Pracował jako strażak, zanim trafił do Hollywood. Ratował ofiary ataków na WTC

Steve Buscemi
Jestem z Polski: Co można kupić na targu w Hollywood?
Źródło zdj. gł.: Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Steve Buscemi to jedna z tych postaci Hollywood, których życiorys mógłby posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. Kultowy aktor znany z „Rodziny Soprano”, „Zakazanego imperium” czy „Wednesday” nie tylko wielokrotnie balansował na granicy życia i śmierci, ale też w najtrudniejszym momencie historii Nowego Jorku wrócił do dawnej służby i pomagał ofiarom tragedii – bez fleszy i kamer. 13 grudnia skończył 68 lat, a jego historia wciąż porusza.
Kluczowe fakty:
  • Steve Buscemi kilka razy oszukał przeznaczenie
  • Po atakach na WTC anonimowo ratował rannych spod gruzów
  • Pracował jako strażak w Nowym Jorku przed karierą aktorską
  • Znany z „Rodziny Soprano”, „Zakazanego imperium” i „Wednesday”
  • Został dźgnięty nożem podczas bójki w klubie
  • W dzieciństwie potrącony przez autobus Po 32 latach stracił żonę Jo Andres
  • W 2025 roku pojawił się publicznie z nową partnerką Karen Ho

Steve Buscemi – aktor, którego twarz znają miliony. Zanim trafił na ekrany, gasił pożary w Nowym Jorku

Choć nazwisko Steve’a Buscemiego nie zawsze od razu pada z ust widzów, jego twarz rozpoznaje niemal każdy fan kina i seriali. Aktor zbudował imponującą filmografię, występując zarówno w telewizyjnych hitach, jak „Rodzina Soprano”, „Zakazane imperium” czy „Wednesday”, jak i w kultowych produkcjach kinowych: „Pulp Fiction”, „Big Lebowski”, „Wściekłe psy” i „Fargo”.

Buscemi urodził się i wychował w Nowym Jorku, w rodzinie o włoskich korzeniach sięgających Sycylii. Z miastem tym związał całe swoje życie, a nawet… własne nazwisko. Jak zdradził w programie Jimmy’ego Fallona, przez lata wymawiał je błędnie. Dopiero podróż do Włoch uświadomiła mu pomyłkę:

Dorastając, mówiłem: Bue-semi

Zanim spełnił aktorskie marzenia, wybrał stabilny zawód. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął pracę jako strażak w nowojorskiej jednostce Engine Company 55, gdzie służył przez cztery lata. Decyzja ta nie była przypadkowa - jak sam tłumaczył, ojciec chciał dla niego "pewnej przyszłości".

"Ojciec chciał, żebym miał dobrą, pewną pracę. Mówił, że jeśli zostanę strażakiem, będę mógł przejść na emeryturę po 20 latach pracy, pobierać połowę dotychczasowego wynagrodzenia i wtedy być sobie aktorem". Ostatecznie Buscemi postawił na scenę. Studiował w Lee Strasberg Institute, dorabiał jako komik i stopniowo budował pozycję w świecie filmu. Jednak z nowojorską strażą pożarną nigdy nie zerwał więzi.

Anonimowy bohater po atakach na WTC. Tragedie, które go nie złamały i osobiste straty

Po zamachach na World Trade Center Steve Buscemi bez wahania zgłosił się jako ochotnik do pomocy. Przez pięć dni pracował przy ratowaniu rannych spod gruzów, robiąc to całkowicie anonimowo i unikając mediów. Do tamtych chwil wrócił później w filmie dokumentalnym „A Good Job: Stories of the FDNY”, gdzie mówił:

"To był zaszczyt móc to zrobić. Wspaniale było znów pojawić się w remizie strażackiej i spotkać z niektórymi chłopakami, z którymi pracowałem. I było to dla mnie niezwykle pomocne, ponieważ kiedy pracowałem, tak naprawdę nie myślałem o tym tak dużo, nie czułem tego [co się stało] tak bardzo".

Los jednak wielokrotnie wystawiał aktora na ciężkie próby także poza służbą. Podczas pracy na planie filmu „Teren prywatny” Buscemi próbował załagodzić konflikt w klubie Firebelly Lounge w Wilmington. Interwencja zakończyła się dramatycznie — aktor trafił do szpitala po tym, jak został kilkukrotnie dźgnięty nożem. W 2024 roku media informowały z kolei o napaści na niego na ulicy przez nieznanego sprawcę. Jeszcze wcześniej, w dzieciństwie, został potrącony przez autobus. Wyszedł z wypadku bez poważnych obrażeń, a pieniądze z odszkodowania rodzice przeznaczyli na jego pierwsze zajęcia aktorskie — decyzję, która z perspektywy czasu zmieniła wszystko. Najboleśniejszym doświadczeniem okazała się jednak strata żony. Jo Andres, choreografka, tancerka i reżyserka, była u boku Buscemiego przez 32 lata. Pobrali się w 1987 roku i doczekali syna Luciana. Jej śmierć w 2019 roku była dla aktora ogromnym ciosem. W rozmowie z „GQ” przyznał wprost:

"Ból podczas tej choroby jest najgorszą rzeczą". Mimo żałoby nie wycofał się z życia zawodowego. Jak cytował magazyn „Parade”, aktor podkreślał, że: "Żałoba nie jest procesem liniowym".

W 2025 roku media doniosły, że Steve Buscemi znów odnalazł szczęście. Na premierze drugiego sezonu serialu „Wednesday” pojawił się u boku Karen Ho, wykładowczyni antropologii na University of Minnesota. Partnerka aktora nie jest związana z show-biznesem, a według części doniesień para miała już wziąć ślub. Wszystko wskazuje na to, że w dniu 68. urodzin Buscemi ponownie patrzy w przyszłość z nadzieją.

Autorka/Autor: GA