Kamil Sipowicz nie zdążył pożegnać się z Korą. "Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna"

Olga "Kora" Jackowska i Kamil Sipowicz
"66 niezapomnianych skandalistów": Kora
Źródło zdj. gł.: MWMEDIA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Kamil Sipowicz wrócił do najtrudniejszego okresu w swoim życiu - choroby i śmierci Kory. Wspomina moment diagnozy nowotworu czwartego stopnia, wieloletnią walkę o leczenie, dramatyczne decyzje podejmowane wbrew jej woli oraz ból, który do dziś w nim pozostał. Najmocniejsze słowa padły jednak wtedy, gdy mówił o tym, że nie zdążył pożegnać się z żoną.
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Co na temat choroby Kory powiedział Kamil Sipowicz?
  • Na co chorowała Kora?
  • Kiedy zmarła Kora?
  • Jak wyglądały ostatnie chwile Kory?

Kamil Sipowicz szczerze o dramatycznej diagnozie Kory

Choć informacja o raku czwartego stopnia brzmiała jak wyrok, Kamil Sipowicz przyznaje, że początkowo poczuł… ulgę. Przez kilka lat Kora cierpiała z powodu potwornego bólu żołądka i nie mogła doczekać się właściwej diagnozy. Odwiedzała kolejnych lekarzy i szpitale, bez odpowiedzi na pytanie, co naprawdę jej dolega.

"Paradoksalnie odetchnęliśmy, bo wreszcie wiedzieliśmy, na co choruje" - przyznał.

Potem zaczęło się pięć lat nieustannej walki. Trzy operacje, chemioterapia, naświetlania, hospitalizacje w różnych częściach Polski. Sipowicz nie ukrywał rozgoryczenia wobec systemu ochrony zdrowia, mówiąc wprost, że momentami miał wrażenie, jakby "wymyślił go jakiś wariat". Jednocześnie podkreślał, że mimo wszystkich trudności lekarze uratowali Korze kilka dodatkowych lat życia.

To był początek pięciu najgorszych i najtrudniejszych lat w naszym życiu. Codziennie walczyliśmy o zdrowie i życie Kory. Trzy operacje, chemie, naświetlania. Kora leżała chyba w pięciu szpitalach w całej Polsce. Mimo że byliśmy w pewien sposób uprzywilejowani, i tak przeżywaliśmy horror. [...] Pamiętam, jak jej syn, zaraz po usłyszeniu diagnozy, powiedział, że Kora niebawem umrze. Ja jednak byłem absolutnie przekonany, że nie nastąpi to tak szybko. Miałem rację. Kora żyła jeszcze przez pięć lat
- wyznał w rozmowie z Michałem Misiorkiem.

Szczególnie poruszający był fragment o sytuacjach, w których ratował ją wbrew jej woli. Gdy realnie groziło jej niebezpieczeństwo, zabraniała mu wzywać pogotowie. On jednak nie słuchał.

Gdy jakaś sytuacja naprawdę zagrażała jej życiu, zabraniała mi dzwonić na pogotowie. Nie słuchałem jej w takich momentach. Wyzywała mnie od ch**ów, groziła mi rozwodem, ale nic sobie z tego nie robiłem. Kilka razy okazało się, że gdyby trafiła do szpitala godzinę później, nie udałoby się jej uratować
- wspomniał

Do końca wierzył, że wydarzy się cud. Nawet wtedy, gdy Kora trafiła na wózek, a później mogła już tylko leżeć. Dziś przyznaje, że być może wierzył "trochę za długo", ale nie potrafił przestać.

Olga "Kora" Jackowska i Kamil Sipowicz
Olga "Kora" Jackowska i Kamil Sipowicz
Źródło zdjęcia: MWMEDIA

Kamil Sipowicz opisał ostatnie dni żony

Najbardziej bolesne słowa padły, gdy Kamil Sipowicz wrócił pamięcią do ostatnich dni żony. Przyznał, że pod koniec choroby Kora była wobec niego agresywna. By nie wywoływać w niej dodatkowych emocji, usuwał się w cień. Organizował opiekę, czuwał nad wszystkim, ale fizycznie często nie był obok niej.

Ostatnią rozmowę pamięta dokładnie. Kora opowiadała mu o swoich dawnych relacjach z mężczyznami. Nic go to nie zaskakiwało, ale dziś tamten moment ma dla niego symboliczne znaczenie. Chwilę później jej stan się pogorszył. Tydzień przed śmiercią przyszła jeszcze niespodziewana poprawa - była szczęśliwa, jakby zawstydzona tym, że czuje się dobrze. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Mam jednak do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą. Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna. Prosiłem naszych przyjaciół, by byli przy niej. Ja starałem się schodzić z jej pola widzenia, żeby jej nie denerwować. Wszystkim zarządzałem, wszystko organizowałem, ale nie byłem obok niej. Żałuję, że się nie pożegnaliśmy
- wyznał w wywiadzie dla Onetu.

Kamil Sipowicz mówił także o żałobie przeżywanej publicznie. Nie miał przestrzeni na samotność - wszędzie słyszał jej piosenki, widział zdjęcia, czytał wspomnienia. Drażliwość i ból sprawiły, że uciekł w podróż po Europie. Dziś twierdzi, że była to dla niego wyprawa o metafizycznym charakterze. Zdradził również, co stało się z prochami Kory.

Krematorium przekazało nam pięć urn. Jedna z nich trafiła na Powązki, reszta - do rodziny i bliskich Kory. Jedna z przyjaciółek wsypała prochy Kory do Atlantyku. Ja z kolei wrzuciłem je do Jeziora Wulpińskiego, wskoczyłem w nie i wśród nich pływałem. Część rozsypana została na Roztoczu - tam, gdzie jest rzeźba Althamera i jak gdyby drugi grób Kory
- zdradził.

Mimo upływu lat podkreśla jedno: nadal kocha Korę. Jednocześnie nie ukrywa, że ma do niej żal o pewne sprawy, o których dowiedział się dopiero po czasie. Jak mówi - czasem wciąż się z nią o to "kłóci".

To opowieść o miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią, ale też o poczuciu winy, które potrafi zostać na zawsze. Kora odeszła 28 lipca 2018 roku.

Kora i Kamil Sipowicz
Kora i Kamil Sipowicz
Źródło zdjęcia: MW MEDIA

Czytaj też: Nie żyje Eric Dane. Gwiazdor "Chirurgów" miał 53 lata. Przez lata walczył z chorobą

Autorka/Autor: Monika Olszewska