Aktywistki ukradły jagnięta z posiadłości króla Karola III. Teraz usłyszały wyrok przed sądem

Król Karol III
Jak zmieniał się książę William?
Źródło zdj. gł.: PA Images
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Trzy aktywistki stanęły przed sądem po tym, jak w 2023 roku z królewskiej posiadłości Sandringham zabrały trzy jagnięta. Nie ukrywały, że zrobiły to celowo - chciały w ten sposób zaprotestować przeciwko wykorzystywaniu zwierząt. Po kilku latach od nietypowej akcji zapadł wyrok w głośnej sprawie. Czy kobiety trafią do więzienia?
Z ARTYKUŁU DOWIESZ SIĘ:
  • Kim są aktywistki, które wtargnęły do posiadłości Karola III?
  • Kiedy aktywistki zabrały jagnięta należące do posiadłości Karola III?
  • Dlaczego aktywistki zdecydowały się na akcję?
  • Jak tłumaczyły swoje zachowanie przed sądem?
  • Jaki wyrok usłyszały po zakończeniu procesu?

Aktywistki zabrały jagnięta z królewskiej posiadłości. Twierdziły, że chciały je uratować

Do zdarzenia doszło 24 maja 2023 roku na farmie Appleton w Norfolk, znajdującej się na terenie posiadłości Sandringham należącej do króla Karola III. Rosa Sharkey, Sarah Foy i Rose Patterson przedostały się przez niskie ogrodzenie elektryczne na teren, na którym znajdowało się stado owiec. Jak zeznała później Sharkey, kobiety spędziły wcześniej kilka godzin w pobliżu zwierząt, starając się przyzwyczaić je do swojej obecności. Ostatecznie każda z aktywistek zabrała jedno jagnię, a zwierzęta zostały przewiezione samochodem do azylu. Akcja była częścią działalności grupy Animal Rising, która sprzeciwia się wykorzystywaniu zwierząt w przemyśle spożywczym.

Aktywistki przekonywały, że ich celem nie była kradzież dla własnej korzyści, lecz ratowanie zwierząt. Twierdziły, że jagnięta w przeciwnym razie trafiłyby na rzeź, dlatego nie zamierzały ich zwracać. Po zabraniu zwierząt kobiety pojechały nawet do Windsor, gdzie próbowały poinformować policję o swoim działaniu. W przygotowanym oświadczeniu utrzymywały, że wierzą, iż Karol III "zgodziłby się na uratowanie jagniąt". Rosa Sharkey argumentowała w sądzie, że monarcha deklaruje przywiązanie do ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt, a jego wpływy mogłyby pomóc w zmianie podejścia do hodowli.

Król mówi, że jest ekologiem i miłośnikiem zwierząt. Rzeczywistość hodowli owiec jest dość dobrze ukryta - to, z czym zwierzęta mierzą się w rzeźni, oraz wpływ hodowli na środowisko nie są rzeczami, z którymi by się zgodził
- tłumaczyła.
Sarah Foy, Rosa Sharkey i Rose Patterson
Sarah Foy, Rosa Sharkey i Rose Patterson
Źródło zdjęcia: Getty Images

Ponad trzy lata później zapadł wyrok. Aktywistki zostały uznane za winne

Sprawa znalazła finał dopiero we wrześniu 2026 roku. Rosa Sharkey, Sarah Foy i Rose Patterson stanęły przed sądem koronnym w Norwich, gdzie wszystkie trzy zostały uznane za winne kradzieży trzech jagniąt z Sandringham. Ława przysięgłych obradowała przez trzy godziny i 48 minut, zanim wydała werdykt.

Obrona przekonywała, że kobiety nie działały nieuczciwie, ponieważ szczerze wierzyły, że król zgodziłby się na uratowanie zwierząt. Prokuratura odrzucała tę argumentację, wskazując, że zabranie zwierząt należących do kogoś innego było kradzieżą, a cała akcja miała również zwrócić uwagę opinii publicznej na postulaty aktywistek.

Sędzia Anthony Bate zdecydował, że każda z kobiet ma zostać objęta 12-miesięcznym nakazem wykonywania prac społecznych i przepracować 150 godzin nieodpłatnie. Dodatkowo aktywistki zostały zobowiązane do zapłacenia po 250 funtów na poczet kosztów postępowania. Sędzia zaznaczył przy tym, że sprawa dotyczy "delikatnych i ważnych kwestii będących przedmiotem zainteresowania opinii publicznej". Kobiety po ogłoszeniu wyroku opuszczały sąd w towarzystwie swoich zwolenników.

CZYTAJ TEŻ: Sussexowie ponownie w centrum uwagi. Jednego William może nie być w stanie powstrzymać

Autorka/Autor: Aleksandra Piwowarczyk