- Jaką receptę na długie małżeństwo ma Iwona Bielska?
- Jaką relację z synem ma Iwona Bielska?
- Co o macierzyństwie mówi Iwona Bielska?
Iwona Bielska "wciąż lubi" swojego męża
Na pytanie Beaty Nowickiej, czy po 42 latach wspólnego życia i pracy "było warto", Iwona Bielska reaguje z dystansem. Nie lubi roztrząsać przeszłości ani zadawać pytań, na które odpowiedź niczego już nie zmieni. Zamiast wielkich deklaracji mówi prosto: cieszy się, że im się udało.
Zastanawiając się nad tajemnicą trwałości związku, pół żartem przyznaje, że może pomaga fakt, iż nie widują się codziennie. A może, jak dodaje, kluczowe jest to, że wciąż się lubią. Przez lata zrealizowali razem wiele przedstawień, jednak artystyczne polemiki nigdy nie przenosiły się do domu.
Cieszę się, że nam się udało. Może tajemnica tkwi w tym, że nie widujemy się codziennie? A może po prostu w tym, że ciągle się lubimy? Zrobiliśmy razem wiele przedstawień. Jestem dość pokornym typem i mam do Mikołaja bezgraniczne zaufanie- zdradziła w rozmowie z magazynem "PANI".
Aktorka podkreśla swoje bezgraniczne zaufanie do męża i poczucie bezpieczeństwa, jakie jej daje. Najważniejsze pozostają dla niej rodzina i zdrowie. Przyznaje, że panicznie boi się chorób i myśli o przemijaniu, choć ratuje ją poczucie humoru, obecne w całej rodzinie.
Bez poczucia humoru trudno byłoby wytrzymać- podkreśliła.
Iwona Bielska szczerze o macierzyństwie
Syna Michała urodziła w wieku 32 lat i, jak mówi, była na to gotowa. Informacja o ciąży przyniosła jej szczęście, a macierzyństwo stało się naturalnym etapem życia, który przyjęła bez poczucia straty.
Gdy Michał Grabowski przyszedł na świat, uznała, że to jest czas dla niego. Nie traktowała macierzyństwa jako ograniczenia kariery, lecz jako źródło spełnienia.
Gdy okazało się, że zostanę mamą, byłam bardzo szczęśliwa. Mam wrażenie, że wszystko w moim życiu działo się naturalnie, przesuwało się jak taśma filmowa. Nie mam pretensji do losu, że powinnam być gdzieś indziej, robić coś więcej. Nigdy nie miałam przemożnego parcia na granie, więc kiedy urodziłam Michała, uznałam, że to jest czas dla syna. Macierzyństwo było dla mnie źródłem radości, nie frustracji- powiedziała.
Do dziś, mimo że syn jest dorosły, nie przestaje myśleć o nim jak o "małym chłopcu". Martwi się, gdy wsiada na motor, powtarza mu, by jeździł ostrożnie, i słyszy w odpowiedzi rozbawione: "Mamoooo…". Z dumą przyjęła jego decyzję o zostaniu operatorem filmowym. Wspierała go nawet wtedy, gdy wyjechał na studia do Berlina i tam ułożył sobie życie zawodowe.
Zawsze mieliśmy z synem kumpelskie relacje, jesteśmy bardzo zżyci. Mimo że jest on już dorosły, nie wychodzę z roli matki. Nie jestem matką toksyczną, ale myślę o nim jak o małym synku. (...) Chciałam tylko, żeby był szczęśliwy. Sama byłam szczęśliwa, gdy dokonał wyboru, że zostanie operatorem filmowym. Znalazł swój cel. (...) Po studiach Michał dostał w Berlinie pierwszą propozycję pracy, drugą, trzecią… No i został. W głębi duszy nie chciałam, żeby wracał. Przestałam lubić to, co się dzieje w moim kraju, i cieszę się, że Michał nie bierze w tym udziału.- opisała w magazynie "PANI".
Choć tęsknota jest naturalna, Bielska nie chciała, by wracał na siłę. Cieszyła się, że znalazł swoje miejsce w otwartym, europejskim mieście. Dziś z perspektywy lat podkreśla, że wszystko w jej życiu działo się naturalnie – jak przesuwająca się taśma filmowa. Bez żalu, bez poczucia, że mogła zrobić więcej.
Najważniejsze? By syn był szczęśliwy. Reszta, jak wynika z jej słów, jest tylko dodatkiem do dobrze przeżytego życia.
Czytaj też: Pola Wiśniewska o kryzysie w małżeństwie z Michałem Wiśniewskim. "Dopóki rozmawiamy, jest nadzieja"