Jan Frycz przed laty zmagał się z uzależnieniem. "Pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem"
Jan Frycz o uzależnieniu. "To pułapka"
Jan Frycz otwarcie mówił o presji, emocjach i specyfice pracy aktora. Zwracał uwagę, że zawód, który z zewnątrz może wydawać się pełen blasku, wiąże się także z ogromnym napięciem. Przyznał, że podobnie jak wielu artystów, przez pewien czas próbował radzić sobie z emocjami za pomocą alkoholu.
Aktor zauważał, że po spektaklu czy intensywnym dniu na planie trudno czasem po prostu "wyłączyć" emocje. W jego ocenie właśnie wtedy łatwo wpaść w pułapkę używek. W rozmowie z Dawidem Dudko dla Onetu mówił:
"Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen, czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię" - wyznał
Jan Frycz nie ukrywał więc, że sam znalazł się w sytuacji, w której potrzebował profesjonalnej pomocy. Decyzja o terapii była dla niego momentem przełomowym i pozwoliła mu spojrzeć na problem z innej perspektywy.
Czytaj także: Jan Frycz nie żyje. Tak mówił o przemijaniu i relacji z ojcem. "Był wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, surowy"
Jan Frycz opowiedział o trudnym momencie w swoim życiu
Aktor zwracał również uwagę na zmianę podejścia do alkoholu w środowisku artystycznym. W czasach, gdy zaczynał karierę, jego zdaniem zdecydowanie częściej przymykano oko na zachowania, które dziś byłyby nie do zaakceptowania. Alkohol pojawiał się zarówno podczas prób, jak i na planach filmowych.
Jan Frycz podkreślał, że współczesna branża wygląda pod tym względem zupełnie inaczej.
"Czasy się zmieniły i ludzie też. Jest większa świadomość i kultura pracy, ludzie stosują konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem. Dziś, jeśli komuś w teatrze albo na planie zdjęciowym czuć alkoholem z ust, zapala się czerwona lampka. Nie ma na to przyzwolenia, podobnie jak na przemoc" – mówił.
Jego słowa pokazywały, że za zawodowym sukcesem i kolejnymi rolami kryje się również druga strona aktorskiego życia - presja, zmęczenie i konieczność mierzenia się z własnymi emocjami.
Jan Frycz przez lata pozostawał jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów. Widzowie pamiętają go zarówno z ról teatralnych, jak i filmowych oraz serialowych, m.in. „Nigdy w życiu!”, „Zakochanych”, „Pręg” czy „Ślepnąc od świateł”. Do końca pozostawał aktywny zawodowo.