Łukasz Simlat o "Wśród nocnej ciszy". "Coraz ciężej jest z tych trudnych doświadczeń wyjść psychicznie"
- dlaczego Łukasz Simlat przez tydzień zastanawiał się nad przyjęciem roli Wojdy,
- jak w budowaniu postaci wykorzystał wspomnienia o swoim dziadku,
- czego najbardziej obawiał się w odtwarzaniu świata polskiej wsi lat 70.,
- jak aktor tłumaczy sposób myślenia swojego bohatera,
- dlaczego uważa „Wśród nocnej ciszy” za najlepszy serial Jana Holoubka.
Łukasz Simlat nie powiedział roli od razu „tak”
Lech Wojda nie jest bohaterem, którego łatwo zostawić na planie po zakończeniu zdjęć. Łukasz Simlat przyznał, że decyzja o przyjęciu roli w "Wśród nocnej ciszy" wcale nie była dla niego oczywista. Z wiekiem mierzenie się z mrocznymi historiami staje się dla niego coraz bardziej obciążające.
Z roku na rok coraz ciężej człowiekowi otaczać się mroczną materią. Coraz ciężej jest z tych trudnych doświadczeń wyjść psychicznie. Człowiek je pamięta, bo z roku na rok, mam wrażenie, coraz bardziej staje się uwrażliwiony, empatyczny. Po przeczytaniu tego materiału chyba tydzień się zastanawiałem. Musiałem sobie odpowiedzieć, dlaczego chcę to zrobić, co ma być moją satysfakcją po zejściu z tego planupowiedział Simlat
Odpowiedź znalazł między innymi w możliwości wiarygodnego odtworzenia człowieka zanurzonego w bardzo konkretnej rzeczywistości i czasie.
Dziadek Łukasza Simlata stał się punktem wyjścia do roli
Szukając klucza do Wojdy, Simlat sięgnął do własnych wspomnień. Jednym z punktów odniesienia stał się jego dziadek. Aktor wyraźnie podkreślił jednak, że nie chodziło o podobieństwo ich osobowości czy charakterów. Wręcz przeciwnie.
Oczywiście mój dziadek był zupełnie innym człowiekiem. Był empatycznym człowiekiem. Był człowiekiem, który mnie uwrażliwił na mnóstwo rzeczy, na które człowiek młody powinien zostać uwrażliwiony. Kochał przyrodę, wieś
W pamięci Simlata pozostał jednak pewien charakterystyczny sposób bycia człowieka pochodzącego z tego świata.
– Pochodził z tej wsi i miał pewien rodzaj charakterystyczności, który ja znałem. Miałem go zapisany gdzieś w swoim wewnętrznym procesorze, w pamięci mięśni. Wiedziałem, że to będzie pierwsza wyjściowa do tej pracy – tłumaczył aktor.
Doświadczenie zapisane w pamięci miało pomóc mu stworzyć postać, która będzie wiarygodną częścią przedstawionego świata, a nie jego współczesnym wyobrażeniem.
Łukasz Simlat obawiał się "cepeliady"
To właśnie wiarygodność stała się jednym z największych wyzwań przy pracy nad serialem. Simlatowi zależało, żeby widz, patrząc na bohaterów, nie zobaczył jedynie współczesnych, znanych aktorów ubranych w kostiumy z epoki.
Trzeba było złapać bardzo cienką i śliską granicę aktorską, żeby nie stworzyć pewnego rodzaju cepeliady. To był mój strach: żeby nie stworzyć aktorów, których widzowie znają, teraz przebranych i próbujących nam wmawiać, że to jest wieśmówił
Po zakończeniu pracy nad serialem aktor jest przekonany, że udało się tej pułapki uniknąć.
– Mam wrażenie, że udało się stworzyć coś niewiarygodnie niepowtarzalnego jako obraz tamtego momentu, kondycji pewnych części naszego kraju – ocenił.
Wojda ma władzę. Simlat próbował zrozumieć jego sposób myślenia
Budując Wojdę, Simlat starał się spojrzeć nie tylko na samego bohatera, ale również na rzeczywistość, która go ukształtowała. Mówił o doświadczeniach wojennych i powojennych, ograniczonym dostępie do edukacji, zamkniętej społeczności oraz ogromnym znaczeniu hierarchii i wiary.
Wojda zajmuje w tym świecie szczególne miejsce. Ma traktor, telefon i pieniądze. Pomaga pozostałym mieszkańcom przy pracach rolnych, jest ławnikiem i felczerem, ma kontakty i możliwości, które stawiają go wyżej w lokalnej hierarchii.
Zdaniem Simlata taka pozycja w połączeniu z określonymi cechami charakteru daje bohaterowi ogromne możliwości wpływania na otoczenie.
– Jeżeli gram człowieka, który posiada traktor, jako jedyny posiada pieniądz, posiada telefon we wsi, jest wyżej w hierarchii (...), jest ławnikiem, jest felczerem, ma znajomości, ma kontakty, to dla takiego człowieka, jeżeli jest wyrachowany, socjopatyczny, psychopatyczny, tworzy to niebywały grunt do popisu – tłumaczył.
Jednym z najtrudniejszych zadań było znalezienie odpowiedzi na pytanie, co dzieje się wewnątrz człowieka zdolnego do określonych czynów i w jaki sposób może on je przed samym sobą usprawiedliwiać.
Simlat znalazł klucz do postaci w mechanizmie uwierzenia we własne kłamstwo.
– Trzeba znaleźć odpowiedź w samym sobie, uwierzenia we własne prywatne kłamstwo. Jeżeli ten zbiór empatyczny jest tak mały, że potrafimy stworzyć wyporność od razu w samym sobie na czyn, którego dokonaliśmy, to ja już nie mam więcej pytań, bo to w tym człowieku siedzi – mówił. – Zastanawiam się, jaka jest historia takich ludzi, skąd to się bierze. Skąd bierze się taki rodzaj zacietrzewienia, że mały drobiazg prowadzi do tak ogromnych konsekwencji.
Jak podkreślił, były to pytania, na które musiał sobie odpowiedzieć jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, żeby stworzyć Wojdę w sposób wiarygodny, a nie przerysowany.