- Kto okradał dom Klaudii Halejcio?
- Jakie rzeczy znikały z domu Klaudii Halejcio?
- W jaki sposób Klaudia Halejcio odkryła prawdę o kradzieży?
Klaudia Halejcio zatrudniła pomoc domową. Nie spodziewała się najgorszego
Klaudia Halejcio, która wraz ze swoim partnerem Oskarem Wojciechowskim zamieszkuje willę o powierzchni 500 metrów kwadratowych, podjęła decyzję o zatrudnieniu pomocy domowej. Osoba miała za zadanie "tworzyć część domu", a nie jedynie wykonywać obowiązki sprzątające.
Szukaliśmy osoby, która pomoże nam w opiece nad domem. Dom jest duży, wymagający. Chcieliśmy, żeby ktoś po prostu dbał o nasze rzeczy codziennie, o porządek, żeby wszystko wyglądało w tym domu tak, jak trzeba. Nie szukaliśmy w ogóle żadnej pani, żeby była jasność do sprzątania, tylko kogoś, kto będzie częścią tego domu- wyznała w najnowszym nagraniu na Instagramie.
Kandydatka, która przeszła przez profesjonalny proces rekrutacyjny, początkowo zrobiła wyjątkowo dobre wrażenie. Jej zatrudnienie było w pełni legalne, a miesięczny koszt wynosił ponad 11 tys. złotych.
I po kilku rozmowach, etapach, wybraliśmy jedną panią. Młodą, uśmiechniętą, bardzo, naprawdę bardzo sympatyczną. I zatrudniliśmy ją legalnie. Na umowę o pracę, ze wszystkimi świadczeniami, składkami, urlopami, tak, aby po prostu czuła się pewnie i bezpiecznie. Żeby wszystko było uczciwie i przede wszystkim z szacunkiem. A wiecie, łączny koszt zatrudnienia takiej osoby to jest ponad 11 tys. zł miesięcznie. Ale wierzyliśmy, że za jakość, bezpieczeństwo warto zapłacić. No i przez chwilę wszystko było okej, w porządku- dodała.
Złodziejka w domu Klaudii Halejcio. Okradała rodzinę z najdrobniejszych rzeczy
W dalszej części nagrania, Klaudia Halejcio ujawniła, że z czasem zaczęła dostrzegać niepokojące sygnały, które pojawiały się w jej willi. Coraz częściej znikały produkty codziennego użytku - papier toaletowy czy kapsułki do prania. Decydujący moment nastąpił, gdy rodzina sprawdziła nagrania z domowego monitoringu. To, co zobaczyli, okazało się szokujące - zatrudniona kobieta regularnie wynosiła z domu przedmioty, mimo świadomości istnienia kamer.
No i co zobaczyliśmy? Osoba, która doskonale wiedziała, że istnieją kamery, po prostu kradła. Od papieru toaletowego, kapsułek do prania, różnych rzeczy. Podejrzewam, że tych rzeczy było znacznie więcej, niż byliśmy w stanie zauważyć. [...] Po prostu połamało mnie to w pół. I właściwie to nie chciałam tego nawet pokazywać, naprawdę. Nie chciałam z tego robić żadnej historii, ani robić z tego w ogóle jakiegoś wielkiego szumu, bo nie o to chodzi. [...] I właściwie nie było żadnego dnia, w którym by czegoś nie zabierała- wyjawiła.
Najbardziej bolesna okazała się jednak całkowita utrata zaufania. Osoba, która znała jej wszystkie prywatne przestrzenie, dopuszczała się tak haniebnych kroków. Z perspektywy czasu, aktorka podkreśliła, że doświadczenie stało się dla niej cenną lekcją.
To jest właściwie w tym wszystkim najsmutniejsze, że człowiek, któremu dajesz zaufanie, dach nad głową, pracę, uczciwe warunki, po prostu wszystko niszczy [...] Jest to przestroga dla mnie, może dla Was, dla każdego, kto zbyt szybko zaufał i zbyt mocno uwierzył. Dzisiaj wciąż zadaję sobie pytanie: co zrobiłam nie tak? Co mogłam zrobić inaczej? Bo dzisiaj jest mi tak cholernie przykro- podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Dlaczego czas ma tak duże znaczenie dla przyszłości i rozwoju Polski?
Autorka/Autor: Aleksandra Piwowarczyk
Źródło zdjęcia głównego: MWMEDIA