Tomasz Kot podsumował 2025 rok. "To była strasznie ciężka praca" [TYLKO U NAS]

Tomasz Kot
251208_Niebo_100_Tomasz_Kot_podsumowanie roku
Tomasz Kot w rozmowie z Anną Pawelczyk-Bardygą z tvn.pl podsumował mijający rok. Wyznał, że kilka miesięcy temu miał na głowie sporo pracy, jednak teraz pozwolił sobie na większy luz. Tomasz Kot dodał, że dzięki zagraniu w serialu "Niebo. Rok w piekle" zmienił swoje postrzeganie tego typu produkcji i było to dla niego prawdziwe przełamanie.

Tomasz Kot podsumował 2025 rok

Tomasz Kot to jeden z najbardziej uznanych polskich aktorów, a już niedługo widzowie HBO Max zobaczą go w nowej roli, przywódcy sekty w serialu "Niebo. Rok w piekle". Tuż przed premierą produkcji artysta znalazł chwilę czasu, by podsumować mijający rok w jego wykonaniu.

- Nie mam sprecyzowanego przyszłego roku. Bardzo się cieszę, że ta końcówka roku jest luźna, bo robiłem "Niebo" do chyba maja. Potem były wakacje, w wakacje zrobiłem też jakieś małe, drobne rzeczy, ale w zasadzie potem już miałem już luźniej. Nie brałem żadnych cięższych rzeczy. Zrobiłem "Trzydziestkę" chciałem bardzo pomóc młodemu twórcy, który jest przezdolny - opowiadał Tomasz Kot i po chwili dodał:

To dobry rok był, dobry. Parę miesięcy to była strasznie ciężka praca, ale też bardzo satysfakcjonująca. Poznałem fantastycznego reżysera i poznałem tych wszystkich młodych, fantastycznych aktorów. To był dobry rok, fajny rok. 

Tomasz Kot o największym sukcesie i najważniejszej lekcji

Tomasz Kot wyznał, że najważniejszą lekcją i jednocześnie największym sukcesem minionych miesięcy było dla niego pojawienie się na planie serialu. Aktor wyznał, że w przeszłości rzadko pojawiał się w tego typu produkcjach i miał pewne uprzedzenia, które szybko zostały rozwiane podczas pracy.

- [Najważniejsza lekcja z tego roku - przyp. red.] to, że seriale nie są takie złe (śmiech), bo ja tak jakoś bardzo długo nie grałem w serialach. To jest jedna rzecz, a dwa, że są świetni młodzi aktorzy i nie mogę się doczekać takiego następnego spotkania, może nie wiem, za rok, a może za pięć, obojętnie - opowiadał Tomasz Kot.