Garou zrobił światową karierę, a potem wybrał życie w lesie. "Bardziej chciałam zejść na dół niż iść w górę"

Garou
Patrycja Markowska wspomina, jak zaczynała karierę wokalistki
Źródło wideo: tvn.pl
Źródło zdj. gł.: Corbis Entertainment
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Garou przez lata należał do grona najpopularniejszych wokalistów na świecie, a jego przeboje trafiały na listy przebojów w wielu krajach. Po okresie ogromnej kariery scenicznej artysta wycofał się jednak z życia w show-biznesie i dziś prowadzi zupełnie inną codzienność z dala od wielkich scen i medialnego zgiełku.

Garou zrobił światową karierę. Zrezygnował z życia w blasku fleszy

Garou 26 czerwca 2026 roku skończył 54 lata. Choć przez dekady należał do grona najpopularniejszych wokalistów na świecie, od dawna stroni od życia w świetle reflektorów. Dziś zamiast czerwonych dywanów wybiera ciszę, las i własny dom z dala od miasta. Nadal tworzy muzykę, ale jego codzienność wygląda zupełnie inaczej niż w czasach największej sławy.

Międzynarodową rozpoznawalność przyniosła mu rola Quasimoda w musicalu Notre-Dame de Paris. Występ okazał się punktem zwrotnym w jego karierze i otworzył drzwi do świata wielkiej muzyki. Niedługo później rozpoczął działalność solową, a utwory takie jak "Seul", "Gitan" czy nagrany z Céline Dion przebój "Sous Le Vent" uczyniły z niego jedną z największych gwiazd początku XXI wieku.

Garou
Garou
Źródło zdjęcia: Corbis Entertainment

Sam wielokrotnie podkreślał jednak, że sukces zawdzięczał przede wszystkim zbiegom okoliczności.

Właściwie wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam szczęśliwym przypadkom. Najpierw ktoś zobaczył mnie, gdy śpiewałem z gitarą na ulicy i polecił producentom musicalu "Notre Dame de Paris", potem zwróciła na mnie uwagę Celine, później ludzie zainteresowali się, kim jest ten facet śpiewający w duecie z jedną z największych piosenkarek naszych czasów, poszli do sklepu po moją płytę... I tak, niemal z dnia na dzień, przestałem być ulicznym bardem, a stałem się w miarę popularnym piosenkarzem. Jednym słowem: jestem dzieckiem szczęścia
- mówił.

Choć współpraca z Céline Dion okazała się przełomowa, Garou z czasem świadomie wycofał się z tego świata. Jak przyznał, nie chciał nieustannie wspinać się po szczeblach kariery i funkcjonować w niekończącym się medialnym wyścigu.

Byliśmy bardzo blisko z Céline, nie sądzę, żeby zrozumiała, kiedy zerwałem z nią więzi. Chciała zabrać mnie bardzo wysoko, a potem, w pewnym momencie, to prawie ja przeciąłem sznur, by pozwolić sobie unosić się w powietrzu. Bardziej chciałam zejść na dół niż iść w górę. Nie chciałem być wszędzie na ziemi
– wyznał.

Tak dziś żyje Garou. Mieszka w lesie i prowadzi własną firmę

Dziś artysta mieszka na własnej leśnej posiadłości w Kanadzie. W otoczeniu natury odnalazł spokój, którego brakowało mu podczas intensywnych tras koncertowych. Sam produkuje syrop klonowy, odnawia stare budynki i zajmuje się pracą z drewnem.

Wiem, że to banał, ale daje mi to radość. Poza tym ścinam drzewa. Odnowiłem też starą stodołę, która była bliska zawaleniu. Teraz to moja pracownia
– opowiadał.

Nie oznacza to jednak końca muzycznej kariery. W odrestaurowanej stodole urządził studio nagraniowe, gdzie komponuje nowe utwory. Rozwija również własną firmę zajmującą się odzyskiwaniem starego drewna.

Mam firmę, która odzyskuje stare drewno, jest wiele rzeczy, którymi się pasjonuję. […] Zawsze byłem w nastroju do imprezowania. Teraz świętuję w domu, w mojej stodole, gdzie wyciągamy karty i gramy w pokera, albo wyciągamy gitary i gramy dobrą muzykę. Niczego więcej w tej chwili mi nie trzeba 
– mówił w rozmowie z RTL Belgique.

Garou o życiu prywatnym. Najważniejszą osobą jest jego córka

W życiu prywatnym Garou nie miał tyle szczęścia co na scenie. Po zakończeniu niemal dziesięcioletniego związku ze Stéphanie Fournier przyznał, że jest singlem.

To moja najdłuższa historia. Zaczynaliśmy żyć jak stare małżeństwo. Dziś pozwalam sobie na więcej wolności
– wyznał.

Najważniejszą osobą pozostaje dla niego córka Emelie, urodzona ze związku z modelką Ulrike.

Spotykamy się jak przyjaciele, którzy czują się, jakby opuścili się dzień wcześniej i dzielą się wszystkim, czego doświadczyli bez siebie. Nasza więź pozostaje bardzo silna. Ona jest dla mnie najważniejsza
- mówił o ich relacji.

Choć od czasów największych przebojów minęły już ponad dwie dekady, Garou wciąż koncertuje i nagrywa muzykę. Zamiast życia w blasku fleszy wybrał jednak spokój, naturę i własne tempo.

Autorka/Autor: AP