Monika Pikuła walczy z rakiem piersi. Diagnozę usłyszała w dniu urodzin

Monika Pikuła
Top Model: Monika Olejnik o chorobie nowotworowej
Źródło wideo: TVN
Źródło zdj. gł.: MWMEDIA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Monika Pikuła dowiedziała się, że ma agresywnego raka piersi, w dniu swoich 46. urodzin. Przeszła chemioterapię, a przed nią kolejne etapy leczenia: operacja i radioterapia. W programie "Dzień dobry TVN" aktorka opowiedziała o walce z chorobą, nadziei na całkowite wyleczenie i reakcji swoich nastoletnich synów. Nie ukrywała przed nimi trudnych emocji. W odpowiedzi usłyszała słowa, które głęboko ją poruszyły.

Monika Pikuła zachorowała na złośliwy nowotwór piersi

Na początku października Monika Pikuła poinformowała o swojej diagnozie. W rozmowie wyemitowanej 22 października wróciła do dnia, w którym jej życie nagle się zmieniło.

W dniu moich 46. urodzin dowiedziałam się, że mam raka piersi, trójujemnego, agresywnego, szybko namnażającego się, a w dodatku złośliwego. I też prawdopodobnie, jak wiele z was, myślałam, że ten problem mnie nie dotyczy, a jednak
— wyznała w "Dzień dobry TVN".

Początkowo aktorka była przekonana, że doszło do pomyłki. Nie miała jednak wiele czasu na oswojenie się z wiadomością. Jeszcze tego samego dnia skierowano ją na dalsze konsultacje, a we wtorek trafiła do chirurga onkologicznego.

Pierwsza wiadomość to była taka: "Nie, to jest niemożliwe. Ja na pewno… moje wyniki to jest jakiś błąd". Taki moment wyparcia. A potem moje sprawy potoczyły się błyskawicznie. Tego samego dnia pani doktor powiedziała: "Proszę iść piętro wyżej i tam zapisać się na wizytę do chirurga onkologicznego". Jak wyszłam w czwartek z opisem USG, we wtorek już miałam rano wizytę. Pan doktor spojrzał tylko w dokumenty i powiedział: "Witamy na oddziale"
— wspominała.

Monika Pikuła poddała się leczeniu. Nie zrezygnowała jednak z pracy

Chemioterapia nie wyłączyła jej z życia zawodowego. Monika Pikuła przyznała, że leczenie znosiła lepiej, niż mogła się spodziewać, choć zdarzały się mdłości.

Normalnie funkcjonowałam, chodziłam do pracy, więc nie było to aż takie straszne. Nigdy nie wymiotowałam, nie miałam tego rodzaju reperkusji. Zdarzały się nieprzyjemne mdłości. Na to wszystko są lekarstwa
 — mówiła.

Terminy wlewów dopasowała do teatralnego kalendarza. Chemioterapię przechodziła w poniedziałki, które zwykle miała wolne od pracy.

Chemia zagościła w moim kalendarzu. Mam kalendarz skorelowany z moją agencją, więc żeby nie było nieporozumień, zawsze sobie zaznaczałam te poniedziałki. Fajnie, że mogłam sama zadecydować, że akurat będą u mnie poniedziałki, dlatego że poniedziałki są wolne. Teatralnie są takim naszym małym weekendem. W związku z tym zawsze poniedziałki spędzałam po prostu w szpitalu na wlewie
— wyjaśniła.

Przed aktorką pozostały operacja oszczędzająca pierś i radioterapia. Jak podkreśliła, nie musiała przechodzić całkowitej mastektomii. Miała nadzieję, że kolejne etapy terapii pozwolą jej na trwałe pokonać chorobę.

Nie muszę mieć całkowitej mastektomii. Tak też się da, jeżeli się w porę zareaguje. Tutaj cytat z lekarzy: "Proszę pani, cycki to się dobrze leczą" [...]. Przede mną operacja. Jeszcze do tego wszystkiego dochodzi radioterapia. Jeśli cały ten piękny scenariusz się ziści, mam nadzieję, to mam szansę na stuprocentowe wyleczenie i pozbycie się problemu do końca życia
 — zdradziła w "Dzień dobry TVN".

Monika Pikuła powiedziała synom prawdę o chorobie

Aktorka nie chciała ukrywać choroby przed swoimi synami. Uznała, że powinni wiedzieć, co się dzieje i z czym może wiązać się leczenie.

Mój syn ma już 18 lat, drugi 14, więc już na taką wiedzę absolutnie zasługują. Powiedziałam wszystko to, co sama wiedziałam, to, co powiedzieli mi lekarze. Jak to będzie wyglądać, co mnie czeka, co może się przydarzyć
— opowiadała.

Chłopcy początkowo zamilkli, a następnie poszli do swoich pokoi. Z czasem rodzina zaczęła otwarcie rozmawiać o chorobie i związanych z nią emocjach. Monika Pikuła nie udawała przed synami, że zawsze daje sobie radę.

Takie rzeczy też ich dotyczą i my się musimy wspierać w tym domu nawzajem. Zdarza mi się ponarzekać, a czasem po prostu źle się czuję i mam tego serdecznie dość. Mówię o tym wprost synowi. I to, co usłyszałam: "Mamo, ty i tak jesteś bardzo dzielna". Pięknie to usłyszeć od swoich własnych dzieci
— wyznała ze wzruszeniem.
Autorka/Autor: AP