Jan Frycz nie żyje. Tak mówił o przemijaniu i relacji z ojcem. "Był wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, surowy"

Jan Frycz nie żyje
Gwiazdy, które zmarły w 2025 roku
Źródło wideo: tvn.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Śmierć Jana Frycza to ogromna strata dla polskiego teatru i kina. Wybitny aktor, znany m.in. z "Pręg", "Egoistów" czy serialu "Ślepnąc od świateł", zmarł 15 sierpnia 2026 roku w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych. Miał 72 lata.

Jan Frycz przez lata pozostawał aktywny zawodowo, tworząc kolejne niezapomniane role. W jednym z wywiadów dla magazynu "Pani" opowiadał o swoim dzieciństwie, relacji z ojcem, początkach aktorskiej drogi, ale także o przemijaniu. Dziś jego słowa nabierają szczególnego znaczenia.

Czytaj także: Jan Frycz nie żyje. Wybitny polski aktor zmarł w wieku 72 lat

Jan Frycz o przemijaniu. "Trzeba zaakceptować to, co się wydarza"

Aktor przyznawał, że z biegiem lat coraz wyraźniej zauważał, jak szybko upływa czas. Jednocześnie podkreślał, że nie chciał buntować się przeciwko naturalnym zmianom.

"Dawniej płynął wolniej. Igraszki z czasem są niemożliwe w żadnej innej rzeczywistości, tylko w teatrze albo w kinie, gdzie sekunda może trwać wiecznie" – mówił.

Aktor dorastał w Krakowie na przełomie lat 50. i 60. Była to rzeczywistość zupełnie inna od tej, którą znamy dziś.

"To był przełom lat 50. i 60., żyłem w innym świecie. [...] Wszystko było szare, ponure" – wspominał.

W tamtych czasach ważnym miejscem ucieczki od codzienności była dla niego literatura.

"Książki były dla mnie oknem na świat" – mówił.

To właśnie wyobraźnia pozwalała mu patrzeć dalej niż na szarą rzeczywistość PRL-u. Przełomowym momentem okazał się natomiast seans westernu "W samo południe" z Garym Cooperem. Film zrobił na młodym Fryczu ogromne wrażenie i sprawił, że zaczął poważnie myśleć o aktorstwie.

"Postanowiłem zostać aktorem" – wspominał.

Pierwsze doświadczenia sceniczne zdobywał jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej, w kółku teatralnym działającym przy Poczcie Głównej w Krakowie. To właśnie tam spotkał m.in. Annę Dymną. Jan Frycz nie traktował jednak aktorstwa przede wszystkim jako sposobu na zdobycie sławy.

"Nie myślałem o tym, żeby w teatrze zrobić tak zwaną karierę, tylko żeby żyć inaczej – kolorowo" – mówił.

Jan Frycz nie żyje
Jan Frycz nie żyje

Jan Frycz o ojcu. "Był wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, surowy"

W rozmowie aktor wrócił również do rodzinnego domu i relacji z ojcem. Przyznawał, że wychowywał się w tradycyjnej rodzinie, w której obowiązywały jasne zasady i duże wymagania.

"Wychowałem się w mieszczańskim, tradycyjnym krakowskim domu. [...] Bardzo dużo od nas wymagał. Był wstrzemięźliwy w okazywaniu uczuć, surowy" – wspominał.

Ojciec Frycza był inżynierem górnictwa i miał wobec syna inne wyobrażenia dotyczące jego przyszłości. Aktorstwo nie było dla niego zawodem, który można było traktować jako pewną drogę życiową. Jan Frycz wspominał rozmowę z ojcem, która odbyła się jeszcze przed maturą:

"Ojca aktorstwo nie interesowało. [...] Zapytał mnie przed maturą: 'To, co zrobisz, synu? Idziesz na studia?' – 'Będę zdawał do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej'. Ojciec: 'Tam to sobie możesz zdawać. Pytam, gdzie na studia idziesz?'" - mówił.

Mimo sprzeciwu ojca Jan Frycz konsekwentnie wybrał własną drogę. Został aktorem i przez kolejne dekady należał do najważniejszych postaci polskiej sceny. Dziś, po jego śmierci, te wspomnienia są szczególnie poruszające.

Jan Frycz pozostawił po sobie niemal 200 ról teatralnych, filmowych, telewizyjnych i radiowych oraz dorobek, który na stałe zapisał się w historii polskiej kultury.

Autorka/Autor: AC