- Czy Ewa Szykulska umie przyjmować komplementy?
- Czy Ewa Szykulska akceptuje upływający czas?
- Co na temat swojego obecnego wyglądu sądzi Ewa Szykulska?
Ewa Szykulska nie potrafi przyjmować komplementów? To wyznanie padło wprost
76-letnia Ewa Szykulska otwarcie przyznaje, że mimo wielu dekad spędzonych na planach filmowych, wciąż nie nauczyła się swobodnie przyjmować komplementów ani patrzeć na siebie z wyrozumiałością. Z dystansem, a czasem wręcz z surowością, ogląda swoje dawne role, odnosząc wrażenie, jakby obserwowała kogoś zupełnie obcego. Podkreśla, że nie ma potrzeby negować swojej pracy czy jej umniejszać, choć bywa wobec niej krytyczna.
Bardzo źle znoszę. Jeśli chodzi o stare filmy, to ja je odbieram tak, jakbym patrzyła na inną, obcą osobę, która przez przypadek nazywa się tak samo jak ja. Nie muszę koniecznie pluć na to, co zrobiłam. O, znowu nadużywam tego baroku... Czasem się akceptuję, często widzę, że jest do banieczki. Ale już jest zarejestrowane. Koniec. Zważywszy, ile ja tego nakręciłam, wiele lat życia by się zebrało. To zawsze przedłuża młodość, przynajmniej psychiczną. Patrzę na mój pysk, tak często mówię o swojej twarzy, i nie wstydzę się rozpadu tegoż pyska- wyznała w rozmowie z magazynem PANI.
Ewa Szykulska jest pogodzona z upływem czasu. Czuje wdzięczność za doświadczenia życia
W dalszej części rozmowy, Ewa Szykulska ujawniła, iż jest "odporna na pokusę wiecznej młodości". Nigdy nie odczuwała silnej potrzeby ingerowania w swój wygląd za pomocą medycyny estetycznej - twierdząc, że opowiada on jej całe życie. Zmarszczki traktuje nie jako defekt, lecz jako naturalny ślad upływającego czasu, którego miała szczęście doświadczyć.
Nie wiedziałam, że będę. Słowo daję. Nawet się o to nie posądzałam. Przez lata nie potrzebowałam myśleć o tym. A potem, kiedy kobiety, i nie tylko kobiety, postanowiły zmienić swoje twarze, to ja sobie pomyślałam, że nie chcę być podobna do koleżanek z rzędu. Byłam świadkiem rozmów między reżyserem a aktorkami: "Może czas coś zrobić?". Zdolna, inteligentna koleżanka powiedziała: "Idź, zrób sobie te wory i powieki, bo za chwilę opadną ci na źrenice i nie będziesz widziała". To było ze 20 lat temu, głupoty gadała. Teraz to dopiero mam wory! A będzie jeszcze lepiej, jak mi dadzą trochę pożyć. Boże, to logiczne przecież, że zapracowałam sobie na ten pysk. Moja twarz opowiada moje życie. Kiedyś była gładziutka, "non-iron", niewymagająca prasowania, jak mawiał mój pierwszy mąż. Teraz jest niewyprasowana. Fakt, że wyglądam, jak wyglądam, jest sprawą tego, co przyszło mi przeżyć. Wszystkich dobrych i niedobrych chwil- podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Najnowsze metody leczenia trądziku i blizn potrądzikowych. "Wcześniej wstydziłam się wychodzić"
Autorka/Autor: Aleksandra Piwowarczyk
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA