Uciekli pod naczepą ciężarówki z komunistycznej Polski! Historia braci Zielińskich inspiruje do dziś

Projekt bez nazwy (21)
Natalia Grosiak zaczarowała publiczność podczas Film Song Festival w Bydgoszczy
Źródło zdj. gł.: Getty Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jesienią 1985 r., gdy Polska wciąż była szczelnie zamknięta żelazną kurtyną, dwóch chłopców z małej wsi pod Tarnowem postanowiło zrobić coś, na co nie odważyli się dorośli. Adam i Krzysztof Zielińscy - zwyczajni bracia z wielodzietnej rodziny - ruszyli w drogę ku wolności, nie mając mapy, planu B ani świadomości, że ich ucieczka przejdzie do historii jako jedna z najbardziej brawurowych w czasach PRL.
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Kim byli Adam i Krzysztof Zielińscy?
  • W jaki sposób bracia przedostali się do Szwecji pod naczepą tira?
  • Co stało się z braćmi Zielińskimi po otrzymaniu azylu?
  • Jak potoczyły się ich losy po upadku komunizmu w Polsce?

Bracia Zielińscy uciekli z komunistycznej Polski

Żyraków w połowie lat 80. żył rytmem pracy w polu, produkcji pustaków i codziennej walki z niedoborami. W takim świecie dorastali bracia Zielińscy. Adam - najstarszy z ośmiorga rodzeństwa - miał 15 lat i chodził do liceum. Krzysztof był o trzy lata młodszy, uczył się w siódmej klasie podstawówki. Pomagali rodzicom, bawili się z rówieśnikami, nie sprawiali kłopotów. Nic nie zapowiadało, że staną się bohaterami jednej z najbardziej filmowych historii PRL-u.

Impuls był zaskakująco prosty. Nie ideologia, nie wielka polityka, lecz dziecięcy zakład i marzenie o "Zachodzie". Jak po latach wspominał Krzysztof Zieliński, decyzja zapadła niemal mimochodem - bez analizowania ryzyka, bez świadomości konsekwencji. Wiedzieli tylko, że po drugiej stronie granicy świat wygląda inaczej: są sklepy pełne towarów, wolność i normalność, której w Polsce brakowało.

Pewnego dnia, gdy pomagaliśmy tacie, najstarszy brat, Adam, zapytał mnie, czy ucieknę z nim na Zachód i oczywiście powiedziałem - tak! Nie było w tym przemyśleń o komunizmie, walce ze Związkiem Radzieckim, choć oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z rzeczywistości, w której żyliśmy, że ZSRR jest czymś złym dla Polski i Polaków. Myślałem, że brat mnie wrabia, ale tydzień później byliśmy za granicą
- możemy przeczytać w książce "Wielkie ucieczki Polaków".

W realiach powojennego komunizmu ucieczka była czymś więcej niż przygodą - była przestępstwem. Granice były pilnowane, a próby nielegalnego opuszczenia kraju mogły skończyć się więzieniem lub represjami wobec rodziny. Mimo to bracia postanowili spróbować.

Jak przebiegła ucieczka braci Zielińskich?

W nocy 23 października 1985 r. zostawili rodzicom list pożegnalny. Pisali, że wrócą po kilku dniach i prosili, by nie wzywać milicji, bo może im to "śmiertelnie zaszkodzić". Ruszyli z Żyrakowa do Tarnowa, potem pociągiem do Warszawy. Ich pierwszym celem było lotnisko Okęcie - marzyli o samolocie na Zachód, nie zdając sobie sprawy, że w luku bagażowym panują temperatury śmiertelne dla człowieka.

Na lotnisku szybko zrozumieli, że to ślepa uliczka. Wojsko, milicja, kontrole i dwóch nieletnich bez opieki - byli zbyt widoczni. Zamiast wracać do domu upokorzeni i przegrani, postanowili iść dalej. Adam Zieliński przypomniał sobie opowieści kolegi o Świnoujściu i promach. To tam skierowali kolejne kroki.

W porcie nie wiedzieli nawet, dokąd płynie prom. Zobaczyli jednak długą kolejkę tirów i podjęli decyzję, która mogła kosztować ich życie. Ukryli się pod naczepą ciężarówki. Kontrola była dokładna - strażnicy zaglądali pod pojazdy, świecili latarkami, sprawdzali osie. Tym razem jednak los był po ich stronie: nie było psa tropiącego, a jeśli któryś z celników ich zauważył, nie zareagował.

Przez 26 godzin leżeli w niewygodnej pozycji, głodni, zmarznięci, przesiąknięci smarem. Gdy ciężarówka zatrzymała się, a kierowca odszedł, wyszli z kryjówki. Pierwsze, co zobaczyli, to domy, samochody i zagraniczne tablice rejestracyjne. Zrozumieli, że są na Zachodzie.

Szwecja przywitała ich jak inny świat - kolorowy, bogaty, pełen światła i uśmiechniętych ludzi. Zachwyt szybko ustąpił strachowi. Bracia zostali zatrzymani przez policję i przewiezieni na komisariat. Poprosili o azyl polityczny. Początkowo Szwedzi wahali się - Polska Ludowa domagała się ich natychmiastowego powrotu.

Sprawa nabrała rozgłosu. Zaangażowała się Polonia, media, opinia publiczna. Adam Zieliński– starszy, bardziej świadomy - zdecydował się na desperacki krok, opowiadając o rzekomych prześladowaniach w Polsce. To wystarczyło, by chłopcy mogli zostać. Trafili do obozu dla uchodźców, który po realiach PRL-u wydawał się rajem: własne klucze, lodówka pełna jedzenia, kieszonkowe i przede wszystkim wolność.

W Polsce komunistyczne władze odpowiedziały represjami. Uruchomiono operację "TIR", przesłuchiwano rodzinę, przejmowano listy, rodzicom zawieszono prawa rodzicielskie. Historia dwóch nastolatków stała się symbolem kompromitacji systemu.

Bracia dorastali już w Szwecji - w różnych rodzinach zastępczych, ale w stałym kontakcie. Skończyli szkoły, zbudowali normalne życie. Po upadku komunizmu wrócili do Polski jako wolni ludzie. Po latach Krzysztof Zieliński jako doktor ekonomii zdecydował się wrócić na stałe, Adam pozostał w Szwecji.

Ich ucieczka nie była planem politycznym. Była dziecięcą odwagą, intuicją i buntem przeciw światu, który nie dawał nadziei. I właśnie dlatego do dziś porusza. Na podstawie ich historii powstał film pt. "300 mil do nieba".

Czytaj też: Sekta "Niebo" - polska wspólnota, która wstrząsnęła opinią publiczną. Jakie były jej założenia i w co wierzyli członkowie?

Autorka/Autor: Monika Olszewska
Czytaj także