Przełomowa przemiana Macieja Peli. Co naprawdę wydarzyło się na planie programu "Nasi w mundurach"?

Maciej Pela
Maciej Pela o wychowywaniu córek i łączeniu tacierzyństwa z pracą. "Nie chce iść pod wiatr"
Źródło wideo: tvn.pl
Źródło zdj. gł.: MWMEDIA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Udział Macieja Peli w programie "Nasi w mundurach" zyskał ogromne zainteresowanie ze strony widzów i mediów. Znany tancerz postanowił uchylić rąbka tajemnicy na temat kulisów wojskowego reality show. Maciej Pela bez owijania w bawełnę opowiedział o zrzucaniu ekranowej maski, niezwykłym męskim wsparciu na planie oraz trudnym procesie przepracowywania rozłąki z córkami w obliczu braku dostępu do telefonu.
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Co Maciej Pela powiedział o swoim udziale w programie "Nasi w mundurach"?
  • Jak Maciej Pela znosił brak telefonu i brak kontaktu z dziećmi na planie show?
  • Jakie relacje i przyjaźnie nawiązał Maciej Pela z uczestnikami programu "Nasi w mundurach"?
  • Co Maciej Pela powiedział na temat Roberta Karasia, Dominika Kubusa?
  • Jak udział w reality show wpłynął na podejście Macieja Peli do rodzicielstwa i opieki naprzemiennej?
  • Co Maciej Pela myśli o montażu w programach telewizyjnych i udawaniu przed kamerami?

Maciej Pela szczerze o programie "Nasi w mundurach"

Maciej Pela w rozmowie z Agatą Reszko-Boguszewską w podcaście "Call me mommy" w rozmowie z Agatą Reszko zdradził, że początkowa obecność kamer i świadomość, że każdy ruch będzie oceniany przez milionową widownię, nakłada na uczestników potężny ciężar psychiczny. Maciej Pela przyznał jednak, że w pewnym momencie wyłączył myślenie o widzach i postanowił pokazać swoją prawdziwą twarz, odrzucając jakąkolwiek pozę. Zwrócił uwagę, że popularne narzekania gwiazd na niekorzystny montaż po emisji są bezpodstawne, ponieważ nikt nie zmontuje słów, które wcześniej nie padły.

Był taki moment w programie, w którym wyłączyłem myślenie o tym, że że to ktoś będzie oglądać. A to dlatego, że stwierdziłem niech się dzieje, niech się dzieje. Bo tak jak często osoby, które biorą udział w programach reality show, niezależnie czy tłem jest wyspa, czy miłość, czy wojsko, czy cokolwiek innego, po emisji programu krzyczą, że zrobili montaż taki, że wyszli tak czy owak. Ale jeżeli ktoś czegoś nie powie w programie, to nikt tego nie zmontuje, nie zlewając dwóch wypowiedzi. Jeżeli coś się powiedziało, to to może paść. Ja postanowiłem sobie, że ja bym chciał, żeby ludzie mnie kupili takiego, jakim jestem, bądź też nie kupili. Za dużo udawałem w swoim życiu niegdyś, żeby teraz dalej ładować się za jakąś maskę. W pewnym momencie przestałem myśleć o tym i okej i było flow, było ciekawie. Myślę, że jeżeli ktoś prześledzi program i porówna sobie pierwszy odcinek z dalszymi odcinkami, to może pewne rzeczy zauważyć w różnych przemianach. To było bardzo ciekawe doświadczenie
- opisał.

Na planie programu zrodziło się wyjątkowe, męskie wsparcie pozbawione niezdrowej rywalizacji. Pela przełamał stereotypy na temat relacji między mężczyznami, wskazując, że twardzi faceci potrafią otwarcie rozmawiać o emocjach czy walce z depresją. Szczerze wspominał swoje relacje z kucharzem Pawłem Sobierajskim, Henrykiem, a także Robertem Karasiem oraz Dominikiem Kubusem.

Natomiast nawiązałem bardzo silną nić porozumienia z Pawłem Sobierajskim. O wielu rzeczach myśli podobnie do mnie, właśnie w kontekście pomagania czy gotowania. Jest zawodowym kucharzem, więc wiele od niego czerpałem. Lubiłem słuchać jego kucharskich anegdot. Opowiadał mi, jak jego praca wygląda od kuchni. Jest szefem kuchni w bardzo prestiżowym miejscu. Praktycznie z każdym uczestnikiem nawiązałem bliższą relację. (...) Ciekawym doświadczeniem było również obserwowanie Roberta Karasia w jego naturalnym, sportowym środowisku. To fizyczny kozak. Niesamowite było też doświadczenie jego obecności, kiedy motywował cały zespół do jeszcze większego wysiłku. Poznałem również Dominika Kubusa, którego serdecznie pozdrawiam. Wcześniej znałem go wyłącznie z przekazów medialnych. Zaczęliśmy rozmawiać o depresji i to, co zobaczyłem, kiedy odsłonił przede mną swoje wnętrze, zupełnie różniło się od jego medialnego wizerunku. To wielki, silny facet - łysy, o groźnym spojrzeniu. Myślałem, że będzie typowym twardzielem. I oczywiście nim jest. Pogadaliśmy sobie o paru rzeczach. Jest twardzielem, ale można być jednocześnie twardym facetem i mieć niezwykle wrażliwe wnętrze. On doskonale to pokazuje, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Myślę, że warto obejrzeć ten program właśnie po to, żeby zobaczyć, że wielki, silny facet, który jednym ciosem naprawdę mógłby znokautować niejedną osobę, bo ma potężny cios, potrafi z drugiej strony otwarcie opowiedzieć o depresji
- wyznał w podcaście.
"Nasi w mundurach 4". Maciej Pela
"Nasi w mundurach 4". Maciej Pela

Jak rozłąka bez telefonu zmieniła podejście Macieja Peli do córek?

Największym sprawdzianem dla Macieja Peli nie były jednak mordercze ćwiczenia fizyczne, lecz całkowite odcięcie od kontaktu z bliskimi. Brak telefonu i możliwości szybkiego zadzwonienia do córek zmuszał go do szukania otuchy w drobnych rzeczach - ze sobą miał ich rysunki, a na ciele wytatuowane podpisy i kreski dzieci, na które spoglądał w najtrudniejszych chwilach walki z samym sobą.

Nie miałem telefonu i nie mogłem w każdej chwili zadzwonić ani ich zobaczyć. Miałem ze sobą zdjęcia oraz rysunki dziewczyn. Wytatuowałem sobie ich rysunki na ręce, bo czasami po prostu na nie spoglądam i widzę, że to ich kreska, ich podpisy. To jest tatuaż zrobiony wyłącznie dla mnie. W trudnych momentach patrzę na niego i uśmiecham się, bo wiem, że one są. Nauczyłem się też odpuszczać. Nie jestem osobą, która zawłaszcza rodzicielstwo. (...) Nie jestem osobą, która chce mieć dzieci wyłącznie przy sobie. Chcę, żeby spędzały czas również z mamą i żebyśmy dzielili się nim po równo. Czasami trudno mi się jednak pogodzić z tym, że ich ze mną nie ma, bo przez pięć lat miałem je przy sobie niemal cały czas. W ciągu tych pięciu lat były dosłownie tylko cztery czy sześć dni, kiedy ich nie widziałem. To wszystko. Byłem więc bardzo przyzwyczajony do ich ciągłej obecności i trudno mi się odzwyczaić od tego, że nie ma ich przy mnie przez cały czas. Łączy się to trochę z tym pustym domem. Ten wyjazd pomógł mi jednak zaakceptować, że one świetnie spędzają czas z mamą. Moją rolą jest również dać im przestrzeń, żeby mogły się z nią dobrze bawić, i im w tym nie przeszkadzać. Ja też mogę zatęsknić, ale warto dać drugiemu rodzicowi przestrzeń, żeby mógł się realizować. (...) Ten wyjazd nauczył mnie więc większego luzu i świadomości, że dzieci przeżywają właśnie wspaniałe przygody. Wtedy akurat były na wakacjach ze swoją mamą. Pomyślałem sobie: "Kurczę, świetnie spędzają czas, a kiedy wrócą, będą miały czas ze mną". Wszystko jest kwestią akceptacji i to bardzo mi pomogło. Brak telefonu i możliwości, by w każdej chwili zadzwonić i zobaczyć je choć przez moment, pomógł mi trochę odciąć pępowinę i odpuścić. To jest potrzebne, bo one również są autonomicznymi jednostkami, które potrzebują zarówno taty, jak i mamy. Funkcjonując w takim modelu rodzicielstwa, trzeba pewne rzeczy odpuścić i w czasie, kiedy dzieci są z drugim rodzicem, zająć się własnym życiem.
- opisał Maciej Pela.

Przymusowy rozbrat z mediami społecznościowymi i codziennością stał się dla Macieja Peli głęboką lekcją akceptacji trudów opieki nad dziećmi i pogodzenia się z faktem, że córki spędzają osobny, wartościowy czas ze swoją mamą.

Maciej Pela
Maciej Pela
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Czytaj też: Czy wszyscy wykonali zadanie i skoczyli z wieży? Nieoczekiwany zwrot akcji w 3. odcinku "Nasi w mundurach"

Autorka/Autor: MO