Jan Frycz przed laty zmagał się z uzależnieniem. "Pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem"

Jan Frycz
Gwiazdy, które zmarły w 2025 roku
Źródło wideo: tvn.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Śmierć Jana Frycza to ogromna strata dla polskiego teatru i kina. Wybitny aktor zmarł 15 sierpnia 2026 roku w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych. Miał 72 lata. Przez ponad cztery dekady pracy stworzył dziesiątki niezapomnianych ról, a w jednym z wywiadów zdecydował się również opowiedzieć o trudnym etapie swojego życia.

Jan Frycz o uzależnieniu. "To pułapka"

Jan Frycz otwarcie mówił o presji, emocjach i specyfice pracy aktora. Zwracał uwagę, że zawód, który z zewnątrz może wydawać się pełen blasku, wiąże się także z ogromnym napięciem. Przyznał, że podobnie jak wielu artystów, przez pewien czas próbował radzić sobie z emocjami za pomocą alkoholu.

Aktor zauważał, że po spektaklu czy intensywnym dniu na planie trudno czasem po prostu "wyłączyć" emocje. W jego ocenie właśnie wtedy łatwo wpaść w pułapkę używek. W rozmowie z Dawidem Dudko dla Onetu mówił:

"Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen, czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię" - wyznał

Jan Frycz nie ukrywał więc, że sam znalazł się w sytuacji, w której potrzebował profesjonalnej pomocy. Decyzja o terapii była dla niego momentem przełomowym i pozwoliła mu spojrzeć na problem z innej perspektywy.

Czytaj także: Jan Frycz nie żyje. Tak mówił o przemijaniu i relacji z ojcem. "Był wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, surowy"

Jan Frycz opowiedział o trudnym momencie w swoim życiu

Aktor zwracał również uwagę na zmianę podejścia do alkoholu w środowisku artystycznym. W czasach, gdy zaczynał karierę, jego zdaniem zdecydowanie częściej przymykano oko na zachowania, które dziś byłyby nie do zaakceptowania. Alkohol pojawiał się zarówno podczas prób, jak i na planach filmowych.

Jan Frycz podkreślał, że współczesna branża wygląda pod tym względem zupełnie inaczej.

"Czasy się zmieniły i ludzie też. Jest większa świadomość i kultura pracy, ludzie stosują konstruktywne metody radzenia sobie ze stresem. Dziś, jeśli komuś w teatrze albo na planie zdjęciowym czuć alkoholem z ust, zapala się czerwona lampka. Nie ma na to przyzwolenia, podobnie jak na przemoc" – mówił.

Jego słowa pokazywały, że za zawodowym sukcesem i kolejnymi rolami kryje się również druga strona aktorskiego życia - presja, zmęczenie i konieczność mierzenia się z własnymi emocjami.

Jan Frycz przez lata pozostawał jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów. Widzowie pamiętają go zarówno z ról teatralnych, jak i filmowych oraz serialowych, m.in. „Nigdy w życiu!”, „Zakochanych”, „Pręg” czy „Ślepnąc od świateł”. Do końca pozostawał aktywny zawodowo.

Jan Frycz nie żyje
Jan Frycz nie żyje
Autorka/Autor: AC