Borys Szyc o "Vinci 2". Jak wyglądała współpraca z wnukiem Juliusza Machulskiego? "To dla mnie sentymentalna podróż" [TYLKO U NAS]
Borys Szyc o filmie "Vinci 2". O czym opowiada?
Pierwsza część "Vinci", która zadebiutowała w 2004 roku, opowiadała historię dwóch przyjaciół z przeszłością w świecie przestępczym, którzy planują skok na obraz Leonarda da Vinci z krakowskiego muzeum. Była to inteligentna, lekka opowieść o przyjaźni, lojalności i zawodowym złodziejstwie w stylu "z klasą".
W "Vinci 2" Juliusz Machulski wraca do tego świata, przedstawiając nowe pokolenie bohaterów – zderzenie młodych talentów z doświadczeniem starych wyjadaczy. Film łączy elementy komedii, sensacji i kina przygodowego, kontynuując tradycję lekkiego, ale błyskotliwego opowiadania historii o skokach i ich konsekwencjach.
Borys Szyc w rozmowie z Anną Pawelczyk-Bardygą dla tvn.pl powiedział, czego widzowie mogą się spodziewać po "Vinci 2".
- Dobrej zabawy, sentymentalnej podróży. Była tu ze mną moja pasierbica 15-letnia, która nie znała poprzedniej części, a bardzo jej się podobało. Myślę, że ta druga część to jest film dla młodych, bo on już jest inaczej zrobiony, nowoczesny. Poza tym Julek Machulski ma dar wsadzania do filmu wszystkich rzeczy, które są atrakcyjne. Jest Hiszpania. Nagle z Hiszpanii przenosimy się z Andaluzji do Japonii. Z Japonii jesteśmy w Krakowie. Są dzieła sztuki, więc to wszystko się po prostu świetnie ogląda — powiedział.
Do tego, jak zwykle, jest to dobrze napisane i to jest wielka przyjemność grać te teksty, dlatego że one są napisane w rytmie. To jest śmieszne, to jest inteligentne. Takich scenariuszy po prostu brakuje- dodał.
Borys Szyc o aktorach i wnuku Juliusza Machulskiego
Borys Szyc w filmie wciela się w postać Szerszenia. Jak jego bohater zmienił się na przestrzeni lat?
- Trochę zmarniał, trochę zszedł na złą drogę, ale myślę, że pozostał nadal tym romantycznym facetem, który chciał dobrze, ale mu nie do końca wyszło. I to są też takie postaci, które, jak są dobrze napisane, to lubimy je oglądać. Kibicujemy mu, żeby wrócił na tę dobrą drogę. I Robert, i Julek, bo razem pisali ten scenariusz, czerpali z naszych żyć wszystkich, pisząc te postaci, więc nie udajemy, że tam się nic nie wydarzyło przez te 20 lat. Powrót Wilka, czyli Marcina Dorocińskiego jest tak prześmieszny. On nagle powraca ze Stanów Zjednoczonych, jest taki bardzo amerykański, pracuje w FBI i ma po prostu amerykańskie opowieści. Dla mnie to są tak śmieszne sceny. W ogóle jest tam tyle fragmentów — Łukasz Simlat, te policyjne wątki i sceny są totalnie komediowe — dodał.
Ale też cała ta obsada młoda jest genialna. Zosia Jastrzębska, którą uwielbiam prywatnie i pierwszy raz się spotkaliśmy w malutkim tylko fragmencie w "Warszawiance", a później jakby ona wystrzeliła w górę i jest takim rzeczywiście diamentem. Jak ona się pojawia na ekranie to od razu błyszczy. Chłopaki — Jędrzej Hycnar, Piotrek Witkowski, ta nowa ekipa, która chce przejąć i tych staruchów udupić za przeproszeniem, ale tak to wygląda. Świetnie to jest napisane. Naprawdę bardzo mi się to podoba. Była to taka podróż dla mnie bardzo sentymentalna- dodał aktor.
Co ciekawe, filmowego syna Szerszenia zagrał Teodor — wnuk Juliusza Machulskiego. Jak im się pracowało na planie?
- Teo. Świetny chłopak, taki naprawdę żywe srebro i zachwycony kinem. A on ma zupełnie inną perspektywę, bo on ma tatę Francuza. Czasem słychać, że on mówi tak troszkę po polsku, nie po polsku, ale to też dodaje jakiegoś takiego wdzięku jemu. Był przeszczęśliwy i ja też, że gra mojego synka i ma w sobie też coś takiego wzruszającego w tej twarzy, w tym uśmiechu. A na tym bardzo nam zależało, żeby ta relacja między Magdą, synkiem, która się zepsuła, to tutaj nagle, żeby ludzi wzruszyło to, żeby oni kibicowali, żeby oni do siebie wrócili — dodał.
Autorka/Autor: AC
Reporter: Anna Pawelczyk-Bardyga
Źródło zdjęcia głównego: materiały promocyjne