Poruszające wyznanie Weroniki Książkiewicz. "Operacja trwała 10 godzin, powinnam być na wózku"
- Kiedy zachorowała Weronika Książkiewicz?
- Jaką diagnozę usłyszała Weronika Książkiewicz?
- Jak Weronika Książkiewicz wspomina diagnozę?
Niepokojące objawy i przerażająca diagnoza
W 2009 roku kariera Weroniki Książkiewicz nabierała ogromnego tempa. Aktorka intensywnie przygotowywała się do udziału w programie "Taniec z gwiazdami", kiedy zaczęła dostrzegać pierwsze niepokojące objawy. Jedna z jej nóg stopniowo traciła siłę, a codzienne poruszanie się stawało się coraz większym wyzwaniem.
Początkowo aktorka bagatelizowała niepokojące objawy, zrzucając winę na treningi. Zlecone badanie rezonansem magnetycznym przyniosło jednak dramatyczną diagnozę. W 26-letniej wówczas gwiazdy rozwinął się ośmiocentymetrowy guz umiejscowiony na rdzeniu kręgowym.
Sytuacja wymagała natychmiastowej interwencji chirurgicznej, która niosła ze sobą ogromne ryzyko powikłań, w tym paraliżu.
"Na początku nie zdawałam sobie zresztą sprawy z powagi sytuacji. Dopiero wyraz twarzy mojej mamy, kiedy weszła na OIOM i poprosiła: Weroniczka, spróbuj ruszyć nogami, uświadomił mi skalę zagrożenia. Operacja trwała 10 godzin, wykonywało ją kilku lekarzy, a mama przez cały ten czas czekała pod salą, nie wiedząc, czy będę mogła chodzić" - wyznała w rozmowie z magazynem "Pani".
Trudny powrót do sprawności i nowa nadzieja
Kluczowy moment nadszedł tuż po wybudzeniu z narkozy. Aktorka mogła poruszyć nogami, co przyniosło wszystkim ulgę.
"Dopiero kiedy poruszyłam stopami, zeszło z niej napięcie. A ja pomyślałam, że mam niewyobrażalne szczęście. I przez chwilę starałam się to celebrować, ale wkrótce zaszłam w ciążę i cała moja uwaga skupiła się na tym" - dodała.
Mimo że operacja uratowała życie i sprawność gwiazdy, rekonwalescencja trwała lata. Po skomplikowanym zabiegu jeden z mięśni w nodze aktorki niemal całkowicie przestał pracować. Dla specjalistów fakt, że Książkiewicz w ogóle porusza się o własnych siłach, był niemal cudem. "Dla nich to było niewytłumaczalne, że chodziłam, bo powinnam od dawna być przykuta do wózka inwalidzkiego. Miałam wtedy 26 lat i zdałam sobie sprawę, że gdybym została w szkole baletowej, to nowotwór oznaczałby koniec mojej kariery. Po operacji nie mogłabym wrócić do tańca i pewnie by mnie to złamało. Więc dziś jestem wdzięczna za to, jak wszystko się potoczyło" - podsumowała.