- Zofia Zbrowska-Wrona szczerze o poronieniu. Poszła na terapię
- Zofia Zborowska-Wrona musiała wykonać pogłębione badania
Zofia Zbrowska-Wrona szczerze o poronieniu. Poszła na terapię
Zofia Zborowska zdecydowała się na bardzo osobiste wyznanie. W najnowszym wywiadzie wróciła do jednego z najtrudniejszych momentów w swoim życiu i opowiedziała, jak wyglądała jej droga do macierzyństwa. Choć dziś jest szczęśliwą mamą dwóch córek, przeszłość nie była dla niej łatwa. W rozmowie z Małgorzatą Rozenek-Majdan w podcaście "Z bliska" aktorka otwarcie mówiła o poronieniu i emocjach, które temu towarzyszyły. Nie ukrywa, że był to moment graniczny, który zmienił jej podejście do zdrowia i samej siebie.
To właśnie wtedy podjęła decyzję o rozpoczęciu terapii, bo nie była w stanie poradzić sobie sama. Aktorka zwróciła uwagę, że trudne doświadczenie wpłynęło także na jej relację z partnerem. Jak wspomina, rozmowy o terapii nie od razu były proste.
"Poszłam na terapię, bo czułam, że sama sobie z tym nie poradzę. To była moja pierwsza psychoterapia. Ja się czułam winna, że nie podołałam. To jest straszne. Pamiętam też, że Andrzej jak mu powiedziałam, że chcę iść na terapię... Jego pierwsza myśl to było, że on mi nie dał tego wsparcia. Wiesz, o co chodzi? I tłumaczyłam mu, że w ogóle to nie o to chodzi. To w ogóle nie o to chodzi" - wyznała.
Zofia Zborowska-Wrona musiała wykonać pogłębione badania
Po stracie ciąży Zofia Zborowska nie zdecydowała się od razu na kolejne starania. Zamiast tego postawiła na regenerację zarówno psychiczną, jak i fizyczną. W tym czasie sięgnęła po różne formy wsparcia, w tym wyjazd do Indii, który pomógł jej uporządkować myśli i przygotować się na kolejny etap.
"Pojechałam do Indii na jogę i ajurwedę, żeby oczyścić mózg i tak dalej, gdzie zrobiłam szereg badań, pracowałam z dietetyczką kliniczną i już kolejne podejście było bardzo świadome. Wiedziałam, na czym stoję, wiedzieliśmy, gdzie prawdopodobnie był problem" - powiedziała.
Przełom przyszedł dopiero po dokładniejszej diagnostyce. Aktorka przyznała, że kluczowe było spojrzenie specjalistki, która zdecydowała się poszerzyć zakres badań.
"Zdiagnozowano u mnie zespół antyfosfolipidowy, czyli chorobę krwi. Na to albo na trombofilię robi się badania w Polsce po trzecim, albo po piątym poronieniu, a w wielu wypadkach wystarczy brać po prostu heparynę. I nagle szanse donoszenia tej ciąży z kilku czy kilkunastu procent wzrastają do 70 proc., czy nawet 90 proc. U mnie to było to. Moja endokrynolog po prostu zrobiła mi te badania" - opowiadała aktorka.