Martyna Wojciechowska opublikowała poruszające wyznanie. "Minęło tyle lat. A tęsknota nie mija"
Martyna Wojciechowska uczciła pamięć Artura Hajzera
7 lipca minęła 13. rocznica śmierci Artura Hajzera. Wybitnego himalaisty, taternika i alpinisty, który przez lata należał do grona najważniejszych postaci polskiego himalaizmu. Zginął w 2013 roku podczas wyprawy na Gaszerbrum I, gdy odpadł od ściany Kuluaru Japońskiego i spadł kilkaset metrów. Do dziś jego pamięć jest pielęgnowana m.in. podczas organizowanego co roku memoriału w Parku Śląskim.
W dniu rocznicy głos zabrała Martyna Wojciechowska. Podróżniczka opublikowała na Instagramie emocjonalny wpis, w którym przypomniała, jak ogromny wpływ Artur Hajzer miał nie tylko na jej górską drogę, ale również na życie prywatne.
W lipcu 2013 roku dzwoni telefon. Artur Hajzer nie żyje- zaczęła swój wpis.
Jak przyznała, trudno wyobrazić jej sobie zdobycie Korony Ziemi bez wsparcia przyjaciela.
Nie sądzę, żebym zdobyła Koronę Ziemi bez Artura. Bez tej motywacji, wsparcia, nieraz totalnego opieprzania i jego niekiedy niezrozumiałej wiary we mnie.
Martyna Wojciechowska wspominała, że przez osiem lat utrzymywali niemal codzienny kontakt. To właśnie do Artura Hajzera zwracała się w najtrudniejszych momentach, a on potrafił zachować spokój nawet wtedy, gdy wszystko wydawało się wymykać spod kontroli.
Przez osiem lat naszej przyjaźni rozmawialiśmy niemal codziennie. W sytuacjach, kiedy się waliło i paliło, także w moim życiu osobistym, mówił spokojnym, monotonnym głosem: "To nie jest operacja na otwartym sercu. Nie ma bezpośredniego zagrożenia życia. Panika jest niewskazana".
Poruszające wyznanie Martyny Wojciechowskiej
Podróżniczka wyznała również, że do dziś nie potrafi w pełni zaakceptować śmierci przyjaciela. Jak napisała, jej sposób radzenia sobie z żałobą polegał na wyparciu tego, co się wydarzyło. Dodała, że wpływ na te emocje ma również fakt, że Artur Hajzer pozostał w górach, gdzie zginął.
Umysł różnie radzi sobie ze śmiercią, mój po prostu wyparł fakt, że Artur nie żyje. To, że nie ma grobu, bo został pochowany w lodowej szczelinie w okolicach obozu II na Gaszerbrumie I, mi w tym pomaga.
Na zakończenie wpisu Martyna Wojciechowska przyznała, że choć od tamtych wydarzeń minęło już trzynaście lat, uczucie straty wcale nie osłabło.
Minęło tyle lat. A tęsknota nie mija.