- Ile lat temu premierę miało "Metro"?
- Co Janusz Józefowicz powiedział na temat kulis "Metra"?
Janusz Józefowicz szczerze o kulisach stworzenia "Metra"
Janusz Józefowicz w rozmowie z "VIVĄ!" podkreśla, że "Metro" od początku miało być czymś więcej niż kolejną teatralną premierą. Powstawało w czasie ogromnych przemian społecznych i kulturowych, a młodzi wykonawcy stali się symbolem nowej wolności i odwagi marzeń. Reżyser wspomina, że wszystko, co robili, było absolutną nowością - od formy musicalu, przez użycie laserów, po obsadzenie na profesjonalnej scenie nastolatków bez teatralnego wykształcenia.
Jak mówi Józefowicz, to właśnie młodość i autentyczność wykonawców zbudowały niezwykłą siłę spektaklu. Energia, którą wnosili na scenę, robiła na widzach większe wrażenie niż efekty techniczne. Dla wielu osób "Metro" stało się przeżyciem pokoleniowym, a nie tylko wizytą w teatrze.
W różnych miejscach znajdowaliśmy różnych ludzi. Jeździliśmy po wielu polskich miastach, ale też szukaliśmy w Czechosłowacji, w Rosji. Zależało mi, żeby mieć międzynarodową obsadę. [...] Jak się ma przed sobą kilkaset osób, a na przesłuchanie każdej z nich tylko chwilę, to trzeba się kierować intuicją. I zadać sobie pytanie, nie co ten człowiek umie, ale jak szybko jest w stanie się nauczyć. Przecież my szukaliśmy amatorów. I najczęściej w swoich wyborach się nie myliliśmy. Chyba chodzi o ten rodzaj wdzięku, który powoduje, że na scenie może być sto osób, a widz będzie patrzył tylko na tę jedną- powiedział w wywiadzie dla "VIVY!"
Janusz Józefowicz przyznał, że "Metro" było rewolucyjne
Twórca "Metra" nie ukrywa, że castingi były oparte przede wszystkim na intuicji. Nie szukał gotowych artystów, lecz ludzi, którzy mieli potencjał i determinację, by nauczyć się wszystkiego od podstaw. Jak podkreśla, kluczowe było pytanie nie o to, co kandydat już potrafi, lecz jak szybko jest w stanie się rozwinąć.
Wszystko, co robiliśmy, robiliśmy po raz pierwszy. Również to, że daliśmy szansę młodym ludziom, nastolatkom, pokazać się na profesjonalnej scenie. To też była rewolucja. Wcześniej, gdy ktoś chciał występować w teatrze, musiał skończyć szkołę teatralną albo baletową, odczekać swoje w garderobie, by kilka lat później mieć szansę na debiut. A u nas amatorzy dostali taką szansę od razu, chociaż szkoliliśmy ich jak w szkole. Dzięki temu ten spektakl miał taki rodzaj energii, jakiej nikt nigdy na polskiej scenie nie widział- zdradził.
Janusz Józefowicz przyznaje, że decyzja o oddaniu sceny bardzo młodym ludziom wywoływała ogromne emocje i sprzeciw środowiska. Jednak właśnie ta odwaga sprawiła, że "Metro" zapisało się w historii jako pierwszy musical wolnej Polski i otworzyło drzwi do kariery wielu późniejszych gwiazd.
Gdy robiłem musical, ludzie się w głowę stukali. Po co nam to? To obce kulturowo. A w dodatku wpuściliśmy na scenę amatorów. (...) To były dzieci. Nigdy wcześniej w Polsce nie wpuszczono na profesjonalną scenę ludzi w takim wieku. (...) Tylko takim ludziom można było powiedzieć: "Zostaw wszystko". Tym, którzy wygrali casting, powiedziałem: "Zapominamy o rodzinach, o przyjaciołach, o miłościach. Zamykamy się w klasztorze na dwa lata albo trzy. I zapier*alamy". I zamknęli się. Bo wszyscy wierzyli, że uda im się osiągnąć sukces- wspominał Janusz Józefowicz.
Po 35 latach, "Metro" wraca w jubileuszowej odsłonie na Torwar, z orkiestrą i rozbudowaną oprawą sceniczną. Dla Janusza Józefowicza to nie tylko powrót do przeszłości, ale dowód na to, że opowieść o młodzieńczych ideałach, marzeniach i wierze w sukces wciąż pozostaje aktualna.
Czytaj też: Jakub Józefowicz wyjawił prawdę o ojcu. "Jak ktoś go nie lubi, to go naprawdę nie lubi"
Autorka/Autor: MO
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA