Dramatyczne wyznanie Joanny Jarmołowicz. Aktorka opowiedziała o odwyku. "Wiedziałam, że jeśli nie poproszę o pomoc, umrę"
- Joanna Jarmołowicz była uzależniona?
- Od czego była uzależniona Joanna Jarmołowicz?
- Jak długo Joanna Jarmołowicz pozostaje w trzeźwości?
- Dlaczego Joanna Jarmołowicz zdecydowała się na pobyt w ośrodku leczenia uzależnień?
- Jakie objawy fizyczne i psychiczne wywołały u Joanny Jarmołowicz leki nasenne?
- Kto pomagał Joannie Jarmołowicz w najtrudniejszych momentach walki z nałogiem?
- Ile czasu Joanna Jarmołowicz spędziła w zamkniętym ośrodku odwykowym?
Joanna Jarmołowicz przyznała się do uzależnienia
Joanna Jarmołowicz postanowiła opisać swoją walkę z uzależnieniem. W wywiadzie udzielonym Karolinie Motylewskiej dla serwisu Jastrząb Post zdradziła, że początkowo środki uspokajające i nasenne pojawiały się w życiu aktorki okazjonalnie - raz lub kilka razy w miesiącu, jako reakcja na potężny stres czy trudne wydarzenia losowe, takie jak śmierć bliskiej osoby. Z czasem jednak narastające problemy osobiste sprawiły, że Joanna Jarmołowicz straciła kontrolę nad dawkowaniem. Zaczęła przyjmować leki w tak ogromnych ilościach, że przestała pamiętać, po której tabletce jest, oraz wykonywała czynności, których później kompletnie nie kojarzyła.
Od czasu do czasu korzystałam z nich [leków] już od lat. Tylko że to nie było wtedy uzależnienie. Brałam je raz w miesiącu, może trzy razy w miesiącu. Sięgałam po nie przed jakimś ważnym wydarzeniem, w sytuacji potwornie dużego stresu albo na przykład po pogrzebie bliskiej koleżanki. Zdarzało się to w takich sytuacjach, ale wcześniej nigdy nie byłam od nich uzależniona. Później przestałam pamiętać, po której tabletce jestem. Zrobiłam też mnóstwo rzeczy, których nie pamiętam i za które wszystkich przepraszam, bo po prostu nie byłam wtedy sobą- wyznała.
W konsekwencji nadużywania substancji, które sama określa mianem twardych narkotyków, u artystki pojawiły się przerażające skutki uboczne. Joanna Jarmołowicz zmagała się z wycieńczeniem fizycznym, silnymi atakami paniki, poczuciem zawału serca oraz stanami paranoidalnymi i urojeniami, że ktoś ją śledzi.
Zauważyłam, że jest problem, kiedy zaczęłam dostawać potwornych ataków paniki i lęku. Myślałam, że mam zawał. Pojawiły się też jakieś stany paranoidalne, poczucie, że ktoś za mną chodzi- opisała.
Kluczowym momentem okazała się świadomość, że bez specjalistycznej pomocy jej życie dobiegnie końca. Mimo ogromnego wstydu, który towarzyszył jej przez dwa dni, Joanna Jarmołowicz podjęła decyzję o poproszeniu o wsparcie i udała się do zamkniętego ośrodka. W tamtym okresie ogromną rolę odegrała jej mama, która zaopiekowała się wnukiem, chroniąc dziecko przed skutkami choroby matki i zapobiegając niebezpiecznym powikłaniom odstawiennym, takim jak ataki padaczkowe.
Wiedziałam, że jeśli nie poproszę o pomoc, umrę. Po prostu nie przeżyję- wyznała.
Jak Joanna Jarmołowicz odzyskała trzeźwość?
Pobyt w ośrodku leczenia uzależnień trwał miesiąc i okazał się dla aktorki przełomem.
"W samym ośrodku byłam miesiąc, ale terapia trwa do dzisiaj i cały czas chcę zdrowieć" - przyznała.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła po przybyciu na miejsce, było usunięcie z telefonu kontaktów do tzw. dilerów dostarczających jej leki. Odcięcie się od technologii, intensywna praca z emocjami podczas terapii indywidualnej oraz grupowej przyniosły natychmiastową ulgę. Joanna Jarmołowicz wspomina ten czas jako bezpieczną przestrzeń i "wakacje dla serca i duszy", w których odzyskała spokój i apetyt. Po opuszczeniu placówki w powrocie do codzienności pomagała jej bliska przyjaciółka Asia, która odebrała ją z odwyku i pomogła w przeprowadzce do nowego mieszkania, by odciąć dawne skojarzenia z czynnym nałogiem.
Poczułam, że jestem w bezpiecznym miejscu i że wszyscy jesteśmy tam z podobnego powodu. W końcu odetchnęłam i zaczęłam normalnie jeść. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak było. (...) Po miesiącu byłam jeszcze bardzo krucha, delikatna i łamliwa. Nie potrafiłam stawiać granic. Później, z miesiąca na miesiąc, było coraz lepiej. (...) Usunęłam kontakty do osób, które dostarczały mi leki. Miałam tak zwanych dilerów. To była jedna z pierwszych rzeczy, które zrobiłam w ośrodku. W ogóle odłożyłam telefon i zaczęłam pracować z emocjami, zarówno podczas terapii grupowej, jak i indywidualnej. To było bardzo mocne i uwalniające. Było dużo płaczu i silnych emocji, z którymi musiałam sobie jakoś poradzić. Wsparcie, które tam otrzymałam, było jednak ogromne. Jestem im za to wdzięczna- powiedziała w wywiadzie.
Proces wychodzenia z uzależnienia wiązał się jednak z przewartościowaniem całego dotychczasowego życia. Gdy Joanna Jarmołowicz zaczęła stawiać granice i przestała być dla innych, odwróciła się od niej większość dawnych znajomych. Mimo poczucia żalu, aktorka rozumie, że znajduje się obecnie w zupełnie innym miejscu mentalnym. Choć od wyjścia z ośrodka minął rok i siedem miesięcy, Joanna Jarmołowicz nadal kontynuuje terapię, korzystała ze spotkań grup wsparcia Anonimowych Narkomanów i deklaruje pełną trzeźwość od wszelkich używek, w tym od alkoholu. Dziś powoli odzyskuje siebie, stawia własne potrzeby na pierwszym miejscu i apeluje do wszystkich zmagających się z kryzysami psychologicznymi, podkreślając szeroką dostępność darmowej terapii w ramach NFZ oraz wsparcia fundacji.
Jestem już ponad półtora roku trzeźwa od wszystkich używek. Powiem też, że alkohol nie był moim głównym uzależnieniem, choć występowało u mnie uzależnienie krzyżowe. Jestem trzeźwa absolutnie od wszystkiego od ponad półtora roku. (...) Życie na trzeźwo jest zupełnie inne. Uczę się żyć na nowo. Tak naprawdę od pierwszego dnia w ośrodku było tak, jakbym zaczęła raczkować.- podsumowała.
Czytaj też: Przełomowe wyznanie Joanny Jarmołowicz! Aktorka jest w związku z kobietą. "Przestałam się wstydzić"