Ukochany Małgorzaty Ostrowskiej przed śmiercią miał do niej jedną prośbę. Artystka długo respektowała jego wolę
- Jak nazywał się partner Małgorzaty Ostrowskiej?
- Kim z zawodu był partner Małgorzaty Ostrowskiej?
- Na co chorował partner Małgorzaty Ostrowskiej?
- Gdzie przed śmiercią przebywał partner Małgorzaty Ostrowskiej?
- Kiedy zmarł partner Małgorzaty Ostrowskiej?
- Jaką prośbę do żony przed śmiercią miał partner Małgorzaty Ostrowskiej?
Jacek Gulczyński odszedł w hospicjum. Małgorzata Ostrowska była przy nim do końca
Małgorzata Ostrowska i Jacek Gulczyński poznali się jeszcze w latach 80., w czasach największej popularności Lombardu. On był fotografem, malarzem i grafikiem, ona - jedną z najbardziej rozpoznawalnych wokalistek polskiej sceny. Gulczyński fotografował koncerty wokalistki i stworzył wiele jej najbardziej znanych portretów. Z czasem relacja zawodowa przerodziła się w bliskość, a z biegiem lat para doczekała się syna Dominika. Jak później wspominała artystka, ich relacja nie była miłością od pierwszego wejrzenia.
Zanim stworzyliśmy związek, znaliśmy się na płaszczyźnie towarzyskiej. Żyłam wówczas w ciągłym biegu, on wiedział, jaki tryb życia prowadzę- mówiła w rozmowie z "Vivą!".
W 2025 roku świat internautów obiegła wiadomość o ciężkiej chorobie Jacka Gulczyńskiego. Mężczyzna zmagał się z chłoniakiem, a jego stan wymagał pobytu w Hospicjum Palium w Poznaniu. Mimo postępującej choroby nie zrezygnował z tego, co było dla niego ważne - sztuki. W grudniu 2025 roku w hospicjum zorganizowano wernisaż jego wystawy "Rogalin", a Ostrowska podkreślała, że mąż chciał osobiście spotkać się z odwiedzającymi. Trzy dni później, 5 grudnia, Jacek Gulczyński zmarł w hospicjum Artystka przekazała wówczas, że odszedł jej "mąż i nasz tata", wspominając go jako niezwykle utalentowanego artystę.
Ukochany Małgorzaty Ostrowskiej przed śmiercią miał do niej szczególną prośbę
Choć żałoba po śmierci Jacka Gulczyńskiego była dla Małgorzaty Ostrowskiej ogromnym ciosem, artystka nie zdecydowała się zawiesić działalności scenicznej. Co więcej, jak opowiedziała w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc w VIVA! BEZ TABU, jej partner jeszcze przed śmiercią prosił ją, by nie odwoływała zaplanowanych koncertów. Wiedział, jak ważna jest dla niej muzyka i jak bardzo scena stanowi część jej życia.
Wiesz co, tak, ponieważ ja musiałam jakby wtedy, kiedy już był w szpitalach, potem był w hospicjum i już widać było, że nie było wyjścia stamtąd. Ja musiałam odwoływać koncerty, ale bardzo długo nie odwoływałam, bo nie chciał [...] I w zasadzie te, które odwołałam, także oprotestował. To była jednak moja uparta decyzja, bo ja już wiedziałam, że mnie potrzebuje- wyznała.
Dla wokalistki muzyka stała się czymś znacznie więcej niż pracą. W trudnym okresie pozwalała jej choć na chwilę odnaleźć rytm codzienności i oderwać się od cierpienia.
Ja myślę, że scena jest doskonałym antidotum na takie bardzo złe sytuacje w życiu, dlatego że ja się muszę zmobilizować. I to jest taka jakby emocjonalna gimnastyka, a jednocześnie mam to szczęście, że mam na scenie i w ogóle w mojej ekipie ludzi, których bardzo lubię. My się wzajemnie bardzo lubimy. Więc to są ludzie absolutnie mi przyjaźni- dodała.
Artystka ostatecznie wróciła na scenę, realizując wcześniej zaplanowaną trasę z okazji 45-lecia pracy artystycznej.
Nie muszę się w żaden sposób ukrywać, nie muszę się bronić przed niczym. W przyjaznej atmosferze łatwiej znieść najtrudniejsze sytuacje życiowe- podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Ujawniono zdjęcia z ostatnich chwil życia Liama Payne'a. Policja pokazała, co działo się przed jego śmiercią