George Michael kochał go jeszcze długo po jego śmierci
Na scenie był ikoną popu, bożyszczem tłumów i symbolem seksapilu. George Michael z łatwością podbijał listy przebojów, a jego głos – zmysłowy, głęboki, rozpoznawalny natychmiast – wydawał się nieść wszystko, czego publiczność pragnęła. Ale za kulisami jego serce biło tylko dla jednej osoby. I biło długo po tym, jak tej osoby zabrakło.
Był styczeń 1991 roku, kiedy 34-letni już wtedy Michael wystąpił na legendarnym Rock in Rio. Gdy wykonywał "Careless Whisper", spojrzał w tłum – i zatrzymał wzrok. Tam, po prawej stronie, stał on: Anselmo Feleppa. Trzy lata młodszy, nieznajomy, który jednym spojrzeniem wytrącił gwiazdora z równowagi.
"Był taki słodki. Tak mnie rozpraszał, że trzymałem się z dala od tego kąta, w którym stał, bo inaczej myślałem, że naprawdę się rozproszę i zapomnę słów" — mówił Michael w filmie "Freedom Uncut".
Po tym spotkaniu długo nic się nie wydarzyło. Michael sądził, że mężczyzna jest heteroseksualny. Ale los miał inne plany. Na wyspie oddalonej o 200 mil od Brazylii spotkali się ponownie — przypadek? Przeznaczenie? Michael nie miał wątpliwości.
"Znałem już to uczucie, swego rodzaju 'kliknięcie', nawet zanim się do kogoś odezwiesz" — wspominał.
"Pamiętam, jak wsiadłem do autobusu i pomyślałem: 'To naprawdę dziwne, poczułem to małe 'kliknięcie', a nigdy więcej go nie zobaczę. Dlaczego tak się stało?'” — mówił w "Gay Times".
Coming out zrobił dla niego
To właśnie z Anselmo Feleppa George Michael po raz pierwszy poczuł, że nie musi się ukrywać. To dla niego zdecydował się wyjawić prawdę najpierw przyjaciołom, później rodzinie, aż wreszcie całemu światu.
"Mieliśmy jakieś dwa lub trzy dni na wyspie... zebraliśmy się tam razem. W ciągu kilku dni ujawniłem się prawie wszystkim w tym kręgu przyjaciół, kolegów z pracy i tak dalej. To było bardzo natychmiastowe".
W końcu mógł oddychać pełną piersią. Mógł kochać. I czuł się kompletny. "Byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek w całym moim życiu. Sława, pieniądze, wszystkie te rzeczy. Wszystko inne zbladło w porównaniu" — wyznał w "Attitude".
"To szczęście by w wieku 27 lat obudzić się w łóżku z kimś, kto cię kocha, a Anselmo był absolutnie tą osobą".
Ale los nie był łaskawy. Po kilku miesiącach Anselmo Feleppa zaczął chorować. Objawy były niepokojąco znajome. George Michael wspominał, że Boże Narodzenie 1991 roku było najciemniejszym okresem jego życia. Nie tylko bał się o ukochanego. Bał się, że sam jest chory. A najgorsze było to, że nikt – nawet jego matka – nie wiedział, co przeżywa.
"Siedziałem przy wigilijnym stole, nie wiedząc, czy mój partner, o którym ludzie wokół stołu w ogóle nie wiedzieli... nie wiedząc, czy mężczyzna, w którym byłam zakochany, był śmiertelnie chory" - mówił.
Potwierdziło się najgorsze. Anselmo Feleppa był zakażony wirusem HIV
W styczniu potwierdziło się najgorsze. Feleppa był zakażony wirusem HIV. A Michael – który jeszcze nie otrząsnął się po śmierci Freddiego Mercury'ego – czuł, że świat wali mu się na głowę. "Chciałem po prostu umrzeć w środku. Byłem tak przytłoczony śpiewaniem piosenek człowieka, którego czciłem jako dziecko, a który odszedł w taki sam sposób, jakiego teraz miał doświadczyć mój partner".
Na Wembley podczas koncertu ku czci Mercury’ego modlił się za dwóch ludzi – swojego idola i swojego ukochanego. "To była najgłośniejsza modlitwa w moim życiu... Fakt, że to stało się to w ten sposób... Mój Boże, mówimy teraz o przeznaczeniu".
Anselmo Feleppa wrócił do Brazylii, gdzie – jak sądził George Michael – miał więcej spokoju i prywatności. Zmarł 26 marca 1993 r., mając zaledwie 36 lat. Michael do końca życia nie przestał się obwiniać.
"Doświadczyłem dosłownie pięciu lub sześciu miesięcy czystej radości, zanim dowiedziałem się, że jest chory. Potem był już tylko strach — czysty strach. Żałuję tylko, że nie miałem trochę więcej czasu, zanim zostało mi to odebrane" — opowiadał w "The Advocate".
Po jego śmierci wokalista nie potrafił wrócić do równowagi. Wpadł w głęboką depresję. Dwa lata nie napisał ani jednej nuty. Dopiero kiedy wrócił do muzyki, powstał krążek "Older", który nazwał swoim największym momentem.
"Myślę, że całe doświadczenie związane z utratą Anselmo, okres żałoby, który trwał około dwóch lat, podczas których nie napisałem ani jednej nuty. A potem absolutna świadomość, że następny album, który napiszę, będzie dotyczył żałoby i powrotu do zdrowia. Moim zdaniem "Older" to mój największy moment. I jak już wcześniej mówiłem, nie chcę już nigdy więcej być w ten sposób zainspirowany".
Na płycie znalazła się ballada "Jesus to a Child", która do dziś wzrusza do łez. George Michael nigdy oficjalnie nie pochwalił się, że dochody z jej sprzedaży wspierają ChildLine – organizację pomagającą dzieciom w kryzysie.
Ale ani muzyka, ani sukces "Older" nie wypełniły pustki. Kiedy w 1997 roku zmarła jego matka, piosenkarz ostatecznie się załamał. Nigdy już nie był tym samym człowiekiem.
George Michael zmarł w Boże Narodzenie 2016 roku. Odchodząc, zostawił po sobie dziedzictwo pełne muzyki, miłości i bólu. Ale przede wszystkim – prawdę. Prawdę o miłości, która przytrafia się raz w życiu. I której nie sposób zapomnieć.
Autorka/Autor: Aleksandra Głowińska
Źródło zdjęcia głównego: Getty Images