Mija 13 lat od śmierci Marka Jackowskiego
18 maja ponownie wracają wspomnienia o Marku Jackowskim, wybitnym gitarzyście, kompozytorze i współtwórcy legendarnego zespołu Maanam. Choć od jego śmierci minęło właśnie 13 lat, dla fanów polskiej muzyki pozostaje postacią wyjątkową i niepowtarzalną. Artysta do samego końca był aktywny zawodowo i nie tracił muzycznych planów.
W dniu swojej śmierci nic nie wskazywało na dramatyczny finał. Muzyk przebywał we Włoszech, gdzie mieszkał wraz z rodziną. Był pogodny, skupiony na pracy i pełen energii do działania. Tego samego poranka opublikował w mediach społecznościowych wiadomość skierowaną do swoich odbiorców:
Drodzy przyjaciele i korespondenci! Jeżeli nie odpisuję, to znaczy, że pracuję w studio. Zaległości nadrobię w wolnej chwili. Tymczasem życzę miłej, gorącej soboty i niedzieli.
Kilka godzin później doszło do tragedii. Marek Jackowski zmarł nagle na skutek zawału serca. Informacja o jego śmierci była ogromnym ciosem dla środowiska muzycznego oraz fanów zespołu Maanam. Niedługo po południu głos zabrała Kora. Była żona Marka Jackowskiego opublikowała poruszające pożegnanie.
Pragniemy się z wami podzielić bardzo smutną wiadomością. Dziś zmarł Marek Jackowski. Wielki muzyk. Wspaniały kompozytor. Cudowny człowiek. Łączymy się w bólu z rodziną, przyjaciółmi i fanami. Niech spoczywa w pokoju.
Marek Jackowski pozostawił po sobie rodzinę w rozpaczy i niedokończone projekty
Pogrzeb artysty odbył się we Włoszech, niedaleko Neapolu, gdzie mieszkał z żoną Ewą i córkami. Rodzina była dla niego niezwykle ważna, a najbliżsi wielokrotnie podkreślali jego spokój i wyjątkową wrażliwość. Po latach córka muzyka, Paloma, wspominała ojca w rozmowie z "Faktem".
Więź z tatą była jedyna w swoim rodzaju. Wręcz magiczna, rozumieliśmy się bez słów, wystarczyło, że na siebie spojrzeliśmy. Tata miał ogromny spokój, nie widziałam go nigdy zdenerwowanego. Był najlepszym rodzicem, jaki mógł się nam przytrafić. To była taka aura w domu.
Marek Jackowski pozostawił po sobie nie tylko ponadczasowe utwory, ale również historię człowieka całkowicie oddanego muzyce i bliskim. Zmarł tuż przed planowanym koncertami w Polsce. Nie zdążył także dokończyć wszystkich projektów, które chciał zrealizować z zespołem Maanam.