- Jak Muniek Staszczyk odnosi się do picia alkoholu?
- Czy Muniek Staszczyk był alkoholikiem?
- Czy Muniek Staszczyk przestał pić?
- Dlaczego Muniek Staszczyk dostał wylewu?
Muniek Staszczyk szczerze o używkach
Choć Muniek Staszczyk od dawna uchodzi za ikonę polskiego rocka, dopiero teraz otwarcie opowiada, jak naprawdę wyglądał jego złoty okres. Wspomina, że lata 90. były momentem, gdy T.Love wskoczył do pierwszej ligi, a on sam poczuł, że życie rockmana rządzi się innymi prawami. W jego własnych słowach były to czasy pełne "sex, drugs and rock’n’roll".
Artysta przyznaje, że pozwalał sobie na bardzo wiele. "Wprowadzałem do swojego organizmu duże ilości alkoholu" - mówił w rozmowie z Michałem Misiorkiem, dodając, że używki były wtedy czymś powszechnym, oczywistym i… mało strasznym. Chociaż przyznaje, że bywał "mocno wkręcony", utrzymuje, że nie sięgał po najgroźniejsze substancje.
Nigdy nie paliłem cracku, nie brałem heroiny, niczego nie wstrzykiwałem sobie do żył. Trawa i amfetamina mi wystarczały. W latach 90. tylko przez chwilę korzystałem z usług dilera. Panowała wtedy inna "kultura". Narkotyki dostawało się głównie od sprawdzonych znajomych, więc praktycznie nie istniało żadne ryzyko. Marihuana była uprawiana naturalnie, a amfa w Polsce należała do najczystszych w Europie. Nie to, co dziś, gdy królują niebezpieczne wynalazki- wyznał szczerze.
Prawdziwy przełom nastąpił w Częstochowie, w domu rodzinnego. Muniek Staszczyk opisuje moment, gdy sypał kreski na pralce, a nagle dopadła go brutalna świadomość:
"K*a! Co ty człowieku odpierdalasz?"
Ten impuls, jak podkreślił, "raz na zawsze wyleczył go z narkotyków". Jednak alkohol okazał się znacznie trudniejszym przeciwnikiem.
Mimo szalonego stylu życia muzyk wspomina jednak, że długo czuł się nietykalny.
Wprowadzałem do swojego organizmu duże ilości alkoholu, od czasu do czasu puściłem sobie dymka, brałem też narkotyki, głównie kokainę i amfetaminę. Zawsze upijałem się na wesoło. Byłem duszą towarzystwa i wydawało mi się, że jestem nieśmiertelny. W ogóle się nie badałem, omijałem lekarzy szerokim łukiem. Gdy 20 lat temu stwierdzono u mnie nadciśnienie, przez chwilę brałem leki, ale potem je olałem- tłumaczył w wywiadzie dla Onetu.
To poczucie bezkarności miało później doprowadzić go do najpoważniejszego kryzysu w życiu.
Alkohol doprowadził Muńka Staszczyka do wylewu
W przeciwieństwie do narkotyków, alkohol w życiu Muńka Staszczyka nie odszedł tak szybko. "Myślę, że zdarzało mi się być pijanym średnio raz na trzy dni" - wspominał. Choć twierdzi, że najczęściej sięgał po piwo i wino, dziś wie, że to również potrafi zniszczyć życie.
Hollywoodzka wizja rockmana odbiła się na jego relacjach rodzinnych.
Gdy Janek i Marysia byli mali, właściwie wszystkie obowiązki spoczywały na Marcie. Oczywiście, kochałem i nadal kocham naszego syna i naszą córkę, ale koncertowałem, imprezowałem i prawie nie było mnie w domu. Dopiero teraz, obserwując swoją wnuczkę, widzę, jak dużo roboty jest przy małym dziecku. Dobrze, że moja córka nie wybrała sobie męża na wzór ojca. Ja późno wydoroślałem. Właściwie dopiero w okolicach sześćdziesiątki- wyznał artysta.
Kulminacja przyszła w pandemii. "Z jednego piwa zrobiły się dwa, czasem trzy" - wspomniał. Potem wydarzył się najgorszy możliwy scenariusz: udar. Muzyk nie ma wątpliwości, co było jedną z przyczyn:
"Oczywiście, że alkohol przyczynił się do mojego udaru".
Jak opowiada, po roku abstynencji uznał, że może znowu spróbować. Organizm nie był na to gotowy.
Przez rok nie piłem. Uznałem, że skoro tyle wytrzymałem, to w końcu mogę się napić. Rozpędziłem się tak, że skończyło się to wylewem. W sumie nic w tym dziwnego. Mój organizm odzwyczaił się od alkoholu i doznał szoku, gdy po długiej przerwie znowu mu go dostarczyłem.- powiedział Muniek Staszczyk.
Po udarze wrócił do życia powoli, z ogromnym strachem, czy pamięta jeszcze własne teksty. Wciąż odczuwa skutki — wolniejsze reakcje, problemy z orientacją w hotelach, trudności z filmowymi fabułami. Mimo to wrócił na scenę, ale z całkiem innymi zasadami.
Muzyk opisuje swoją współczesną rutynę przed koncertami:
"Obiad, drzemka, książka, koncert i od razu do hotelu. Menedżerowie mnie pilnują".
Dziś pije sporadycznie, czasem jedno-dwa piwa. Na imprezach trzyma colę, by nikt nie namawiał go do alkoholu. Jednak nie ukrywa, że celem jest pełna abstynencja:
Mam taki patent, że na imprezach trzymam w ręce szklankę z colą. Wszyscy myślą, że to drink, a ja jestem cały wieczór trzeźwy. Natomiast przed koncertami i po koncertach w ogóle nie piję. [...] To dla mnie duża zmiana, bo przez pół kariery grałem koncerty na bani. Czasem zdarzało mi się to jakoś ukryć, a czasem byłem tak pijany, że śpiewałem beznadziejnie. Na szczęście, to już za mną. Chciałbym całkowicie zrezygnować z alkoholu. Jeszcze dużo pracy przede mną, ale mam nadzieję, że w końcu mi się to uda.- podsumował.
Autorka/Autor: Monika Olszewska
Źródło zdjęcia głównego: mwmedia