Ojciec chciał, by znalazł "porządny fach", a w wieku 16 lat został zastępcą organisty. Jak wyglądało dzieciństwo Stanisława Sojki?
- Kiedy urodził się Stanisław Sojka?
- Gdzie urodził się Stanisław Sojka?
- Kim byli rodzice Stanisława Sojki?
- Czy Stanisław Sojka miał rodzeństwo?
- Jak wyglądało dzieciństwo Stanisława Sojki?
- Kiedy Stanisław Sojka rozpoczął naukę w szkole muzycznej?
- Jak Stanisław Sojka trafił do kościelnego chóru?
- Dlaczego ojciec nie pochwalał muzycznej pasji Stanisława Sojki?
Jak wyglądał dom rodzinny Stanisława Sojki? Artysta zdradził szczegóły
Stanisław Sojka urodził się 26 kwietnia 1959 roku i dorastał w Gliwicach, w rodzinie Alfonsa i Marii Sojków. Jego ojciec był mistrzem budowlanym, natomiast mama pracowała jako dozorczyni w bloku, w którym mieszkali. Rodzina doczekała się czterech synów, a życie, choć skromne, było pełne jasno określonych zasad i obowiązków. Artystka po latach wspominał, że właśnie ten dom oraz śląskie środowisko nauczyły go rzetelności i szacunku do pracy.
Miałem wiele szczęścia… Kształtowali mnie rodzice, śląskie zasady, wspaniali nauczyciele, księża. Tamte doświadczenia zaważyły na moich późniejszych wyborach. Przeżyłem oczywiście od tamtej pory wiele niezwykłych inicjacji, doznałem różnych inspiracji, zwiedziłem świat. Ale to już się działo w podróży przez życie, w którą wyruszyłem - wydaje mi się - dobrze uzbrojony i wyposażony. Po pierwsze, miałem w ręku fach, a po drugie, wiedziałem, jak mówić: "dzień dobry", "do widzenia", "proszę", 'przepraszam", "dziękuję"…- wyznał w rozmowie z Katarzyną Przybyszewską dla magazynu VIVA!
Dzieciństwo przyszłego artysty nie miało wiele wspólnego z życiem gwiazdy. Mama, jako dozorczyni, zajmowała się budynkiem, a zimą obowiązki spadały również na jej synów. Sojka wspominał, że razem z braćmi mieli dyżury przy odśnieżaniu chodników. Ojciec natomiast po zakończeniu pracy na etacie dorabiał przy remontach prywatnych mieszkań. W domu obowiązywały również rodzinne tradycje: niedzielna msza, a później śląski obiad z rosołem, roladą i kluskami.
Rodzice oboje razem byli nie do przebycia, wystarczy, że jedno czy drugie głęboko spojrzało w oczy… To było druzgocące, ale zawsze w dobrej sprawie. Nigdy nie zdarzyło się, by ojciec czy mama w jakikolwiek sposób przekroczyli naszą godność- dodał.
Sojka mocno identyfikował się z miejscem, w którym dorastał. "Jestem chłopakiem ze Śląska" - mówił, dodając, że potrafi "godać" po śląsku i właśnie tutaj nauczył się przywiązania do obowiązków. Wspominał, że pierwsze 18 lat życia spędzone w Gliwicach i Katowicach "uformowały" go jako człowieka i artystę.
Choćby dlatego, że "godom" po śląsku. Jak trzeba, to "godom". Z rodzicami "godom" i ze Ślązakami, którzy "godają", "godom". Mam też poczucie, że pobrałem tu naukę rzetelności, obowiązkowości, przyzwoitości. Wiem, co to etos pracy, mam też wobec pracy szacunek. Śląskie tereny przez lata zamieszkiwali Niemcy protestanci, protestanccy Czesi i Ślązacy, i katolicy. Pewne idee przepływały między nimi, mieszały się, uzupełniały. Tak więc pewien protestancki pozytywizm w tym śląskim rysie się znalazł. I mnie ukształtował- powiedział.
Muzyka była jego światem od dziecka. Jako nastolatek został zastępcą organisty
Muzyka pojawiła się w życiu Sojki bardzo wcześnie i trudno powiedzieć, że była wyłącznie jego dziecięcą pasją. W domu nieustannie ktoś śpiewał. Mama nuciła podczas codziennych obowiązków, ojciec śpiewał w kościelnym chórze basem, a dziadek Józef Janko był muzykiem-samoukiem i organistą w Wiśle Małej. To właśnie dziadek miał ogromny wpływ na muzyczny rozwój wnuka. Zabierał małego Staszka na "pawlacz", czyli miejsce, gdzie siedział organista i chór, i pozwalał mu obserwować grę podczas nabożeństw.
Czy zasiadłbym do muzyki, gdyby nie dziadek organista i te godziny spędzone z nim na kościelnym "pawlaczu"? Pewnie nie byłbym tak integralny, autonomiczny, poukładany, skromny, a jednocześnie pewien swojej wartości- wspominał.
Już jako sześciolatek rozpoczął naukę w klasie zerowej Szkoły Muzycznej w Gliwicach, gdzie uczył się gry na skrzypcach. Równolegle rozwijał talent wokalny. Gdy jako ministrant zaśpiewał podczas mszy psalm, zwrócił na siebie uwagę katedralnego organisty. To właśnie wtedy dostał propozycję dołączenia do chóru. Jako dziewięciolatek śpiewał już dzieła Händla, Palestriny, Bacha i Verdiego. Zaczynał w sopranach, później śpiewał jako alt, a przed maturą był już tenorem.
W wieku 16 lat młody wokalista zrobił kolejny ważny krok. Został zastępcą organisty Wacława Różaka. Sam przyznawał, że organy fascynowały go bardziej niż fortepian.
Miałem 16 lat i byłem już niezłym pianistą. Pianino, fortepian to piękne instrumenty, ale organy… To jest magia. Jeszcze jako chłopak lubiłem zaglądać do ich serca, uchylałem malutkie drzwiczki, by podpatrzeć, jak ruszają się te napędzane prądem kowadełka i młoteczki. Bach na organy był może na początku za trudny, ale pieśni kościelne mogłem grywać. Instrumentu uczył mnie pan Wacek, organista, emeryt. Pokazywał te niezliczone ilości guziczków, klawiszy i przycisków. W tym skonstruowanym w XIX wieku instrumencie jest kilkadziesiąt brzmień. Wszystko to trzeba było wbić sobie w łepetynę- ujawnił.
Muzyczne umiejętności szybko zaczęły przynosić mu również pierwsze pieniądze. Jako młody człowiek grywał na ślubach, wykonując m.in. "Ave Maria" Gounoda czy utwory Schuberta i Wieniawskiego. Początkowo jego ojciec był sceptyczny wobec muzycznych zainteresowań syna, ponieważ uważał, że mężczyzna powinien mieć "porządny fach". Zmienił zdanie, gdy po jednym z weekendów Staszek przyniósł do domu kwotę odpowiadającą jednej czwartej pensji ojca...
CZYTAJ TEŻ: Tomasz Jakubiak, Joanna Kołaczkowska, Ozzy Osbourne i inni. Te gwiazdy odeszły w 2025 roku