- Dlaczego uczestnicy Konkursu Chopinowskiego są wyczerpani?
- Jak uczestnicy wypowiadają się na temat Konkursu Chopinowskiego?
Konkurs Chopinowski znów zaskakuje
Na starcie stanęło 84 pianistów, a każdy z nich zagrał więcej Chopina niż niejeden meloman słyszał w całym życiu. Po trzech etapach w grze pozostała jedenastka śmiałków, którzy dotrwali do finału, co samo w sobie brzmi jak cud fizyczny i psychiczny.
Na scenie pot spływał z czoła, a fortepiany zapewne zaczynały się martwić o swoje klawisze. Publiczność też wyglądała na nieco "przechopinowaną". Z każdą kolejną etiudą tempo rosło, a wyraz twarzy pianistów coraz bardziej przypominał miny biegaczy na 35. kilometrze maratonu. Wśród uczestników niemalże widać oznaki agonii - Kevin Chen zalewał się potem niczym turysta na egipskich wakacjach, Eric Lu zmagał się z kontuzją palca, a Polak najchętniej zasnąłby na scenie...
Niektórzy komentatorzy twierdzą, że ten konkurs ma już w sobie coś z survivalu - "ostatni, kto jeszcze potrafi unieść palce nad klawiaturą, wygrywa". Uczestnicy nie kryją zmęczenia.
Swoją szczerością rozbawił fanów Piotr Pawlak, który po występie w trzecim etapie przyznał, że najchętniej rzuciłby się na łóżko.
Zszedłem ze sceny i w tym momencie zeszło ze mnie wszystko. Gdyby tam było łóżko, tobym się położył i zasnął- powiedział przemęczony.
Słowa pianisty momentalnie stały się mottem tegorocznej edycji - bo wygląda na to, że łóżko w Filharmonii Narodowej byłoby teraz cenniejsze niż sam fortepian.
Jury Koncertu Chopinowskiego dogorywa?
Zmęczenie nie omija nawet tych, którzy siedzą po drugiej stronie sceny. Przewodniczący jury, Garrick Ohlsson, postanowił tym razem… opuścić ogłoszenie wyników i udać się do hotelu. Oficjalnie z powodu zmęczenia, nieoficjalnie - pewnie dlatego, że też ma już dosyć walców, mazurków i polonezów.
Nic dziwnego - od początku października każdy dzień to fortepianowy rollercoaster, a koncentracja jurorów jest pewnie na wyczerpaniu szybciej niż bateria w Iphonie podczas mroźnego dnia.
Kto przetrwa trzy etapy, powinien dostać nie tylko statuetkę, lecz także roczny zapas kofeiny. Przed finalistami ostatnia prosta, a właściwie - ostatni nokturn, scherzo i koncert. Na tym etapie nie liczy się już tylko technika, lecz także to, czy komuś jeszcze zostały siły, by unieść powieki i palce.
Publiczność trzyma kciuki, jurorzy walczą z grawitacją, a fortepian, po cichu, marzy o dniu wolnym.
Jedno jest pewne - XIX Konkurs Chopinowski przejdzie do historii nie tylko jako święto muzyki, lecz także jako najbardziej wymagający test wytrzymałości w świecie kultury.
Czytaj też: Afera wokół Koncertu Chopinowskiego! Publiczność kaszlała w rytm Chopina?
Autorka/Autor: Monika Olszewska
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images