Z zakładu pogrzebowego utrzymuje restaurację. Na jaw wyszedł inny problem w "Kuchennych rewolucjach"

"Kuchenne rewolucje": W czym tkwił problem „Porto di mare” w Trzebini?
"Kuchenne rewolucje": W czym tkwił problem „Porto di mare” w Trzebini?
W jedenastym odcinku osiemnastego sezonu „Kuchennych Rewolucji” Magda Gessler zawitała do Trzebini, aby pomóc restauracji „Porto di mare”. Lokal prowadzony przez pana Romana od dwóch lat zmagał się z poważnymi problemami finansowymi. Restauracja początkowo otworzona jako naleśnikarnia szybko straciła klientów.
Aktualnie czytasz: Z zakładu pogrzebowego utrzymuje restaurację. Na jaw wyszedł inny problem w "Kuchennych rewolucjach"

Właściciel, chcąc ratować swój biznes, postanowił zaufać swojemu młodemu kucharzowi Adamowi, który przywiózł pomysł na serwowanie ryb oceanicznych z Krakowa. Ponieważ w okolicy nie było podobnego lokalu, Roman uznał to za świetny pomysł. Aby nadać nazwie światowy poziom, nazwał restaurację „Porto di mare”, co oznacza po polsku „port morski”.

Niestety, mieszkańcy Trzebini szybko zrazili się do nowego menu. Ryby zaczęły się psuć, więc w pośpiechu wycofano je z karty i wprowadzono kuchnię polską. Pod błękitnym szyldem „Porto di mare” obiecującym morskie specjały, w menu zaczęły królować schabowy, barszcz i swojski żur. Mimo tych zmian, restauracja nadal nie przyciągała klientów. Roman, ledwo wiążąc koniec z końcem, utrzymywał restaurację dzięki dochodom z prowadzonego przez niego zakładu pogrzebowego.

Degustacja Magdy Gessler - rozczarowanie smakiem

Magda Gessler: Jak można robić schabowego we frytownicy?
Czy można przygotować schabowego we frytownicy? W „Porto di mare” kucharze opanowali to do perfekcji!

Magda Gessler rozpoczęła swoją wizytę od degustacji dań z menu. Pierwszym daniem był barszcz czerwony, który skomentowała słowami:

Nie leżało to nawet obok buraków... koncentrat mile widziany

Następnie spróbowała kotleta schabowego, mówiąc:

Soda i ziemniak, nic więcej, a kotlet jest prosto z frytownicy...
skrytykowała.

Na koniec spróbowała żurku, który określiła jako:

Wodzianka... Jest tutaj zakwas i woda, dużo wody. Nic więcej
zakończyła.

Problemy w kuchni i zarządzaniu

"Kuchenne rewolucje": "Szef powinien być szefem, a nie kalesonami"
Szef musi mieć jaja! 2 lata temu przy ruchliwej ulicy w niewielkiej Trzebini pan Roman otworzył naleśnikarnię. Lokal przez chwilę cieszył się powodzeniem, ale klientów szybko zaczęło ubywać. Wtedy właściciel zdecydował się na zmiany i zaufał swojemu 21-letniemu kucharzowi. Pewny swojej wiedzy przywiezionej z Krakowa wpadł na pomysł otwarcia restauracji rybnej i to nie byle jakiej, bo serwującej ryby oceaniczne. Ponieważ nigdzie w okolicy nie było podobnego lokalu, pan Roman uznał, że to niezły pomysł. Aby nadać nazwie światowego poziomu nazwano ją „Porto di mare”, czyli po polsku „port morski”. Niestety mieszkańcy Trzebini do nowego pomysłu zrazili się jeszcze szybciej niż do naleśników. Ryby szybko zaczęły się psuć, więc w pośpiechu wycofano je z menu, wprowadzając kuchnię polską. I tak pod błękitnym szyldem „Porto di mare” obiecującym morskie specjały, w karcie króluje schabowy, barszcz, czy swojski żur. W lokalu poza młodym i ambitnym Adamem, jest też doświadczona kucharka Ewa, która jak sama twierdzi, gotuje tutaj jak w domu. A jednak w żaden sposób nie udaje się przekonać okolicznych mieszkańców, żeby częściej tu przychodzili na swojskie obiady. Pan Roman ledwo wiąże koniec z końcem, bo restauracja przynosi same straty. Dawno by już musiał ją zamknąć, gdyby nie jego druga firma, czyli zakład pogrzebowy. Wszystkie zarobki idą od razu na „łatanie dziur” finansowych w „Porto d mare”. Problem w tym, że pieniędzy ciągle jest za mało, a zaległe płatności i pensje dla pracowników tylko narastają. Zespół pana Romana zgodnie twierdzi, że coraz gorszy stan ich szefa jest największą przeszkodą w prowadzeniu restauracji. A jak jest naprawdę? To będzie musiała rozstrzygnąć, wezwana na pomoc Magda Gessler.

Kolejnego dnia Magda Gessler weszła na kuchnię, gdzie zastała czystość, ale produkty do gotowania były w większości mrożone i niskiej jakości. Skwitowała to słowami:

Bida, bida. Ludzie przychodzą do restauracji, żeby zjeść coś dobrego, a nie biednego, co mogą zrobić sobie w domu

W rozmowie z kucharzami wyszło na jaw, że właściciel Roman jest pogubiony i często utrzymuje restaurację z zarobków zakładu pogrzebowego. Kucharka Ewa wyznała:

Szef nie wie, jak zarządzać finansami. Dostaje pieniądze za imprezę i zaraz ich nie ma... Zalega mi 1400 złotych z wypłatą
stwierdziła.

Podczas dalszej rozmowy okazało się, że Roman zmaga się z problemem alkoholowym, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację restauracji.

Sam przed sobą nie może Pan się przyznać do tego, że Pan ma kłopot
skwitowała Gessler podczas konfrontacji z właścicielem.

Roman odpowiedział: 

Ja mam kłopot, oczywiście, że mam kłopot, ale nie z alkoholem, tylko brakiem pieniędzy. Trzy miesiące już nie spłacam kredytu. Boję się, że mnie stąd wyrzucą
skomentował.

Rewolucja: Kapusta w roli głównej

"Kuchenne rewolucje": W czyich rękach lezy sukces bistro "Pieczone gołąbki"?
Magda Gessler odwiedza bistro "Pieczone gołąbki". Kelnerka na jej widok staję się zielona jak kapusta...Co wydarzyło się dalej? Niestety zabrakło soli... Czy ta rewolucja należy do udanych?

Magda Gessler zdecydowała się na radykalne zmiany. Ogłosiła, że restauracja będzie cała w kapustach, zarówno na ścianach, jak i w menu.

Zaczniemy co prawda od kaszanki albo krupnioka. Następnie podany będzie kapuśniak na grzybach, zakwasimy tak jakby grzybową. Kolejne będą gołąbki. Nazwa restauracji, jest bardzo prosta i konkretna - Bistro Pieczone Gołąbki
zaproponowała restauratorka.

Nowe menu i przyjazna atmosfera mogą przyciągnąć zarówno stałych bywalców, jak i nowych klientów, a pan Roman zyskał nadzieję na lepsze jutro dla swojej restauracji.

Aktualnie czytasz: Z zakładu pogrzebowego utrzymuje restaurację. Na jaw wyszedł inny problem w "Kuchennych rewolucjach"

Powrót po miesiącu: Sukces zmian

"Kuchenne rewolucje": "Nic dziwnego, że kelner płakał, jak mi podawał kartę..."
Niestety opinia Magdy Gessler była mocno krytyczna. Barszcz z buraków bez buraków? Co jeszcze zaserwowali jej w „Porto di mare”?

Miesiąc później Magda Gessler wróciła do restauracji, aby ocenić wprowadzone zmiany. Jej wizytę powrotną skwitowała słowami:

Słuchajcie, mam do Was mnóstwo ciepłych uczuć. Barszcz trzeba lekko doprawić. To nie jest niedobre, ale czuje się ocet. Sos do gołąbków jest niedoprawiony, mięso super, nie za dużo ryżu. Kaszanka pycha, mus bez pudła. Pachnie z daleka, w tym się można zakochać. Krupniok i chutney za 15 złotych, brawo!
powiedziała, kończąc wizytę w Trzebini.

Kuchenne Rewolucje w Trzebini udowodniły, że nawet w obliczu poważnych problemów, zarówno finansowych, jak i osobistych, możliwe jest odbudowanie nadziei i sukcesu. Dzięki determinacji Magdy Gessler, „Bistro Pieczone Gołąbki” zyskało nowe życie i unikalny charakter, który przyciąga klientów. Nowe menu oparte na kapuście i tradycyjnych polskich smakach okazało się strzałem w dziesiątkę. Pan Roman, mimo swoich problemów, zyskał szansę na stabilizację i poprawę sytuacji finansowej. Ta transformacja pokazuje, że z odpowiednią pomocą i zaangażowaniem można przezwyciężyć nawet najtrudniejsze przeszkody i osiągnąć sukces w branży gastronomicznej.

Zobacz również:

Autor: Paweł Kopała

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Jak ciekawie można spędzić lato w mieście?
Materiał promocyjny

Jak ciekawie można spędzić lato w mieście?