Tamara Arciuch i Oliwia Bosowska w "interAKCJA. Starcie pokoleń" szczerze o realiach polskiego aktorstwa. "Zderzenie z tramwajem", castingowe pułapki i walka z szufladkami [WYWIAD]
- Kim jest Tamara Arciuch?
- Kim jest Oliwia Bosowska?
- Czy Tamara Arciuch odrzuciła jakieś role?
- Czy jest różnica w płacy między kobietami i mężczyznami?
- Jak wyglądają zarobki aktorów?
Tamara Arciuch i Oliwia Bosowska były gościniami rozmowy z cyklu "interAKCJA. Starcie pokoleń". Aktorki opowiedziały o swoich doświadczeniach pracy na planie, różnicach w wynagrodzeniu i wciskaniu w szufladki.
Tamara Arciuch (ur. 24 marca 1975 w Skierniewicach) to popularna polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Rozpoznawalność zdobyła dzięki rolom w cenionych serialach i filmach: takich jak "Niania", "Druga szansa", "M jak miłość" oraz filmu "Wszystko będzie dobrze". Zagrała m.in. pamiętną rolę Kaśki Wojnarówny w głośnym filmie "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego.
Oliwia Bosowska (ur. 16 marca 1998 r.) to polska aktorka filmowa i telewizyjna. Pochodzi z Krakowa i zyskała rozpoznawalność dzięki występom w popularnych serialach oraz produkcjach kinowych. Wystąpiła m.in. w serialach "Kod genetyczny", "Pułapka" (jako Karola), "Kruk". Zagrała w takich produkcjach jak "Ostatni komers" oraz "Wyłączamy telefony".
Jak początki w zawodzie wspominają Tamara Arciuch i Oliwia Bosowska?
Tamara Arciuch i Oliwia Bosowska od najmłodszych lat wiedziały, że ich powołaniem jest aktorstwo, jednak ich wejście w zawód wyglądało zupełnie inaczej.
Arciuch wspomina swoje początki w szkole aktorskiej jako ogromny szok. Na egzaminy poszła bez kursów przygotowawczych, wybierając wiersz, który – jak ocenia z perspektywy czasu – kompletnie się nie nadawał. Mimo to dostała się na uczelnię, najpierw w Gdyni, a po roku w Krakowie.
Zderzenie było jak z tramwajem. Sama szkoła w tamtych czasach... Dobrze znamy te wszystkie historie tej tresury. Wspominam to jako trudną przeprawępowiedziała Tamara Arciuch
Zupełnie inne doświadczenia ma Oliwia Bosowska, która na pierwszy casting trafiła jako 13-latka, a w serialu zadebiutowała w wieku 15 lat. Jako nastolatka na planie otoczona była opieką i troską, a praca była dla niej spełnieniem marzeń. Prawdziwym wyzwaniem okazał się jednak moment pisania matur w Krakowie, który zbiegł się z intensywnymi zdjęciami do serialu "Pułapka" pod Warszawą.
Z planu jechałam na pociąg, następnego dnia pisałam maturę i wracałam z powrotem. To był hardcore ze względu na presjęwspomniała Bosowska
Jak zmieniła się branża filmowa po pandemii?
Bosowska zauważa, że jej realne zderzenie z trudną rzeczywistością zawodu nastąpiło dopiero po pandemii, gdy rynek zaczął się kurczyć, a ona sama wyrosła z ról nastolatek. Obie aktorki zgodnie podkreślają, że lockdowny na stałe zmieniły branżę, a największą zmianą było upowszechnienie się tzw. self-tapes (samodzielnych nagrań castingowych w domu) kosztem przesłuchań stacjonarnych.
Przy self-tape nie dostaje się dużej ilości informacji. Trzeba po prostu nagrać i albo będzie się pasować, albo nie. Zabrało to aktorom siłę sprawczą. (...) Człowiek sam w domu jest trochę ślepy. Brakuje też informacji zwrotnej, co można poprawić i jakie są oczekiwania.powiedziała Arciuch
Z kolei Bosowska zwróciła uwagę na to, że współczesne przesłuchania bywają bardzo abstrakcyjne i wymagają od aktorów pokazywania prywatności, a nie rzemiosła.
Teraz castingi to często 'castingi na osobowość'.opowiadała Bosowska
Czy Tamara Arciuch odrzuciła jakieś role?
W rozmowie poruszono również temat stawiania granic. Młodsze pokolenie aktorów robi to dziś śmielej, podczas gdy dawniej normą było godzenie się na złe traktowanie ze strachu przed łatką "trudnego aktora". Tamara Arciuch przyznała, że w przeszłości odrzuciła kilka propozycji od ważnych osób ze względów logistycznych oraz z obawy przed powielaniem ról.
Dzisiaj bardzo tego żałuję. To nie zaprocentowało dobrze. Te osoby już mnie później nie zaprosiły, miałam poczucie, że je do siebie zraziłam. (...) (Odmówiłam) ze względów logistycznych, po prostu nie wyobrażałam sobie, że kolejne miesiące nie będę z synem. Ale też czułam, że powielam coś, że ta rola była bardzo podobna do tych, które otrzymałam poprzednio.powiedziała Tamara Arciuch
Aktorki otworzyły się także na temat relacji w środowisku artystycznym. O ile Bosowska rzadko doświadcza bezpośredniej zawiści ze strony koleżanek, o tyle Arciuch podzieliła się wyjątkowo gorzką refleksją na temat branżowych przyjaźni.
Właściwie mogę powiedzieć, że nie mam przyjaźni w branży. Nawet jeśli wydawało mi się, że kogoś takiego znalazłam, rzeczywistość bardzo szybko to weryfikowała. Często działo się tak, że gdy byłam bliżej sukcesu, ktoś trzymał się blisko mnie tylko po to, żeby się w tym sukcesie ogrzać. Kiedy zjeżdżałam z górki, ta osoba nagle traciła zainteresowanie – uznawała, że nic już tutaj dla siebie nie ugra. W drugą stronę działało to podobnie: gdy to oni odnosili sukces, odwracali się, bo potrzebowali już innych bodźców, lepszych układów.dodała Arciuch
Arciuch wspomniała też o ogromnej pustce emocjonalnej, jaka zostaje po zakończeniu wieloletnich projektów, takich jak kultowy serial "Niania".
Rzeczywiście jest coś takiego magicznego w tym, jak się pracuje razem długo i... staje się taką drugą rodziną. Potem następuje to odcięcie. To jest bardzo trudne. (...) Tak pracowaliśmy przy "Niani". (Po zdjęciach) miałam wrażenie, jakby ktoś po prostu powietrze mi zabrał. Zostaje taka pustka.dodała aktorka
Jak wyglądają zarobki aktorów?
Gwiazdy stanowczo odniosły się do krążących w społeczeństwie mitów na temat gigantycznych zarobków aktorów w Polsce. Choć wysokie stawki za dzień zdjęciowy się zdarzają, dotyczą one wyłącznie wąskiego grona osób na samym szczycie, a codzienna rzeczywistość większości artystów wygląda zupełnie inaczej.
W naszym zawodzie od zawsze brakowało regulacji. Nie istniało coś takiego jak stawka minimalna. Stąd też wzięły się mity, że aktor zarabia po dziesięć tysięcy złotych za jeden dzień zdjęciowy. Nawet jeśli ktoś tyle dostawał, to były to sporadyczne przypadki, dotyczące wyłącznie osób na absolutnym topie. Ludzie szybko kalkulują: poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek – pięć dni zdjęciowych to pięćdziesiąt tysięcy w tydzień. Potem pewnie przyjdzie moment, kiedy nie będzie miał tej pracy.powiedziała Arciuch
Myślę, że też ludzie sobie nie zdają sprawy z tego, że wchodząc w projekt, często nie wiemy, co będzie dalej. Więc pieniądze za ten projekt muszą wystarczyć czasem na parę, paręnaście miesięcy. Nie jest tak, że wszystko co zarobimy, możemy wydać od razu. Trzeba sobie zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jak ma się wysoką stawkę, to nigdy nie wiesz, co będzie dalej.powiedziała Bosowska
Co gorsza, w branży wciąż mocno widoczne są rażące dysproporcje płacowe ze względu na płeć oraz brak szacunku do dorobku dojrzałych artystek.
Nigdy nie miałam takiej stawki, którą miał mój partner. (...) Kilku ról nie zagrałam właśnie z tego względu, że proponowano mi pieniądze, które dostawałam, kiedy byłam młodą dziewczyną. Myślałam sobie, że jestem już na innym etapie.powiedziała Arciuch
Z moich obserwacji wynika, że faktycznie ta dysproporcja jest. Czasami wynika ona z tego, jakiego masz agenta, jaką stawkę potrafi wynegocjować. Spotykam się z tym, że właśnie te różnice wynikają z tego, jak agent potrafi się odnaleźć w tej sytuacji i jak agent potrafi dogadać się z produkcją.dodała Bosowska
Całą rozmowę zobaczycie na górze strony.