- Czy film z premierą za 100 lat istnieje?
- Dlaczego premiera jest przewidziana na 2115 rok?
- Kto może obejrzeć film?
Premiera za 100 lat?
Krótkometrażowy projekt science-fiction powstał jako połączenie artystycznej prowokacji, konceptualnego kina i prestiżowej kampanii marki Rémy Martin. Reżyser Robert Rodriguez wspomina, że początkowo myślał, że tworzy reklamę - dopiero po ukończeniu materiału producent zdecydował, że to właśnie ten film ma trafić do sejfu.
Na ekranie zobaczymy międzynarodową obsadę: Johna Malkovicha - autora scenariusza i głównego bohatera, Shuyę Chang, Gedeona Manlulu, Marko Zarora.
Twórcy nakręcili także trzy teasery przedstawiające różne wizje roku 2115 - od świata całkowicie zdominowanego przez naturę po futurystyczne metropolie zależne od technologii. Jednak treść właściwego filmu pozostaje absolutnie tajna. Malkovich zdradził jedynie, że zakończenie zawiera frazę: "My name was John".
Sejf zawierający jedyną kopię cyfrową filmu oraz butelkę koniaku Louis XIII jest zabezpieczony w siedzibie marki Rémy Martin. Nie ma kodu, klucza ani hasła - otworzy się wyłącznie o wyznaczonej dacie w 2115 roku. To projekt, który bardziej niż na współczesnych widzów działa na wyobraźnię… ich prawnuków.
Film jako kapsuła czasu
Film jest nie tylko manifestem cierpliwości, ale i futurystyczną refleksją o tym, jak zmienia się świat. Malkovich podkreślał, że kluczowa była swoboda twórcza - nikt niczego nie narzucał, a projekt stał się okazją do dyskusji o przyszłości technologii, klimatu i człowieka.
Twórcy otrzymali również zadanie wyjątkowe: 1000 metalowych zaproszeń na premierę trafiło do wybranych osób na całym świecie. Mają być przekazywane kolejnym pokoleniom - niczym rodzinne relikwie, które pozwolą kiedyś wejść na jedyny pokaz tego filmu.
Dla jednych "100 Years" to odważny eksperyment artystyczny. Dla innych wyszukana kampania marketingowa. A może jedno i drugie? Pewne jest jedno: żadne inne dzieło filmowe nie zostało zaplanowane z myślą o widzach, których jeszcze nawet nie ma na świecie.