojedyncze zdarzenia – personel miał opowiadać o podobnych sytuacjach wielokrotnie, a atmosfera niektórych pomieszczeń bywała "trudna do opisania".
Jedną z bardziej zaskakujących historii miał przeżyć sam król Karol, jeszcze jako młody chłopak. W towarzystwie pracownika dworu miał nagle opuścić bibliotekę – ponoć z ogromnym pośpiechem i wyraźnym niepokojem. Co dokładnie zobaczyli? Tego nie wiadomo. Ale opowieść krąży po dziś dzień.
W 1996 roku pracownik posiadłości, Shaun Croasdale, opowiadał o spotkaniu z duchem ulubionego królewskiego lokaja – Tony'ego Jarreda. Duch miał pojawić się niespodziewanie, w znajomej pozie, jakby kontynuował swoje obowiązki. Sandringham to nie tylko elegancka posiadłość – to także miejsce z historią sięgającą czasów pierwszej epoki elżbietańskiej. Dopiero w XIX wieku, po zakupie przez królową Wiktorię, rezydencja stała się częścią życia Windsorów. Dziś obejmuje aż 20 000 akrów i – w przeciwieństwie do innych królewskich nieruchomości – pozostaje ich prywatną własnością.
Autorka/Autor: Dagmara Olszewska-Banaś
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images